Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Żywiecki

Przeszpiegi na Policy

NPM 3/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
(fot. Tomasz Rzeczycki )
– Halo, czy tu hala? – chciałoby się zapytać, brnąc we mgle w stronę schroniska. Ale nie ma nawet kogo.  

Jedziemy samochodem w góry, których właściwie nie widać. Jest pochmurno, mgliście i zimowo. Słowem, zamiast pagórkowatych wzniesień w oddali otacza nas tylko najbliższy krajobraz, i to czarno-biały. Jedynie szare dymy z kominów urozmaicają panoramę, zanim wtopią się w jedną wielką chmurę, odgradzającą Beskid Żywiecki od słonecznych przestworzy. W tej przygnębiającej atmosferze przypomina mi się dawno temu przeczytana książka. Jedną z ulubionych lektur 15-letniego chłopaka była powieść autorstwa Jerome’a K. Jerome’a „Trzech panów w łódce (nie licząc psa)”. Trzech patałachów, mocnych w przechwałkach, wybrało się z psem na wycieczkę po rzece Tamizie, zaliczając serię przygód, które niekiedy przynosiły bolesną konfrontację rzeczywistości z wyobrażeniami o niej. My zamiast psa mamy przemożną chęć zimowego wejścia na Policę (1369 m n.p.m.).
Było nas trzech
Byłem już wcześniej zimą na Policy. Niemal dokładnie 10 lat temu, 20 stycznia 2007 roku na skoczni narciarskiej w Zakopanem z powodu gwałtownego podmuchu wiatru w Czech Jan Mazoch stracił podczas lotu równowagę i upadł na zeskok. Był nieprzytomny przez wiele godzin, w stanie krytycznym przewieziono go do szpitala w Krakowie. Dzień później trafiłem w rejon Policy. Obraz osuwającego się bezwładnie po zboczu nieprzytomnego Czecha towarzyszył mi wtedy jako memento i ostrzeżenie, aby przed naturą być niezwykle pokornym. Ten kadr mam w głowie do dziś, gdy wysiadam z auta przy szosie w Sidzinie Wielkiej Polanie, czyli w osadzie położonej na zboczu Policy.
W naszej skromnej grupie szturmowej jestem dzisiaj jedyną osobą, która nie ukończyła Politechniki Śląskiej i nie zajmuje się zawodowo informatyką. Na szczęście moi towarzysze, czyli Piotr i Jarosław, oprócz zgłębiania tajników systemu operacyjnego Linux czy też sieci komputerowych lubią tak jak ja chodzić po polskich górach. Rozmowy o szczegółach funkcjonowania komputerów towarzyszą nam siłą rzeczy, no bo o cóż innego mógłbym pytać moich kompanów? Tym bardziej, że komentować widoków nie ma jak, chyba że z pamięci albo z mapy.
Wielką Polanę odwiedzam pierwszy raz w życiu. Osada sprawia wrażenie opustoszałej, nikt specjalnie nie kręci się po ulicy. W zasadzie to nic nadzwyczajnego, w mroźną zimową niedzielę każdy woli ciepłe wnętrze domu. Kto by się tam pchał na szlak turystyczny… Chociaż, muszę przyznać, nie jest on taki straszny.
Czarny szlak z Wielkiej Polany do schroniska PTTK na Hali Krupowej to typowa beskidzka podejściówka: „Iść, ciągle iść, w stronę szczytu”. Tak więc czeka nas mozolne pokonywanie poziomic z wysokości około 750 metrów n.p.m. na położoną niemal pół kilometra wyżej Kucałowa Przełęcz.
Elementem upiększającym krajobraz jest dzisiaj bezdyskusyjnie szadź. Rozjaśnia widnokrąg i daje złudzenie, że dzień jest jaśniejszy niż w rzeczywistości. Zbocza gór pokryte są niewielką warstwą śniegu. Dzięki temu z daleka widać wyraźnie jak na mapie drogi i dróżki, niczym białe paski przecinające sczerniałe połacie gór.
Jeszcze na pierwszym etapie podejścia rozwidnia się, słońce prześwituje spomiędzy chmur, tworząc trójkolorową kompozycję z szarości, bieli i błękitu. Ale, jak się wkrótce okazuje, to raczej pożegnanie ze słońcem, a nie zwiastun lepszej pogody na grzbiecie. Po wejściu wyżej zastajemy góry otulone parawanem mgły czy też chmury.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."
 


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też