Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

z biegu wzięte |

Przygoda wokół Mont Blanc

NPM 10/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Piotr Hercog
()
Ostatni tydzień sierpnia od dzieciństwa kojarzył się z końcem wakacji i powolnym powrotem do szkoły. Potem przyszły studia i koniec sierpnia przestał się kojarzyć z czymś specjalnym, do momentu, gdy… zostałem biegaczem górskim. Teraz ten czas oznacza jedno: UTMB.

Ultra Trial du Mont Blanc to kwintesencja wszystkiego, co „naj” w biegach górskich: najbardziej prestiżowe, największe, najlepsze, najbardziej znane zawody – impreza o takim znaczeniu dla biegów górskich jak Grand Prix Monte Carlo dla Formuły 1. Po prostu, jeśli wygrasz UTMB – stajesz się legendą, a twoje nazwisko pozna każdy biegacz górski świata.
Jako że sierpień niedawno minął i jesteśmy dopiero co po UTMB, chciałbym napisać kilka słów o moich dwóch przygodach z czymś, co organizatorzy reklamują jako światowy szczyt biegów górskich. Zacznijmy może od trasy.
TMB – Tour du Mont Blanc to jedna z najpopularniejszych długodystansowych tras trekkingowych, jeśli nie na świecie, to przynajmniej w Europie. Jak sama nazwa wskazuje, jest to pętla dookoła masywu najwyższego szczytu naszego kontynentu – wycieczka z Chamonix do Chamonix ma około 170 kilometrów i 10 tysięcy metrów różnicy wysokości. Dla przeciętnego piechura trekking ten potrwa około 10 dni i jeśli tylko pogoda dopisze, będzie to 10 dni nasyconych naprawdę pięknymi widokami. Maksymalne wysokości, które się zdobywa, to nieco ponad 2600 m n.p.m., do tego dobra baza noclegowa, pyszne jedzenie i wzorowe oznakowanie trasy, czyli wszystko, czego potrzeba.
Wraz z rozwojem biegów górskich w Chamonix ktoś wpadł na genialny pomysł zorganizowania ultramaratonu na trasie TMB i w ten sposób w 2003 roku po raz pierwszy wystartował Ultra Trail du Mont Blanc. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, trzeba przyznać, że wtedy dostać się na bieg było całkiem łatwo: wystarczyło się zapisać – i w ten sposób nieco ponad 700 śmiałków stanęło na starcie, a wygrał pochodzący z Nepalu Dachhiri Dawa Sherpa. Rok później na starcie pojawiło się już 1400 biegaczy, a w kolejnych latach rosnąca popularność UTMB doprowadziła do tego, że wprowadzono losowanie wśród chętnych, do którego potem dodano zbieranie punktów w biegach eliminacyjnych. Generalnie co roku chętnych jest kilkunastokrotnie więcej niż miejsc (2500) i w związku z tym po kilku latach UTMB doczekał się biegów towarzyszących, czyli OCC (56 km), CCC [101 km – w tym właśnie biegu Polak Marcin Świerc zajął w tym roku drugie miejsce – red.], TDS (119 km) i PTL (290 km). Głównym biegiem pozostał UTMB i to właśnie w nim postanowiłem wziąć udział w 2012 roku.
Przyjechałem do Chamonix z obawami, bo miał to być dla mnie bieg rekordowo długi. Ale ufny w siłę mojego organizmu, wytrenowanego wielogodzinnymi rajdami przygodowymi, wierzyłem, że im dłużej potrwa bieg, tym lepiej będę się czuł na tle rywali. Niestety, nagły atak zimy w górach spowodował zmianę trasy i skrócenie jej z planowanych 170 kilometrów do 104. Z maratonu zrobił się sprint, co dla mnie, zakładającego, że prawdziwy wyścig zacznie się po 100 kilometrach, nie było niczym dobrym. Trzeba było jednak wystartować i robić swoje, zgodnie z planem: początek powoli, potem coraz szybciej i po wyprzedzeniu na ostatnich kilometrach jednego z rywali udało mi się w debiucie ukończyć UTMB na 15. pozycji, co w związku z niekorzystnymi dla mnie zmianami uznałem za sukces. Ale obiecałem sobie wrócić kiedyś na bieg dookoła Białej Góry i powalczyć o jeszcze lepszy wynik.
Trzy lata później, w 2015 roku, byłem gotowy!
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też