Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Góry Złote / Okolice Lądka-Zdroju

PrzyLądek dobrej przygody

NPM 2/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
(fot. Radosław Pietraga)
Skałkowa namiastka Rudaw Janowickich – tak można by powiedzieć o górskiej okolicy Lądka-Zdroju. Ale nie tylko wspinacze będą tu zadowoleni. Jest tu sporo ciekawych miejsc na lekkie, zimowe wędrówki bez zapadania się po kolana w zaspach.

Lądek-Zdrój. Jeszcze pół wieku temu nazwa kojarzyłaby się przede wszystkim z emerytowanymi księgowymi i nauczycielami, spędzającymi długie tygodnie na kuracjach w tym przygranicznym miasteczku, które przypadkiem rozsławił reżyser Stanisław Bareja. Wszyscy znamy scenę z „Misia”, gdy urzędniczka w urzędzie pocztowym skojarzyła tę nazwę ze stolicą Wielkiej Brytanii.
– Lądyn? Nie ma takiego miasta. Jest tylko Lądek, Lądek-Zdrój… – mówi pracownica poczty do prezesa klubu sportowego Tęcza, Ryszarda Ochódzkiego.
Miłośnicy rajdów samochodowych skojarzą jeszcze, że w szpitalu w Lądku-Zdroju 20 lutego 1993 roku zmarł Marian Bublewicz, najznakomitszy kierowca wyścigowy początków demokratycznej Polski. Kierowane przez niego auto uderzyło w drzewo powyżej Orłowca podczas Rajdu Dolnośląskiego.
A od ponad 20 lat w tym właśnie mieście odbywa się Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady, który przyciąga kilka tysięcy miłośników gór. Przyjeżdżają do Lądka-Zdroju, choć nie ma tu górskich jezior, nie znajdziemy wysokich wodospadów, a żaden ze szczytów górujących nad miastem nie przekracza 900 metrów n.p.m.
 
Były sobie rogi trzy
Wysiadam z samochodu w centrum tego sennego miasteczka. Gdzie te czasy, kiedy to jeszcze u schyłku XX wieku można tu było dojechać bezpośrednim pociągiem osobowym, na przykład z Katowic przez Głogówek i Prudnik. Kto tu nigdy nie był, temu muszę powiedzieć, że centrum Lądka-Zdroju leży tak naprawdę na uboczu miasteczka, którego serce stanowi dzielnica uzdrowiskowa. Elegancka, z okazałymi budowlami. Starówka to raczej przykład budownictwa starszego, lecz mniej wystawnego.
Wędrówkę z rynku rozpoczynam żółtym szlakiem, wiodącym przez Przełęcz Lądecką (665 m n.p.m.) do czeskiej Travny. Na początku jest to trochę nużące podejście, prowadzące głównie wzdłuż drogi. Ale nie zamierzam się tym przejmować. Oglądam się za siebie i spoglądam na leżący w dole Lądek-Zdrój, który konkuruje z jeleniogórskimi Cieplicami Śląskimi o prymat najstarszego polskiego uzdrowiska. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że Lądek-Zdrój po raz pierwszy znalazł się w granicach Polski dopiero w 1945 roku. Ale znalezienie pamiątek z przeszłości nie jest tutaj zbyt trudne. Jedną z okazalszych jest stary, kamienny most nad Białą Lądecką. Rzeczka niby niewielka, ale w lipcu 1997 roku podczas tzw. powodzi tysiąclecia wyrządziła w mieście straty.
Nie ma za to już żadnych śladów po skoczni narciarskiej, która znajdowała się w pobliżu obecnej Groty Lądeckiej. A kuracjusze lubili chodzić w jej okolice, choć nie była to jedyna atrakcja Lądka-Zdroju. W sukurs przyszedł gościom miejscowy nauczyciel Zbigniew Martynowski, który w 1950 roku wpadł na pomysł założenia muzeum regionalnego. Uczniowie liceum ogólnokształcącego zbierali po strychach eksponaty z myślą o udostępnieniu ich w jednym z budynków przy Rynku.
Z kolei turystom na pewno doskwierał brak w okolicy schroniska PTTK. Był nawet pomysł, by na ten cel przeznaczyć willę FWP „Chorzowianka”, przy ulicy Moniuszki. Ale na planach się skończyło. Ostatecznie powstało schronisko, ale młodzieżowe w jednej ze szkół. W 1966 roku przeniesiono je ze szkoły do Stójkowa. Miałem jeszcze okazję spać w tym schronisku, zanim w XXI wieku zniknęło ostatecznie z map turystycznych.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też