Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Jaworzyna Krynicka

Raj nie tylko dla narciarzy

NPM 3/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Kamila Gruszka
Ośnieżona ścieżka prowadząca do schroniska na Jaworzynie Krynickiej (fot. Kamila Gruszka)
Pierwsze zimowe skojarzenie z Jaworzyną Krynicką? Oczywiście narty, ale jej okolice to nie tylko trasy dla miłośników białego sportu, to także atrakcyjne szlaki piesze. Wędrowcy o tej porze roku mogą delektować się śnieżnymi krajobrazami w ciszy i spokoju.  

Krynica-Zdrój to idealny sposób na aktywne ferie. Będą tu zadowoleni miłośnicy białego szaleństwa. W mieście funkcjonuje bowiem kilka stacji narciarskich. Oprócz najpopularniejszej Jaworzyny działa także Centrum Narciarskie Azoty, a tuż obok Ośrodek Narciarski Słotwiny, z kolei w samym centrum Stacja Narciarska Henryk. Również w najbliższej okolicy jest spory wybór wyciągów w Muszynie, Tyliczu czy Wierchomli. Na dzieci czekają tory saneczkowe i ślizgawki, zarówno te pod gołym niebem, jak i w pełnowymiarowej hali lodowiskowej. Kolejką linowo-terenową można wjechać na Górę Parkową, a gondolą na Jaworzynę.
Nawet zimą można przeżyć przygodę w Krynickim Parku Linowym. Na biegaczy czekają z kolei trasy festiwalu biegowego, a zapewniam, że na górkach Parku Zdrojowego można się nieźle zmęczyć. Natomiast całym rodzinom polecam questing, czyli kilkukilometrową wyprawę odkrywców. Idąc za wierszowanymi wskazówkami, poznamy miasto i jego historię. Jak widać, w Krynicy jest co robić, a jeśli dodamy do tego górzyste szlaki Beskidu Sądeckiego, które również zimą są dostępne dla turystów, to mamy już spokojnie zaplanowany tydzień ferii. Czytelników „n.p.m.” zapraszam na jednodniową wycieczkę wokół Jaworzyny Krynickiej (1114 m n.p.m.).
Wokół tylko nicość
Zaczynamy od wjazdu kolejką gondolową. Dzięki temu zaoszczędzimy sobie żmudnego podchodzenia z dziećmi, co przy szybko zapadającym zimą zmroku nie jest bez znaczenia. W dolnej stacji przepychamy się do kas, by kupić bilet. Jesteśmy nietypowymi klientami wśród całej rzeszy narciarzy. Nie prosimy bowiem o kilkugodzinny czy całodzienny skipass, a jedynie o bilety jednorazowe na wjazd. Ale przynajmniej czujemy się uprzywilejowani, bo nie musimy stać w kolejce do gondolowych wagoników. Turyści, w przeciwieństwie do narciarzy, wchodzą osobnym wejściem.
Nastawiamy się na piękne widoki. Niestety, za oknem wagonika nic wie widać. Szyby są zaparowane, a pogoda niesprzyjająca. Już od kilku dni nie widzieliśmy słońca, a teraz wraz ze wzrostem wysokości wkraczamy w oblepiające wszystko królestwo chmur i wilgoci. Szarpnięcie wagonikiem, związane z wjazdem na górną stację kolejki, jest dla nas zupełnym zaskoczeniem, bo nie zauważamy jej w mgielnej nicości przed nami. Szkoda, że tego dnia nic nie widać, bo ze szczytu Jaworzyny Krynickiej przy pięknej pogodzie można dostrzec Pieniny, Gorce z Turbaczem, zalesiony Beskid Niski, a nawet Tatry i... najwyższy szczyt Bieszczadów – Tarnicę. Trzeba tylko patrzeć w odpowiednim kierunku.
Gdy na szczycie wychodzimy przed budynek, przeżywamy chwilę dezorientacji. W którą stronę się udać? Wszystko otulone jest mgłą, ledwie majaczą w niej tylko niewyraźne sylwetki ludzi. W tej scenerii przypominają one zjawy z innego świata. Nie widać dalej niż na odległość dwóch metrów.
Najpierw chcemy dotrzeć do popularnego schroniska na Jaworzynie. Widzimy dwa sprzeczne drogowskazy. Jeden wskazuje prawą stronę, choć wydaje się, że prowadzi on donikąd, ponieważ nie lokalizujemy w pobliżu ścieżki. Drugi zaś w lewo, i ten wydaje się nam właściwy, bo mamy w pamięci naszą wizytę latem. Jak się jednak okazuje, do schroniska można dotrzeć na dwa sposoby: szlakiem zielonym, który my wybieramy, lub wprost ze szczytu „stromą ścieżką zbiegającą przez borówczyska”. Między innymi o niej pisze Paweł Klimek w swoim przewodniku „Beskidy”.
Schronisko znajduje się kwadrans od górnej stacji kolejki. Nasz zielony szlak na początku biegnie razem z Głównym Szlakiem Beskidzkim. Po kilku minutach trafiamy na rozwidlenie. Czerwone znaki prowadzą dalej na Runek i Halę Łabowską, a zielone odbijają w prawo –do naszego pierwszego celu. Idąc teraz przez las, cieszymy się urokami prawdziwej zimy. Otaczają nas drzewa oblepione śniegiem, z gałęziami zwisającymi tuż nad ścieżką. Dzięki temu możemy dostrzec, jakie fantazyjne kształty mogą być dziełem mrozu, wiatru i lodu. Hałasujących narciarzy i rzeczywisty świat zostawiamy za sobą, a wśród wszechogarniającej ciszy docieramy do schroniska.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też