Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Wyspowy

Pustelnik sypiał w trumnie

NPM 11/2008
Numer wyprzedany
Autor:
Grzegorz Petryszak
(fot. Grzegorz Petryszak)
Moje potyczki z Ciecieniem nie trwają długo. Ale składają się za to z licznych umizgów, kokieteryjnych fochów góry i miłych rozczarowań. Może dlatego mam stąd miłe wspomnienia.

Ciecień to niewielki masyw górski leżący w Beskidzie Wyspowym. Rozciąga się południkowo na przestrzeni kilku kilometrów, między Przełęczą Wierzbanowską na południu a wsią Raciechowice na północy. Z jednej strony otacza go dolina, w której rozsiadł się Szczyrzyc, a z drugiej granicę masywu stanowi dolina wsi Wiśniowa. Ciecień jest niewysoki i niewybitny. Kulminuje w dwóch punktach. Na północy wznosi się wierzchołek o nazwie Grodzisko (618 m n.p.m.). Na południu najwyższy jest Ciecień (829 m n.p.m.), który nadał nazwę całemu masywowi.

Diabeł przegrał worek złota
Moja pierwsza przymiarka do Ciecienia to wycieczka w okolice Diablego Kamienia, który leży przy drodze z Raciechowic do Szczyrzyca i wbity jest we wschodnie zbocze masywu. Podobnie jak z innymi głazami ostańcowymi w Beskidach, tak i z tym diabelskim kamieniem jest związana legenda.
Tutejszy grajek weselny okpił diabła, który zamiast kupić jego duszę, oddał mu worek złota za kilka weselnych oberków. Grajek nie był jednak samolubny i oddał złoto zakonnikom z pobliskiego klasztoru. To nie spodobało się diabłu, który postanowił się zemścić. Złapał wielki głaz i pognał, żeby zniszczyć klasztor położony w pobliżu Ciecienia. Napociło się diablisko, ciągnąc kamień aż z Łysej Góry w okolice Beskidu Wyspowego. Kiedy zbliżał się do Szczyrzyca, kamień tak mu już ciążył, że upuścił go trzy kilometry przed klasztorem. Dzisiaj szczyrzycki Diabli Kamień wygląda okazale, choć leży w ciemnym, sosnowym lesie. Z parkingu przy drodze prowadzi w jego kierunku czarny szlak, który idzie na sam grzbiet Ciecienia.
Podchodzę stromą ścieżką. Najpierw mijam starą kapliczkę świętego Benedykta, postawioną w XIX wieku. Blisko niej spoczywa wbite w ziemię diabelskie narzędzie zbrodni. Kamień ma około 50 metrów długości i 20 metrów wysokości. Po jego południowej stronie czeka na turystów niespodzianka. Tuż pod ścianą przycupnęła niewielka, prawie trzymetrowa chatka z drewna. Do 1992 roku mieszkał w niej samotny mężczyzna, który dość miał wielkomiejskiej gonitwy. Spał w trumnie, hodował pszczoły i kozy. Na obiady chodził do klasztoru w Szczyrzycu. Pustelnik był gościnnym człowiekiem. Częstował wędrowców jedzeniem i chętnie opowiadał o swoim życiu. Odkąd zmarł, pustelnia chyli się ku upadkowi.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.