Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Tatry się nie nudzą

Przeprowadzka na Podhale

NPM 9/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
Łukasz przeniósł się na Podhale za swoją pasją - bieganiem (fot. archiwum Łukasza Zdanowskiego)
„A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady” – głosi znane powiedzonko, za którego radą chyba każdy z nas miał ochotę pójść chociaż raz. I niektórzy rzeczywiście tak zrobili, chociaż w ich przypadku rolę Bieszczad zagrały Tatry.

Zakopane to jeden z najczęstszych urlopowych celów Polaków. I trudno się dziwić, gdyż hipnotyzujący jest już widok majaczących na horyzoncie majestatycznych szczytów, które rosną, im bliżej nich jesteśmy. Jedni poznają je w czasie szkolnych wycieczek czy wakacji z rodzicami, inni nieco później. Pewnie większość, spoglądając z tęsknotą na Giewont czy szukając wytchnienia nad brzegiem Czarnego Stawu Gąsienicowego, stwierdza, że chciałaby tu zamieszkać na zawsze. Zazwyczaj jednak pragnienie to zostaje zweryfikowane przez rzeczywistość, a ośnieżone wierzchołki i atakujące co rusz stoiska z serami oraz możliwość spotkania kozic i świstaków ograniczają się do kilku czy kilkunastu dni w roku.
Są jednak osoby, które pomysł przeprowadzki na Podhale realizują. Niektórzy czynią to w pogoni za swoją pasją. To właśnie ona skłoniła Łukasza Zdanowskiego do porzucenia Siedlec na Mazowszu.
– Po prostu kocham te tereny na Podhalu, ale jednym z głównych czynników było to, że uprawiam w Polsce jeszcze dość niszową dyscyplinę, jaką są biegi górskie. Pod Tatrami mamy świetne warunki do trenowania, a ja chciałem mieć jak najlepsze możliwości do rozwijania swojej dyscypliny. Poza tym lepiej mi się tutaj żyje i funkcjonuje – tłumaczy i przekonuje, że przeprowadzka do Zakopanego od zawsze była jego marzeniem. A myśl, by je urzeczywistnić, dojrzewała przez kilka lat.
Także w życiu Ewy Samulak najwyższe polskie góry zawsze odgrywały istotną rolę. – Kiedy jeździłam z rodzicami w góry, to wiedziałam, że są dla mnie ważne i właśnie tutaj chcę się przenieść. Tylko wtedy nie wiedziałam jeszcze, jak to zrobić – wspomina. Sposobem okazały się wybór odpowiednich studiów oraz cierpliwość. Ewa ukończyła ochronę środowiska, a gdy dostała ofertę pracy jako ekolog roślin w Polskiej Akademii Nauk w Zakopanem, nie wahała się ani chwili. Przeniosła się dosłownie z drugiego końca Polski, gdyż wcześniej mieszkała nad morzem.
O przenosinach w Tatry marzą także ludzie, którzy po to, by ruszyć na szlak, nie chcą spędzać długich godzin, kontemplując uroki polskich pociągów i autobusów lub ćwicząc cierpliwość za kierownicą. Tak było w przypadku Edyty Sadowskiej, która przeprowadziła się z Krakowa, mając dość wiecznie zakorkowanej zakopianki. Próbowała łączyć mieszkanie w Zakopanem z pracą w stolicy Małopolski, ale ostatecznie uczucie wygrało i rozstała się z firmą, w której pracowała przez osiem lat. Dziś ma tytuł doktora i pracuje na jednej z krakowskich uczelni. W mieście musi pojawiać się tylko raz lub dwa w tygodniu. Co ciągnęło ją na Podhale?
– Pewnie miłość do gór. Od zawsze, kiedy w Chabówce na horyzoncie rysowały się sylwetki Tatr, wiedziałam, że jestem w domu. A jak to mówią: gdzie serce twoje, tam i twój dom – opowiada. Na taki sam krok zdecydowała się jej mama, która pod Wawelem mieszkała 70 lat. – Twierdzi, że na nowo odnalazła dom – wyjaśnia jej córka.
Dwie pory roku
Decyzja o realizacji marzenia to jedno, ale życie często pokazuje, że genialne z pozoru pomysły okazują się całkowitymi niewypałami. Chyba każdy kiedyś zrobił coś, czego pragnął, a potem odkrył, że była to koncepcja wybitnie chybiona. Tak może być z nowym hobby, pracą czy zmianą miejsca zamieszkania. Zwłaszcza że Zakopane to przecież nie tylko piękne widoki i szansa, by ruszyć na szlak kilka minut po tym, gdy usłyszy się zew gór. Szybko okazuje się, że problemem dla nowych mieszkańców może być na przykład zakopiańska pogoda.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też