Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Karkonosze Śnieżne Kotły

Przygoda zaczyna się od kawy

NPM 11/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Magdalena Przysiwek
(fot. Magdalena Przysiwek)
Kto był, ten wie, że gdy raz pojedzie się w Karkonosze, będzie chciało się tam wracać. Góry te mają w sobie jakąś magię, nieodkrytą tajemnicę. Może to świszczące wraz z wiatrem legendy, rozsypują po okolicznych wzgórzach czarodziejski pył, który działa jak magnes? A może to Duch Gór zwabia nas do swojej krainy, chcąc opowiedzieć kolejną historię? Jedno jest pewne, każdy powód jest dobry, by pojechać w Karkonosze.

Góry na weekend to zawsze plan idealny. Bez względu na pogodę, towarzystwo i górski rejon. A gdy się okazuje, że na niebie słońce, pod nogami dobry szlak, a ramię w ramię przyjacielska dusza, to jest to po prostu wyjazdowy strzał w dziesiątkę.
Tym razem decydujemy się na Szklarską Porębę. To dobra opcja na szybki wypad w góry z Poznania. Trasa samochodem zajmuje bowiem około 3,5 godziny. Nie wiem jak to możliwe, tym bardziej, że należę do grona miłośników białego szaleństwa, jednak w Szklarskiej moja noga jeszcze nie postała. Zatem na pomysł pojechania w Karkonosze reaguję nad wyraz entuzjastycznie.
Szklarska Poręba ze Śnieżnymi Kotłami i Szrenicą na czele, to druga po Śnieżce wizytówka Karkonoszy. Już jadąc drogą krajową nr 3, nie sposób przeoczyć dumnie górujących nad Kotliną Jeleniogórską kolosów. Z lewej strony najwyższy szczyt w rejonie z charakterystycznym spodkiem „na dachu”, z prawej natomiast równie rozpoznawalna stacja przekaźnikowa TV. Taka panorama wita nas w sobotni poranek u podnóża Karkonoszy.
Skoro to mój pierwszy raz, plan jest prosty – kumulacja karkonoskich atrakcji w jednym pakiecie. Nie może zabraknąć Śnieżnych Kotłów i Szrenicy jako dwóch najważniejszych punktów programu. Lecz to nie wszystko, będzie kilka przemiłych dla oka bonusów.

Terminal na karkonoskim szlaku
Razem z Przemkiem, niejednokrotnym towarzyszem moich górskich wojaży, rozpoczynamy wędrówkę w samym sercu miasta, podążając wzdłuż żółtych oznakowań. Mamy już za sobą dziś podróż z Poznania, więc pewnie nie zdziwi nikogo, że los chciał, że zapach wiedzie nas najpierw pod górę, ale… tylko trzy stopnie, wprost w ramiona świeżo zmielonej kawy. W myśl maksymy, że dzień bez kawy dniem straconym, rozsiadamy się w przytulnym wnętrzu urokliwej cukierni. Ale jak to tak kawa bez ciasteczka? O nie, nie z nami te numery. Jednak „małe co nieco” okazuje się być gigantycznych rozmiarów ptysiem. Jak żyję, czegoś takiego nie widziałam.
Kawa wypita, baterie naładowane, zapas cukru w organizmie zgromadzony, a na zegarku godzina 11, więc dziarskim krokiem ruszamy ku górom. Szlak początkowo wiedzie ulicami miasta, by tuż za Muzeum Mineralogicznym przenieść nas w leśną krainę. Gdybyśmy jednak odbili w prawo, w kilka minut dotarlibyśmy do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego na Szrenicę. My jednak wybieramy dłuższą opcję, chcąc po drodze nacieszyć oko licznymi widokami.


Zobacz podobne artykuły

Karkonosze
Polska

Zobacz też