Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Sanktuarium to jeszcze nie szczyt

NPM 5/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
Najłatwiejsze podejście do kościoła na Iglicznej prowadzi z Międzygórza (fot. Tomasz Cylka)
Igliczna to popularna góra wśród wszystkich, którzy spędzają weekend lub wakacje w Międzygórzu. Góra nie nastręcza żadnych trudności i każdy może ją zdobyć, nawet jeśli wyrwie się prosto sprzed telewizora. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, że docierając tylko do sanktuarium maryjnego, szczytu nie zdobywa.

Stożkowatą górę (845 m n.p.m.) idealnie widać z drogi krajowej nr 33, prowadzącej z Kłodzka w stronę granicy czeskiej w Boboszowie. Z tej perspektywy można się bez problemu przekonać, że okazały murowany kościół – sanktuarium Maria Śnieżna – znajduje się sporo poniżej zalesionego wierzchołka. Mapy informują, że to ok. 25 metrów. Niby niewiele, ale przy tych wysokościach to kilka minut stromego wysiłku. Dlatego na ostatnim odcinku umieszczono 14 stacji drogi krzyżowej. A samo sanktuarium wzniesiono w pobliżu miejsca, gdzie stała figura Maryi z Dzieciątkiem, ustawiona pod konarami rozłożystego buku. W 1750 roku z pielgrzymki do Mariazell w Austrii przywiózł ją wójt pobliskiego Wilkanowa. Rzeźba była kopią tamtejszej Madonny. Kiedyś potężna wichura obaliła drzewo, ale nie uszkodziła samej figury. Miejscowa ludność odczytała to jako znak od Boga. Figurę przeniesiono w bezpieczniejsze miejsce, a w 1776 roku zbudowano pierwszą drewnianą kaplicę. Igliczna w ostatnich latach zmieniła się nie do poznania. Teren wokół pątniczego kościółka z XVII wieku ogrodzono, pięknie oświetlono, ustawiono ławki i wybudowano sklepik. Także wnętrze świątyni zyskało blask, a zawilgocone ściany przeszły już do historii. Oczywiście większość zrobiono za pieniądze z UE. Nowe oblicze zyskało także pobliskie schronisko, które w niczym nie przypomina już starego i odpychającego obiektu PTTK. To miłe i sympatyczne miejsce, idealne na przykład na niedzielny, rodzinny obiad. Obecnie to prywatne przedsięwzięcie nosi nazwę „Na Iglicznej”, bo „Maria Śnieżna” to nazwa zastrzeżona przez stronę kościelną.
Przed nami kolejny sezon wiosennych i letnich wędrówek. Kto już zdecyduje się wejść na Igliczną, niech nie poprzestaje na dojściu do wyremontowanego kościoła. I choć z samego szczytu niewiele widać, to satysfakcja z jego zdobycia jest ogromna.
Tomasz Cylka

-------

Schron na emeryturze
Na Staroleśnej Polanie w słowackiej Dolinie Zimnej Wody stoi najstarsze schronisko w Tatrach. Nazwa Rainerowa Chatka (słow. Rainerova chata) pochodzi od Johanna Georga Rainera, spiskoniemieckiego działacza turystycznego, a przy tym dzierżawcy Starego Smokowca. Podczas swoich rządów przyczynił się on do rozbudowy uzdrowiska oraz dróg i ścieżek w jego otoczeniu. Jednak to kamienna, jednoizbowa budowla osadzona na wysokości 1301 m n.p.m. zapewniła długowieczność jego nazwisku.
Kwestią sporną pozostaje data powstania obiektu, czyli rok 1865, przewijający się m.in. w „Wielkiej encyklopedii tatrzańskiej” Zofii i Witolda H. Paryskich. Tymczasem na tablicy przed wejściem zobaczymy datę 1863. Bez względu na te niuanse chata wciąż dzierży miano najstarszego zachowanego do dziś tatrzańskiego schronu. 
Budynek zgodnie ze swoim przeznaczeniem przez wiele lat przyjmował turystów zwiedzających Wodospady Zimnej Wody (słow. Vodopády Studeného potoka). Tę funkcję w roku 1884 przejęła nowa konstrukcja, tzw. Kamzik, czyli schronisko Pod Kozicą. Stare mury Rainerki służyły od tej pory jako skład na paliwo i noclegownia dla przewodników i tragarzy wysokogórskich dostarczających towary do schronisk. Sytuacja uległa zmianie dopiero w latach 80. XX wieku, kiedy podjęto decyzję o rozbiórce „Kamzika”, a Rainerowa Chatka doczekała się rekonstrukcji. Kolejnej istotnej renowacji w 1997 roku dokonał Peter Petras, pełniący na miejscu funkcję chatara. Zorganizował on wewnątrz bufet z ławami oraz stoisko z pamiątkami, serwując jednocześnie podobno najlepszą kawę po zejściu ze szlaku.
Turystów przyciąga także niewielkie muzeum tragarzy (słow. horskych nosićov) ulokowane pomiędzy kamiennymi murami. Znajdziemy tu dawne nosidła, stare rakiety śnieżne i leciwy sprzęt taternicki, w tym m.in. raki i czekany. Całość uzupełniają archiwalne zdjęcia i rekordy z zawodów tragarzy, podczas których uczestnicy muszą w jak najkrótszym czasie pokonać wyznaczony dystans między schroniskami z ładunkiem na plecach. I właśnie ze względu na tę atmosferę i niesamowity wystrój wizyta w Rainerce powinna być obowiązkowa dla wszystkich miłośników Tatr.
Michał Parwa


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też