Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Tatry | Niżne Tatry / Chopok i Ďumbier

Raj nie tylko dla narciarzy

NPM 10/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. Michał Parwa)
Na koniec udanego górskiego dnia piję kawę w położonym niemal na samym szczycie schronisku. Po raz kolejny w ciągu kilku ostatnich godzin dzwoni telefon od samego dyrektora lądeckiego festiwalu. Przynaglony odbieram: – Co Ty robisz teraz na Chopoku? Sezon na narty już dawno się skończył – żartuje Maciek Sokołowski. – Uciekam przed deszczem na Krywaniu – bronię Niżnych Tatr.

Ręka w górę, kto z Was nie miał w życiu takiej sytuacji, że w Tatrach Wysokich leje, grzmi i po prostu nie da się wyjść na szlak? Tysięcy rąk w górze nie widzę, bo jest to coś tak oczywistego jak piasek nad Bałtykiem albo Wawel w Krakowie. Wyjścia w takiej sytuacji mogą być następujące: idziemy do baru i siedzimy tam cały dzień albo zakładamy kurtki i ruszamy w doliny. Każde z tych rozwiązań ma swoje mankamenty, można więc też poszukać miejsca, gdzie chmur nie ma lub przynajmniej tylko mży, a nie leje.
Kto spędza urlop lub choćby weekend w Tatrzańskiej Łomnicy (słow. Tatranská Lomnica) albo Starym Smokowcu (Starý Smokovec), niemal na wyciągnięcie ręki ma Niżne Tatry (Nízke Tatry). Czasem wystarczy godzina jazdy samochodem, by uciec od sinego nieba i dostrzec promyki słońca. Przetestowaliśmy ten wariant naszą kilkuosobową ekipą w tym roku i zachęcamy: bar lepiej zostawić na wieczór, a w dzień warto uderzyć do Jasnej.

Prognozy prawdę mówiły
O świcie na naszej kwaterze w Nowym Smokowcu (słow. Nový Smokovec) patrzymy w niebo i sprawdzamy chyba wszystkie możliwe prognozy pogody. Nie ma zmiłuj: pada i padać będzie, tymczasem na Chopoku słońce. Trudno w to uwierzyć, ale patrzymy w sieci na obraz z kamerek na szczycie i rzeczywiście przez chmury przebija się błękitne niebo. Wybór może być tylko jeden.
Godzinę później jesteśmy już w Demianowskiej Dolinie (Demänovská dolina). Prognozy sprawdzają się w stu procentach – na niebie pełne słońce. Nie ma jeszcze godziny dziewiątej i parkingi obok dwóch popularnych tu jaskiń – Wolności (Demänovská jaskyňa Slobody) i Lodowej (Demänovská ľadová jaskyňa) są jeszcze puste. Ale już niedługo zapełnią się samochodami i autokarami. Ale jaskinie też mogą być dobrym pomysłem na deszczowe dni, choć trzeba mieć cierpliwość, bo czasem i dwie godziny nie wystarczą na kupno biletu.
Dojeżdżamy do parkingu pod dolną stacją wyciągu (1226 m n.p.m.) na Chopok. A że Tatry to nie Alpy, gdzie postój często jest latem darmowy, sympatyczny Słowak kasuje od nas siedem euro. Ale w pakiecie dostajemy mapkę okolic Chopoka, dobre słowo i życzliwy uśmiech. Patrząc na to, co wyczyniały ostatnio pewne właścicielki zakopiańskiego pensjonatu, zgodnie stwierdzamy, że jesteśmy w nieco innym świecie.

To się nie dzieje
Sześcioosobowa kanapa w kilkanaście minut z przesiadką na stacji pośredniej wywozi nas na Chopok. Jeśli ktoś woli wchodzić od dołu, ten nie ma prostej drogi. Musi iść okrężną trasą żółtym i czerwonym szlakiem przez przełęcz Siodło Polany (słow. Sedlo Poľany, 1837 m n.p.m.), co w jedną stronę zajmie ponad cztery godziny. Jak już wyjdziemy na grań, jest pięknie i krajobrazowo, wcześniej pokonujemy jednak drogę przez las zniszczony przez wyrąb drewna.
Chopok wita nas gęstą chmurą, po błękicie ani śladu. – To się nie dzieje – kiwamy z niedowierzaniem głowami.
Na szczęście nie pada, ale mgła jest tak gęsta, że nie widać nawet położonego 30 metrów przed nami schroniska – Kamiennej Chaty (Kamenna Chatá), ani krótkiego wejścia na kamienisty wierzchołek, który zbudowany jest ze skalnych bloków. Musimy uwierzyć panoramom z internetu, że widać stąd Krywań i inne szczyty Tatr Wysokich. Jedyne, co nam pozostaje, to zdjęcia przy krzyżu z głupimi minami i durne filmiki, które wieczorem będziemy oglądać z uśmiechamy na twarzach. To już taka nasza tradycja.
Chopok (2024 m n.p.m.) to według większości źródeł trzeci pod względem wysokości szczyt Niżnych Tatr. Wyższy jest tylko Dziumbier (słow. Ďumbier, 2046 m n.p.m.) i Sztiawnica (Štiavnica lub Malý Ďumbier, 2025 m). Ale i słowaccy geografowie się spierają, jak nasi o to, czy Lubomir jest
w Beskidzie Makowskim lub Wyspowym. Jeśli więc uznać Štiavnicę za wierzchołek boczny Dziumbiera, Chopok będzie drugi w kolejności.
Tak czy inaczej, górę kojarzą przede wszystkim narciarze, bo zimą to jeden z najprężniejszych na Słowacji ośrodków białego sportu. Chętnie na weekend przyjeżdżają tu między innymi Polacy, a w szczególności mieszkańcy Małopolski, bo do wyboru jest tu kilka atrakcyjnych tras zjazdowych. Gdy górale w Zakopanem się kłócą, Słowacy już dawno się zjednoczyli, robiąc wielki biznes. Ale i latem jest tutaj co robić, choć narciarze i snowboardziści pewnie mają inne zdanie.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Niżne Tatry
Słowacja

Zobacz też