Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Sąd nad jeziorem

NPM 10/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
Dziś mało kto mógłby sobie wyobrazić, że Morskie Oko i szlak na Rysy przecina jakakolwiek granica (fot. Michał Parwa)
Wawel, Jasna Góra i Morskie Oko uchodzą za symbole narodowe. Każdy wie, czym była Obrona Częstochowy, a Hans Frank już dawno opuścił królewskie komnaty. Jeśli idzie o Tatry, wcale nie było łatwiej.

Wyobraźmy sobie ciepły weekend w Tatrach. Kasy przy Palenicy Białczańskiej oblężone. Klapek za klapkiem, kopyto za kopytem, nad Morskie Oko sunie kolejna fala turystów. Wielka masa stłoczona przy schronisku wciska się między watę cukrową a popcorn. Polowanie na wymarzone zdjęcie z wierzchołkiem Mnicha trwa od samego rana. W kolejce do kadru trzeba jednak wyczekać swoje, bo od ponad 100 lat dostępu do wschodniego brzegu bronią węgierscy żandarmi. Pilnują, by nikt nie zadeptał najpiękniejszych okazów madziarskiej ziemi. Granica, decyzją neutralnych arbitrów, od wieku przebiega przez środek jeziora. I nie pomogą tu bratnie uczucia z przysłowia o dwóch narodach. Przekraczać ją mogą jedynie pstrągi, którym obojętne są leczo i pierogi. Czy to czarny sen z gatunku political fiction? Otóż nie! Na początku ubiegłego stulecia niemal stał się jawą. Niewiele zabrakło, by międzynarodowy sąd zadecydował o losach Morskiego Oka.
Początki konfliktu sięgają zarania naszej państwowości. Zanim grzbiet tatrzański okrzyknięto naturalną granicą, w historii namieszał Bolesław Chrobry, włączając cały łańcuch górski do państwa polskiego. Karpackie ziemie musiały przypaść do gustu władcy, bowiem wyhamował dopiero na Dunaju, gdzieś między Ostrzyhomiem a Bratysławą. Lecz taki stan rzeczy przetrwał ledwie trzy dekady. Jak wiemy, wiek XI nie zapisał się szumnie w historii tatrzańskiej turystyki, toteż granica stosunkowo szybko wróciła na grań. Wyłączając epizody, sprawa była jasna – Lachy na północy, Madziarzy na południu. Względny spokój trwał do wieku XVI, kiedy to właściciele państwa niedzickiego zgłosili pretensje do całego Podhala. Najpierw próbował Olbracht Łaski, a następnie magnat węgierski Jerzy Horváth-Palocsay.
Na konkrety przyszło czekać do roku 1769. Obowiązujący podział przebiegał wtedy wzdłuż Białej Wody wprost na Polski Grzebień. Węgrzy postanowili zmienić bieg granicy na Rybi Potok i dalej wschodnim lub zachodnim brzegiem Morskiego Oka. Zanim kłótnie rozpoczeły się na dobre, w 1770 roku sprawę rozsądziła cesarzowa Maria Teresa, kiedy to jej wojska zajęły starostwa sądeckie, nowotarskie i czorsztyńskie. Kto nie spał w szkole na lekcji o rozbiorach, ten powinien pamiętać, że ta sama cesarzowa dwa lata później zapisała wspomniane starostwa Galicji – wtedy już pełnoprawnej prowincji Austrii.

(...)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też