Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Majorka

Przygoda w hiszpańskich kanionach

NPM 2/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Katarzyna Nizinkiewicz
FOT. BOGUSŁAW NIZINKIEWICZ (Resztki dziennego światła w Gorg Blau, tuż przed dojściem do Sa Fosca)
Góry Majorki oferują mnóstwo wspaniałych ścian wspinaczkowych z pięknymi widokami, wiele łatwiejszych lub trudniejszych, zwykle znakowanych, szlaków turystycznych oraz świetne drogi rowerowe. Naszym celem były kaniony.

Wyjazd na Majorkę planowaliśmy od dawna. W innych rejonach Europy na letnie warunki musielibyśmy poczekać przynajmniej do czerwca. A Majorka jest dostępna przez cały rok. Ja, Bogdan i Przemek uprawiamy kanioning od kilkunastu lat. Michała zaraziliśmy tą pasją ponad dwa lata temu, Wojtek i Rafał pojechali z nami pierwszy raz. Obaj mieli duże doświadczenie wspinaczkowe i pewne obycie z górską wodą. Byliśmy silną, choć trochę zbyt dużą ekipą. Małe grupy poruszają się w kanionach szybciej. Agnieszka pojechała z nami dla towarzystwa i bardzo nam pomogła jako kierowca.
Kaniony na Majorce są strome i wiele z nich wpada bezpośrednio do morza. Dojście często prowadzi wzdłuż szlaków (np. Binarix) lub w słabo oznakowanym, pięknym, dzikim terenie (Mortitx). Do kilku wyjść lub wejść da się też podjechać samochodem (np. Gorg Blau). Mieliśmy tylko kilka dni. Wybraliśmy z przewodnika to, co wydawało się najciekawsze.
W praktyce nie do końca się to sprawdziło. Kanion Valdemosa był suchy i nieciekawy. Binarix miał piękne podejście turystycznym szlakiem, trasą starożytnej drogi dla pielgrzymów. Sady oliwne przeplatały się z pastwiskami i śródziemnomorskim lasem, na dole kwitły pomarańcze. Sam kanion okazał się jednak mało emocjonujący. Pogoda nie była najlepsza. Zmarzliśmy okropnie.

Mortitx
Dojście do Mortitksa było warte przejścia samo w sobie. Słabo oznakowana ścieżka schodziła początkowo wzdłuż strumienia, by bardzo szybko zgubić się w kolczastych zaroślach. Mieliśmy przewodnik z opisem dojścia, było nas sześcioro, każdy z dużym doświadczeniem. Zgubiliśmy się od razu. Zamiast wejść do pięknego skalistego kanionu, którego dnem według opisu powinna prowadzić ścieżka, po stromych osypujących się trawkach i gładkiej granitowej ściance, wdrapaliśmy się na grań. Mieliśmy liny, więc bez większego trudu i z pewną satysfakcją udało nam się przejść to wszystko z ciężkim sprzętem. Jednak robiło się coraz później, Rafał zgubił kurtkę. Szukaliśmy jej przez dłuższy czas. Ponad godzinę drogi dalej znaleźliśmy nad rzeką samotnie stojący szampon do włosów, a przed nami skały zwężały się nieco. Byliśmy więc przekonani, że to już początek kanionu. Entuzjastycznie ubraliśmy się w pianki. Jednak rzeka weszła w kanion dopiero po długim spacerze wodą po kolana.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Hiszpania

Zobacz też