Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Bieszczady

Rand­ka ze stra­żą gra­nicz­ną

NPM 6/2008
Numer wyprzedany
Autor:
Radosław Jędrzejczyk
()
Tarnica o zachodzie słońca – to cel naszej wędrówki. Nie mieliśmy ochoty na oglądanie bieszczadzkich wzniesień w towarzystwie harcerskich wycieczek i przypadkowych wędrowców. Bieszczady zasłużyły na coś więcej niż hałaśliwe dialogi setek ludzi, którzy codziennie wchodzą na najwyższy szczyt w okolicy.  

Po­dróż w Biesz­cza­dy po­cią­giem to praw­dzi­wa ka­tor­ga. Że­by do­stać się tu z za­chod­niej Pol­ski, po­trze­ba co naj­mniej 15 go­dzin. To chy­ba je­den z re­kor­dów w Unii Eu­ro­pej­skiej. Czas to jed­no, a kom­fort po­dró­ży to dru­gie. Mi­mo upły­wu lat po­cią­gi w tym re­jo­nie wy­glą­da­ją tak sa­mo ża­ło­śnie. Na tra­sie z Za­gó­rza do Ustrzyk Dol­nych wa­go­ny le­d­wie zi­pią. Nie wia­do­mo, czy le­piej stać, czy też sko­rzy­stać z roz­la­tu­ją­cych się sie­dzeń, któ­re cel­ni­cy już nie raz de­mon­to­wa­li w po­szu­ki­wa­niu kon­tra­ban­dy. Na su­fit le­piej nie pa­trzeć, bo jest ca­ły czar­ny − ty­le na nim much. Z po­dró­ży sprzed kil­ku lat za­pa­mię­ta­łem tak­że, iż kon­duk­to­rzy by­li w sta­nie wska­zu­ją­cym na spo­ży­cie. Ale to na szczę­ście się zmie­ni­ło.
Dziś po­cią­gi jeż­dżą z Za­gó­rza do ukra­iń­skie­go Chy­ro­wa. Ale war­to przy­po­mnieć, że jesz­cze 15 lat te­mu mi­ło­śni­cy ko­lei mie­li tu nie la­da tu­ry­stycz­ną atrak­cję. Po­cią­gi kur­so­wa­ły aż do Prze­my­śla tran­zy­tem przez… Ukra­inę. Ta li­nia dzia­ła­ła od dru­giej po­ło­wy XIX wie­ku do 1994 ro­ku, kie­dy ją za­mknię­to. Co praw­da te­raz wła­dze sa­mo­rzą­do­we Prze­my­śla i Ustrzyk Dol­nych my­ślą o jej re­ak­ty­wo­wa­niu, ale od ro­ku z dys­ku­sji nie­wie­le wy­ni­ka. Wszyst­ko roz­bi­ja się o pie­nią­dze. Że­by wzno­wić ruch, po­trze­ba kil­ku­na­stu mi­lio­nów zło­tych, bo li­nii nie oszczę­dzi­li zło­dzie­je i po­ża­ry, któ­re znisz­czy­ły most. Mo­że Eu­ro 2012 spra­wi, że doj­dzie do pol­sko­‑ukra­iń­skie­go po­ro­zu­mie­nia i po­cią­gi na tej ma­low­ni­czej tra­sie po­wró­cą?
 
Ser­ce Biesz­cza­dówv to Ustrzy­ki Gór­ne
Po mę­czą­cej po­dró­ży ko­le­jo­wo­‑au­to­bu­so­wej do­cie­ra­my wresz­cie do Ustrzyk Gór­nych, któ­re są ser­cem Biesz­czadz­kie­go Par­ku Na­ro­do­we­go. Dwu­oso­bo­wy na­miot roz­bi­ja­my przy schro­ni­sku Kre­me­na­ros, tuż nad brze­giem Rze­czy­cy, któ­ra, łą­cząc się z Te­re­bow­cem i Wo­łost­ką, two­rzy ra­zem po­tok Wo­ło­sa­ty. Na po­lu ma­ło miej­sca i na­mio­ty ci­sną się je­den obok dru­gie­go.
To­wa­rzy­stwo ma­my bar­dzo roz­ryw­ko­we. Wy­róż­nia się eki­pa z Kra­ko­wa. Chy­ba na­wet nie wy­szli w gó­ry, a sie­dzą tu­taj od ty­go­dnia. Dwa ra­zy za­la­ło im na­miot, ale w ogó­le się tym nie przej­mu­ją, bo dla nich naj­waż­niej­sza jest do­bra za­ba­wa. Sil­ne desz­cze i ule­wy to tu­taj nor­ma. Jak się póź­niej oka­że, sa­mi bę­dzie­my świad­ka­mi kil­ku pod­to­pień. Na szczę­ście na­sze rocz­ne igloo wy­trzy­mu­je wszyst­kie ka­pry­sy au­ry.
W se­zo­nie let­nim przez Ustrzy­ki Gór­ne prze­wi­ja­ją się tłu­my tu­ry­stów, bo to naj­lep­szy punkt wy­pa­do­wy w naj­bar­dziej atrak­cyj­ne re­jo­ny Biesz­cza­dów. Stąd naj­le­piej iść na Wiel­ką Raw­kę, Po­ło­ni­nę Ca­ryń­ską i oczy­wi­ście Tar­ni­cę. My też ma­my w pla­nie wej­ście na naj­wyż­szą gó­rę Biesz­cza­dów po pol­skiej stro­nie. Chce­my jed­nak unik­nąć te­go ca­łe­go zgieł­ku i za­mie­sza­nia, więc tak pla­nu­je­my wy­ciecz­kę, że­by na szczy­cie sta­nąć póź­nym po­po­łu­dniem al­bo na­wet wie­czo­rem.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Bieszczady
Polska

Zobacz też