Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Beskid Wyspowy / Lubomir i okolice

Rozbitek wśród lodowych gór

NPM 3/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
(fot. Michał Parwa)
Wycieczka w te strony to zabawa dla koneserów i masochistów. Szczególnie, gdy ruszymy na 10-godzinną zimową marszrutę po opustoszałych szlakach. Wystarczy wstać przed kurami, złapać stopa i płynąć z wiatrem między wyspami. Od Kasiny do Kasiny, czyli po trasie, która nie bierze jeńców.

Skoro świt, niemal w piżamie, łapię bus z Krakowa do Mszany Dolnej. A potem na granicy tego beskidzkiego miasteczka wyciągam kciuk, testując miłosierdzie tutejszych kierowców. Na szczęście lokalsi na rejestracjach KLI (tzw. Kalifornia) należą do absolutnej ekstraklasy, jeśli chodzi o autostop. Jeszcze nigdy nie czekałem na podwózkę w tych stronach dłużej niż pięć minut. Tym sposobem szybko melduje się w Kasinie Wielkiej, słynącej z wyciągu narciarskiego na Śnieżnicę (1006 m n.p.m.) i z nadzwyczajnej Justyny Kowalczyk – niekwestionowanej legendy narciarstwa biegowego i bodaj najsłynniejszej mieszkanki wsi.

Cisza na planie! Kamera! Akcja!
Ale jest jeszcze stacja kolejowa otwarta w 1884 roku na trasie Galicyjskiej Kolei Transwersalnej, prowadzącej z Czadcy do Husiatyna. Kawał beskidzkiej historii i światowej kinematografii, bo właśnie tutaj Steven Spielberg kręcił sceny do „Listy Schindlera”, a następnie między innymi Andrzej Wajda do filmu „Katyń”. Idealne miejsce, żeby rozłożyć mapę i nakreślić plan kilkugodzinnej walki.
Ambitnie i zachęcająco wygląda misja pod kryptonimem „Od Kasiny do Kasiny”, czyli przejście spod Śnieżnicy do Kasinki Małej. Przez góry to 30 kilometrów marszu i – jakby nie patrzeć – 10 godzin na nogach. Ale jestem dobrej myśli. Mam czołówkę, może trochę nadrobię zbieganiem. A poza tym w razie kataklizmu można zdezerterować po siedmiu godzinach przy zakopiance w Lubniu.
Punkt pierwszy szanownej wycieczki to przełęcz Wielkie Drogi (569 m n.p.m.), gdzie można doczłapać wojewódzkim asfaltem nr 964 albo za czerwonymi znakami przez niewielkie wzniesienie o nazwie Dzielec (650 m). Pełna zgoda, żadne to góry, ale trasa dopiero się rozkręca. Szczególnie, gdy na zachętę dostaję całkiem przyzwoity widok na Ciecień (829 m n.p.m.) i Pieninki Skrzydlańskie.
Mały Szlak Beskidzki ciągnący się aż po Bielsko-Białą wprowadza mnie do krainy Wierzbanowskiej Góry (778 m n.p.m.). Pełno w niej domków letniskowych, szczekających burków, zarastających polan, leśnych krzyży, mniejszych i większych wierzchołków, a nawet szałasów. Mówiąc krótko: krajobraz typu zróżnicowanego. Nie brakuje też pół uprawnych i niewielkich osiedli, takich jak Ciastonie, raczących wędrowców ciekawymi panoramami.
Wysokość niby skromna, a w zupełności wystarcza, aby podziwiać beskidzkie wyspy. Jak się człowiek wysili i poszpera po mapie, szybko się zorientuje, że ma przed sobą Lubogoszcz (968 m n.p.m.), Szczebel (977 m) do spółki z Luboniem Wielkim (1022 m), a dalej Pasmo Łososińskie czy chociażby Ćwilin (1072 m). Zaś przy lepszej widoczności da się zobaczyć Babią Górę (1725 m n.p.m.) i fragment tatrzańskiego łańcuszka. Dlatego zupełnie nie rozumiem panującej tu pustyni turystycznej. Oczywiście, nie jest mi z tą samotnością źle, ale „dzień dobry” na szlaku mogę sobie powiedzieć co najwyżej do lusterka.

Po gwiazdkę z nieba
Cała operacja z Wierzbanowską Górą rozkłada się na pięć kilometrów, co według zegarka zajmuje mi ponad godzinę. Na pożegnanie łykam wierzchołek Łazy (732 m n.p.m.) i staję na Przełęczy Jaworzyce (579 m). Siodło, jakie jest, każdy widzi: przecina go szosa łącząca Węglówkę z Kobielnikiem i Wiśniową. Lecz z geograficznego punktu widzenia, ma ono jeszcze większe znaczenie. Według niektórych opracowań (w tym listy Korony Gór Polski), stoję pomiędzy Beskidem Wyspowym i Makowskim, do którego należy Pasmo Lubomira i Łysiny. Jednak powszechnie znana regionalizacja fizycznogeograficzna przygotowana przez Jerzego Kondrackiego zalicza całe Pasmo Lubomira i Łysiny do Beskidu Wyspowego. Czyli na chłopski rozum wciąż jestem w tych samych górach. I w nagrodę czeka mnie szybkie zdobywanie wysokości pod Obserwatorium Astronomiczne im. Tadeusza Banachiewicza.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”