Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Temat numeru | 15. Rocznica tragedii pod Szpiglasową Przełęczą

Ratownicy walczą do końca

NPM 1/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Joanna Matkowska
(fot. Albin Marciniak)
Błękitny krzyż na białym polu, pod nim gałązka kosodrzewiny. Oto znak ludzi, którzy od ponad 100 lat „na każde wezwanie naczelnika” niosą w górach pomoc. Niestety, świadomość, że toprowcy przyjdą i wybawią nas z każdej opresji, bywa zachętą do lekkomyślności, a niekiedy i niepotrzebnej brawury. Bo czy wszystkie niebezpieczne akcje, w których ratownicy brali udział, naprawdę musiały się wydarzyć?  

Dobrowolnie przyrzekam pod słowem honoru, że póki zdrów jestem, na każde wezwanie naczelnika lub jego zastępcy – bez względu na porę roku, dnia i stan pogody – stawię się w oznaczonym miejscu i godzinie odpowiednio na wyprawę zaopatrzony i udam się w góry (…) w celu poszukiwań zaginionego i niesienia mu pomocy. (…) Obowiązki swe pełnił będę sumiennie i gorliwie, pamiętając, że od mego postępowania zależnem być może życie ludzkie” – taką przysięgę od ponad 100 lat składa każdy nowy członek Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Te słowa wypowiadali też Bartek Olszański i Marek Łabunowicz, młodzi ratownicy, którzy 15 lat temu ruszyli na pomoc dwójce turystów z Gdyni.
Lawinowa trójka? Zostań!
30 grudnia 2001 roku. Pogoda w Tatrach nie należy do najlepszych. TOPR ogłasza trzeci stopień zagrożenia lawinowego: na zewnątrz mocno wieje, sypie śnieg i w rezultacie wysoko w górach przestaje być bezpiecznie. Mimo to Igor, Michał i Monika postanawiają opuścić schronisko w Pięciu Stawach, by wybrać się na Szpiglasową Przełęcz. To ich pierwsza zła decyzja tego dnia. Druga to wybór letniego szlaku, który przecina w poprzek strome zbocze. Około południa całą trójkę porywa lawina. Z opresji cało wychodzi jedynie Igor, który zostaje wyrzucony poza główny tor lawiny. Odkopuje się ze śniegu i godzinę później dociera do schroniska. Zawiadamia o wszystkim dyżurnego ratownika Stanisława Krzeptowskiego-Sabałę. Ten na polecenie Jana Krzysztofa, naczelnika TOPR, wspólnie z pracującym w schronisku Jarosławem Lechem rusza na pomoc zasypanej parze.
W tym samym czasie z centrali TOPR do Wodogrzmotów idzie pierwsza grupa ratowników. Druga zjeżdża od strony Kasprowego. Pogarszająca się pogoda nie ułatwia sytuacji.
„Wiadomo już, że nie będzie można użyć śmigłowca” – odnotowuje w kronice Adam Marasek, ratownik TOPR.
Około 14.45 patrol z Piątki znajduje w lawinisku Michała. Reanimacja nie przynosi niestety oczekiwanego skutku. O 15.30 udaje się wreszcie znaleźć Monikę, ale jej również nie można już pomóc. Ratownicy kontaktują się więc z naczelnikiem, który około godziny 16 z siedmioosobową grupą z Zakopanego dotarł do Pięciu Stawów i ruszył w stronę przełęczy. Jan Krzysztof decyduje, że akcję trzeba kontynuować. – Nie mogliśmy mieć pewności, że ofiary naprawdę nie żyją, dopóki nie stwierdzi tego lekarz. Poza tym nasi koledzy na górze mogli potrzebować pomocy w zejściu – wyjaśniał później w rozmowie z „Gazetą Krakowską”.
Oprócz naczelnika w kierunku przełęczy ruszają Maciej Cukier, Grzegorz Bargiel, Henryk Król Łęgowski, Edward Lichota, Andrzej Lejczak, Bartłomiej Olszański i Marek Łabunowicz. Warunki atmosferyczne ciągle się pogarszają, bo do śnieżycy dochodzą mgła i zapadający mrok. O godzinie 17 dochodzi do drugiej tego dnia tragedii. Blisko progu Kociołka pod Szpiglasową pod toprowcami niespodziewanie pęka śnieg. Lawina zabiera ze sobą całą grupę ratowników.
Naczelnik i Edward Lichota mają dużo szczęścia, bo jako pierwsi odgrzebują się spod śniegu. Szybko pomagają odkopać się pozostałym kolegom, reanimują nieprzytomnego Macieja Cukiera i liczą, czy nikogo nie brakuje. Coś się jednak nie zgadza. Nigdzie nie widać Bartka i Marka. W ruch idą detektory lawinowe i po chwili udaje się namierzyć chłopaków. Są pod dwumetrową warstwą śniegu. Ratownicy docierają do nich tak szybko, jak to możliwe, ale obaj są już nieprzytomni. W trakcie reanimacji udaje się przywrócić słabe tętno u Marka. Nadzieja rozpala się na nowo. Z Bartkiem dużo gorzej, ale przecież nie można tak szybko się poddać. Pogoda nadal nie rozpieszcza, dlatego naczelnik zarządza odwrót do schroniska. Tam lekarz podejmuje ostatnią próbę. Niestety – bezskuteczną… O północy 40 ratowników dociera do centrali. Koniec akcji.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."

Ponadto w numerze rozmowy Joanny Matkowskiej o trudnej pracy ratowników TOPR z naczelnikiem Janem Krzysztofem, a także Jakuba Terakowskiego z Martą Olszańską, matką Bartka Olszańskiego, ratownika, który zginął w lawinie pod Szpiglasową Przełęczą. 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też