Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Rymanowska coca-cola

NPM 5/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Dębiec
Patrząc wprost z grzbietu Przymiarek, najbardziej charakterystyczna jest sylwetka Cergowej. Przy idealnej widoczności na lewo od niej można wypatrywać Tatr (Fot. Tomasz Dębiec)
Na Wzgórzach Rymanowskich stawiałem swoje pierwsze poważne kroki w górach. Było to jakieś dwadzieścia lat temu i wtedy, rzecz jasna, nikt nie słyszał o trekkingu. Znano tylko zwyczajne „chodzenie po górach”. Wielu pewnie północnych rubieży Beskidu Niskiego nie nazwałoby nawet górami, ale dla małolata, mniejszego dwa razy od tutejszych bujnych traw, przeprawa z Iwonicza Zdroju do Rymanowa Zdroju była prawdziwym wyzwaniem.

Dziś nadal bardzo chętnie wybieram się w rodzinne okolice. Trochę się tu jednak pozmieniało w ciągu kilkunastu lat. Przybyło nowych szlaków pieszych i rowerowych, a rozległe pola między dwoma wspomnianymi wyżej uzdrowiskami w okolicy dawnej wsi Wólka są teraz wykaszane i bardziej przypominają angielski park niż słynne beskidzkie chaszcze. Ale przede wszystkim zmieniło się moje podejście do tej klasycznej trasy. Nie jest to już wyprawa, tylko bardzo miła i lekka wycieczka, którą lubię powtórzyć raz na jakiś czas.

Beskid też dla skoczków
Tym razem wyjątkowo nie wybieram się tutaj sam. Zabieram młodszą siostrę, bo wiem, że to dobry kompan do wędrówki. I, jak na ambitną dziewczynę przystało, Paulina zupełnie nie marudzi, tylko odważnie stawia czoła wyzwaniom. Wstajemy wcześnie, by razem z pierwszymi promieniami słońca zawitać do Iwonicza Zdroju. Nie wjeżdżamy jednak do ładnego zabytkowego centrum. Dopiero po południu będzie czas, żeby tam zajrzeć i wpasować się w nieśpieszny klimat prowincjonalnego uzdrowiska. Samochód zostawiamy w samym lesie przy uroczo i ciekawie położonym basenie. Płytkie kąpielisko dla dzieci zasilane jest wodą mineralną z okolicznego źródła o nazwie Iza.
Pętla, którą chcemy przejść, w połowie prowadzi lasami, ale w połowie jest bardzo widokowa. A to nie takie częste w przypadku niskich gór, których szczyty zwykle porośnięte są drzewami. Najpierw kierujemy się na tę część trasy, która oferować będzie nam dalekie panoramy. Szkoda marnować takie piękne poranne światło. Od basenu idziemy kilkaset metrów drogą w górę doliny. Po prawej stronie mijamy zaniedbane skocznie narciarskie. Kiedyś prężnie działał tu klub, w którym zawodnicy trenowali biegi narciarskie i skoki. Dziś nie wygląda to zbyt dobrze. Rozbieg na skocznię jest zrujnowany, stok slalomowy zarośnięty, a wyciągu nie ma tu już pewnie ponad dwadzieścia lat. Swoją drogą, skocznia to dobry punkt orientacyjny na trasie naszej wycieczki. To właśnie na jej wysokości trzeba skręcić w lewo na ścieżkę, która oznaczona jest zielonymi znakami. Potem czeka nas kilkunastominutowy marsz przez las i wreszcie wychodzimy na rozległe pola.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Beskid Niski
Polska

Zobacz też