Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Flesz |

Romantyczne dzieło pruskiego ministra

NPM 8/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Redakcja n.p.m.
Wizyta na tej wieży to punkt obowiązkowy zwiedzania parku (fot. Grzegorz Grupiński)
Cóż ciekawego dla górskiego wędrowca mógłby po sobie zostawić minister Królestwa Prus ds. górnictwa? A jednak warto wpaść do Bukowca – wsi położonej na zachodnim krańcu Rudaw Janowickich, niedaleko od Kowar.

Pomiędzy Rudawami a Karkonoszami, w tak zwanej Dolinie Pałaców i Ogrodów, nie brakuje arystokratycznych rezydencji, zapierających dech w piersiach. W Bukowcu zachwycił nas nie tyle pałac, ile przylegający doń park. W 1785 roku Buchwald przejął hrabia Friedrich von Reden, minister górnictwa. Zainspirowany najnowszymi europejskimi tendencjami, postanowił stworzyć tu wzorcowy majątek łączący w sobie funkcje rezydencjonalne, gospodarcze i estetyczne. Obok pałacu i stawów powstał wspaniały park krajobrazowy. W wielu jego miejscach specjalnie tak ukształtowano krajobraz, by mieć dobry widok na Karkonosze i Rudawy.
Po 1945 roku, kiedy Buchwald stał się Bukowcem, park mocno podupadł, ale w ostatnich latach ruszyła jego renowacja. I chociaż jest jeszcze niezakończona, stan parku robi świetne wrażenie. Podziwiamy nie tylko parkową zieleń, ale i budowle. Na przykład Herbaciarnię – pawilon służący spotkaniom towarzyskim i kontemplacji widoku na Śnieżkę. Hrabia zbudował Herbaciarnię jako prezent na drugą rocznicę ślubu dla swej Friederike. By zobaczyć jeszcze więcej, wspinamy się na szczyt parkowego wzgórza. Tutaj hrabia von Reden kazał zbudować „sztuczne” ruiny zamku z wieżą oraz amfiteatr. Na wieżę można, a nawet trzeba wejść, bo panorama grzbietu Karkonoszy jest stąd doskonała. Widać je właściwie całe, od Kowarskiego Grzbietu po Szrenicę.
Ciekawych miejsc z widokami, intrygujących konstrukcji (np. Krąg Druidów) jest w parku więcej. To idealne miejsce, by pomiędzy górskimi wędrówkami odetchnąć z luzem w pięknej scenerii. A do tego liznąć trochę historii oraz wiedzy o sztuce kształtowania krajobrazu – tę zdobędziemy choćby z tablic informacyjnych.
Grzegorz Grupiński

---------

Komandosi w hotelu

Po dwóch godzinach drogi od Rzymu spośród poszarpanych skał masywu Gran Sasso d’Italia wyłania się „Mały Tybet”. Oryginalny przydomek trafnie opisuje całe Campo Imperatore, niezwykłą górską łąkę rozpostartą na największym płaskowyżu w Apeninach. Ciągnące się przez 27 kilometrów naturalne pastwisko przypomina wielki zielony dywan rozłożony u stóp Corno Grande (2912 m n.p.m.) – najwyższego szczytu w całym łańcuchu, gdzie wciąż można podziwiać najbardziej wysunięty na południe lodowiec Europy. Na uwagę zasługuje także wysokość, dochodząca w niektórych miejscach do 2000 m n.p.m. Między innymi z tego powodu, niespełna 100 lat temu, uruchomiono tu pierwsze centrum narciarskie wraz z hotelem. Budynek goszczący na co dzień turystów zyskał światową sławę dopiero w roku 1943, kiedy to przemieniono go na więzienie dla jednego z najsłynniejszych dyktatorów XX wieku – Benita Mussoliniego.
Lokalizacja została wybrana nieprzypadkowo, do celu można się było bowiem dostać tylko kolejką linową. Duce trafił tu decyzją politycznych przeciwników i włoskiego króla Wiktora Emanuela III. Jednak sojusznik satrapy, sam Adolf Hitler, postanowił uwolnić byłego już wtedy premiera przy pomocy komandosów. Apogeum operacji pod kryptonimem „Eiche” („Dąb”) miało miejsce 12 września. Niemcy lądujący bezgłośnymi szybowcami zaskoczyli Włochów do tego stopnia, że po 12 minutach Mussolini był już oswobodzony. A spektakularna akcja odbiła się szerokim echem zarówno wśród aliantów, jak i państw Osi.
Paradoksalnie, wydarzenie to przysporzyło popularności całemu regionowi, czyniąc zeń atrakcję turystyczną. Być może dlatego płaskowyż zagrał w ponad 20 filmach, z których najsłynniejszy to „Imię róży”. A może turystów przyciąga obserwatorium astronomiczne z 1951 roku, wkomponowane w strzeliste ściany dwutysięczników? Każdy z odwiedzających ma swój powód. Ja na przykład najbardziej cenię widok świateł pobliskiej L’Aquili znad stromego stoku przy stacji kolejki. Koniecznie w towarzystwie koni pasących się wśród wysokogórskich traw.
Michał Parwa


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.