Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Widziane z gór | Sir Chris Bonington

Przyjaźń jest rdzeniem wspinania

NPM 12/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Paulina Wierzbicka
(fot. Anna Migda)
– Już sama wspinaczka to ryzyko. Niebezpieczeństwo jest wpisane w ten sport. To, co pomaga je ujarzmić, to niewątpliwie nabyte umiejętności, solidny trening fizyczny i praca nad sobą, by stać się jeszcze lepszym i mocniejszym. Z wiekiem przychodzi coraz większe doświadczenie, świadomość własnego ciała, ruchów i balansu. Ewoluuje też poczucie strachu – mówi sir Chris Bonington

Być może to ten wiek, być może ogromne doświadczenie, a może jeszcze ten wewnętrzny spokój i piękna, nigdzie niespiesząca się angielszczyzna, sprawiają, że od pierwszych wymienionych zdań zapałałam do Chrisa Boningtona sympatią. Mimo jego tytułu szlacheckiego, niebywałych osiągnięć i samego faktu, że jest żywą legendą, mam wrażenie, że przede wszystkim jest niezwykle wrażliwym człowiekiem, który wiele w życiu przeżył, a z innymi chce po prostu podzielić się swoimi przemyśleniami i radami. Głównie tymi, odnoszącymi się do sensu życia i czerpania z niego pełnymi garściami. Każdego dnia.
Jesteś po 80-tce, ale mam wrażenie, że zawarłeś pakt – czy to z Bogiem, czy to z diabłem. Zdradź mi, proszę, Twój sekret na życie. Co robisz, że nadal jesteś tak aktywny i tak dobrze wyglądasz?
Czy ja wiem, czy wyglądam dobrze? Nie czuję się też tak jak kiedyś. Mam coraz większe problemy z utrzymaniem równowagi, pobolewają mnie plecy. Moja pamięć, która nigdy nie była dobra, teraz mam wrażenie jest już do niczego.
Ale mając 80 lat wspiąłeś się z Leo Huldingiem na skalną kolumnę Old Man of Hoy. Również do Ciebie należy pierwsze wejście w 1966 roku na tę mierzącą 150 metrów skalną formację, wystającą z jednej ze szkockich zatok. To stanowi klamrę filmu o Tobie w reżyserii Briana Halla i Keitha Partridge’a.
To prawda. Moją receptą jest chyba patrzenie w przyszłość. Wciąż uważam, że mam jeszcze wiele do zrobienia. Stawiam przed sobą nowe wyzwania i mierzę daleko. Kluczem do sukcesu jest dobre samopoczucie. A to bierze się z realizowania w życiu tego, co kochamy i co jest dla nas naprawdę ważne.
Film o Tobie jest niezwykle poruszający. Długo Ciebie namawiano na ten projekt?
Nie wiem, czy zdecydowałbym się na to przedsięwzięcie, gdyby to ktoś inny miał stać za jego produkcją. Ale ufam bezgranicznie Brianowi i Keithowi. Uwierzyłem, że przedstawią mnie w tym filmie takim, jakim jestem naprawdę. Uważam też, że to był odpowiedni moment na zebranie wszystkich wspomnień, mniejszych produkcji i zdjęć w jedną logiczną całość. Ostatecznie cieszę się, że on powstał.
Dziś bardziej uważasz się za filmowca, fotografa czy pisarza? Spod Twojej ręki wyszło kilkanaście tytułów. Niestety, w Polsce w większości nieprzetłumaczonych, choć dostępnych.
Przede wszystkim uważam się za wspinacza. Zarówno ze zdjęciami, jak i z pisaniem książek, a później prelekcjami jest tak, że z czegoś musiałem się utrzymywać. Nie jestem geniuszem literatury, pisanie rodzi się u mnie w bólach. Zdecydowanie bardziej wolę mówić. Ale wierzę w to i widzę po sobie, że upór i stałe doskonalenie warsztatu przynosi owoce – to sprawiło, że napisałem kilka książek. Myślę, że każdy jest w stanie tego dokonać, jeśli tylko bardzo tego chce.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m,”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też