Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Anna Krupa

Roztoka to nie Statoil

NPM 8/2015
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. archiwum Schroniska Roztoka)
Z Anną Krupą, gospodynią zwycięskiego Schroniska w Dolinie Roztoki, rozmawia Jakub Terakowski

Znowu trafililiście na podium naszego rankingu!
Roztoka dwukrotnie zajęła trzecie miejsce.

A tym razem pierwsze. I to wygrała w cuglach: 92,5 punkta na 100 możliwych, następne schronisko zdobyło prawie pięć punktów mniej.
Bardzo nas cieszy to zwycięstwo.

Tak z ręką na sercu: zdemaskowała Pani naszego ankietera? Potraktowała szczególnie?
Ależ skąd! Został przyjęty jak każdy turysta, bez żadnych specjalnych względów. Zresztą nadal nie mam pojęcia, kto nim był.

Tomasz Cylka.
Redaktor Naczelny? Wstyd przyznać, ale nawet nie wiem, jak wygląda; to zdjęcie we wstępniaku ma rozmiar znaczka pocztowego. Nie wiem też, kiedy odwiedził Roztokę, chyba nie rezerwował noclegu na swoje nazwisko?

Pomińmy kulisy strategii...
A można wiedzieć, czym zasłużyliśmy na tak wysoką notę?

Tak, oczywiście, to nie tajemnica. Po pierwsze: nowe łazienki.
To faktycznie od dawna leżało mi na sercu. Sama jestem z nich dumna. Remont trwał długo, nie przewidzieliśmy wielu komplikacji, okazało się, że trzeba wyburzyć stare sanitariaty i nowe wybudować od zera. Ale warto było, niejeden turysta je chwali. Są ciepłe, mają ogrzewane podłogi: to nie tylko podwyższa komfort korzystania z nich, lecz także ułatwia sprzątanie, bo woda nie roznosi się po całym budynku. Wprawdzie nie wszystko wygląda w nich tak, jak sobie wyobrażałam, ale też nie wszystko można było zrobić bez naruszania struktury i charakteru obiektu. Ważne, że udało nam się przeforsować najistotniejsze kwestie, również te wizerunkowe, bo na przykład namawiano nas na zamontowanie plastikowych drzwi do łazienek. Identyczne stosowane są we wszystkich miejscach typu McDonald's i na stacjach benzynowych. Nie zgodziłam się, Roztoka to nie Statoil. Drzwi pozostały drewniane.

Podobno sam remont sanitariatów kosztował 80 000 złotych.
Turyści tak mówią?

Spotkałem się z taką informacją. A kto za to zapłacił? Pani, spółka Karpaty czy pół na pół?
Dżentelmeni o pieniądze nie pytają...

Tomasz zwrócił uwagę także na czystość łazienek.
Bo nowoczesność to nie wszystko, nie można wyremontować sanitariatów i o nich zapomnieć. Nasze sprzątane są na bieżąco.

Łyżka dziegciu: podobno w weekendy tworzą się do nich kolejki.
Nasz poprzednik zainstalował dwa prysznice, teraz są cztery. Więcej nie można, nie da się, bo brakuje nam miejsca. Zgodnie z przepisami jeden prysznic powinien przypadać na trzydzieści miejsc noclegowych, w Roztoce są siedemdziesiąt cztery łóżka, więc przekraczamy normę. Za to ciepłej wody nigdy nie brakuje, nie trzeba zatem gnać do łazienki prosto od wejścia, jak to dawniej bywało, w butach, z plecakiem i pustym brzuchem.

Za dostępność ciepłej wody Tomek obniżył jednak Roztoce notę.
No niemożliwe! Ciepłej wody zawsze mamy nadmiar, trzy kotły po 400 litrów każdy, ogrzewane bez przerwy. Pułk wojska nie byłby w stanie zużyć takiej ilości. Redaktor musiał pechowo trafić akurat na spawanie bojlerów… Jedna wizyta w schronisku to trochę za mało.

Ranking to dwie wizyty w ciągu roku.
To pewnie i tak za mało, aby obiektywnie ocenić schronisko. Można trafić wyjątkowo źle lub dobrze.

To prawda: w jednym ze schronisk nasz ankieter, w środku tygodnia i poza sezonem, nocował drzwi w drzwi z bardzo hałaśliwą grupą. Dzień wcześniej lub później byłby sam w całym obiekcie. Przypadek. Cóż można na niego poradzić? W Roztoce też mógł się wydarzyć.
Nieprzestrzeganie ciszy nocnej to problem, z którym zmagają się wszyscy gospodarze. Niekiedy trudno poskromić ten żywioł, a czasem trudno pogodzić potrzeby wszystkich gości. Nie dalej niż przed miesiącem zatrzymała się u nas spora, lecz bardzo sympatyczna grupa. Wieczorem poprosili o „dyżurną” gitarę, mamy taką jedną na użytek turystów. Śpiewali, aż miło było posłuchać, nie wiedzieć kiedy minęła godzina 22. Poza nimi w schronisku nocował tylko jeden starszy pan; po kwadransie przyszedł do mnie i stanowczo zażądał uciszenia gości. Cóż było począć, przepisy stały po jego stronie. Musiałam zabrać gitarę i uspokoić ekipę. Aż szkoda... Roztoka jest mała, ściany są drewniane, więc akustyki mogłaby pozazdrościć nam niejedna filharmonia... (śmiech). W większym budynku problem byłby mniejszy.

(...)


Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też