Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Świat | Portugalia / Madera

Raport ze spalonej wyspy

NPM 1/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
(fot. Tomasz Rzeczycki)
– Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto wracałby z Madery niezadowolony – mówi mi właściciel jednego z górnośląskich biur podróży, z którym jadę na lotnisko do Warszawy. Obok mnie siedzi mój syn – przedszkolak, dla którego jest to pierwsza w życiu wyprawa zagraniczna. Ba, dopiero miesiąc wcześniej w ogóle w górach zadebiutował.

Zatrzymujemy się na pobyt w Funchalu, stolicy wyspy. Jest adwent, więc portową promenadę zdobi kilkunastometrowy, ażurowy stożek koloru czerwonego, symbolizujący choinkę. Obok katedry ustawiono szopkę bożonarodzeniową z figurami wielbłądów naturalnych rozmiarów, obsypaną jesiennymi liśćmi opadłymi z platanów. Tu, kilka metrów nad poziomem morza, temperatura wynosi ponad 20 stopni Celsjusza, lecz w górach może być wyraźnie chłodniej.
Czerwone dachy na Monte
Na początek wybieramy przejażdżkę kolejką kabinową z nabrzeża portowego do ogrodu botanicznego na wzgórzu Monte. Suniemy podniebnym wagonikiem, podziwiając liczne mosty znajdujące się w tym mieście. Dostrzegamy też sporo samochodowych tuneli, które, jak się dowiemy później od przewodnika, wykonane zostały typową techniką górniczą. Niewielu turystów pewnie zdaje sobie sprawę, że na Maderze jest ich więcej niż w całych polskich górach. Przygnębiające wrażenie robią połacie terenu spalonego podczas wielkiego pożaru, jaki nawiedził Maderę latem 2016 roku. Wybuchło wtedy aż osiem pożarów, które rozprzestrzeniały się w sposób niekontrolowany. Z żywiołem przez kilka dni walczyło ponad trzy tysiące strażaków, ewakuowano kilkuset mieszkańców. Za poświęcenie w akcji ratowniczej dziękował publicznie słynny piłkarz Cristiano Ronaldo, który w Funchal się urodził i wychował. „Boli mnie serce, kiedy widzę, co dzieje się na Maderze. Bądźcie silni. Dziękuję straży pożarnej za odwagę i za ryzykowanie własnego życia, by ocalić innych” – pisał rok temu Cristiano Ronaldo.
Ale żeby nie było tak smutno, to oprócz spalonych terenów podziwiamy charakterystyczne, ceglastoczerwone dachy funchalskich domów. Widziane niemalże z lotu ptaka wyglądają równie romantycznie jak małe budowle we włoskiej Toskanii.
Gdy wysiadamy z kolejki, idziemy w stronę kościoła znajdującego się na wzgórzu. Z tarasu pomiędzy wieżami rozpościera się znakomity widok na port i zatokę. Jesteśmy jakieś 600 metrów n.p.m. Tutaj czujemy już doskwierający chłód, a żółknące liście kasztanowca przypominają, że zbliża się koniec roku. Patrzymy na wyższe góry, które planujemy odwiedzić. Co nas w nich czeka?
Tą samą kolejką zjeżdżamy do portu. Znowu są palmy, ciepło i szum morza. Kolejnym celem będzie poznanie wyspy od wnętrza. Funchal leży bowiem na południowym wybrzeżu, podczas gdy na północy wyspy, w miejscowości São Vicente można zwiedzić podziemną trasę turystyczną. Prowadzi ona częściowo tunelem wulkanicznym, a częściowo wykutym przez górników korytarzem. Otwarto ją w 1996 roku. Znajduje się ona we wnętrzu góry Espigão (964 m n.p.m.), a wchodzi się do środka niemalże u podnóża, jakieś półtora kilometra od kamienistej plaży. Na Maderze góry wyrastają wprost z morza.
Wnętrzności Espigão
Kolejnego dnia planujemy wyjazd poza miasto. Nie decyduję się jednak na wypożyczenie samochodu. W polskich przewodnikach sporo czytałem o stromych i bardzo krętych drogach, dlatego nie czułbym się komfortowo. Choć pewnie dla wielu czytelników nie byłby to żaden problem. Ale jadąc autokarem i widząc przez okno serpentyny i strome podjazdy, nie żałuję swojej decyzji. Jedziemy do São Vicente, wspinając się najpierw na przełęcz Encumeada (1007 m n.p.m.), z której ponoć przy dobrej widoczności dostrzec można zarówno północne, jak i południowe wybrzeże. Niestety, zatrzymujemy się akurat w rzęsistym deszczu i widzimy jedynie tęczę.
Kiedy docieramy wreszcie na północną stronę wyspy, naszym pierwszym celem jest Grutas de São Vicente, czyli imponujący zespół wulkanicznych jaskiń. Tatrzańska Jaskinia Mroźna w porównaniu z tą trasą to pikuś. Szeroki korytarz, podziemne strumienie i bardzo efektowne, różnobarwne oświetlenie robią wrażenie. Mój syn jest tylko trochę zestresowany tym, że co kilkanaście metrów przystaję ze statywem fotograficznym i robię kolejne zdjęcie.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Portugalia

Zobacz też