Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Orlickie

Profesor, bunkry i wieże widokowe

NPM 8/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Radosław Jędrzejczyk
Jiráskova cesta, a przy niej jeden z bunkrów, które są charakterystycznym elementem Gór Orlickich (Fot. Radosław Jędrzejczyk)
Poprzedniego lata, gdy przemierzałem Góry Bystrzyckie, na nielicznych odcinkach, kiedy szlak opuszczał wszechobecny las, po drugiej stronie Doliny Dzikiej Orlicy wyłaniało się sąsiednie pasmo Gór Orlickich. Pomyślałem wtedy, że przy następnej wizycie w tych okolicach będzie to cel mojej wędrówki. Okazja nadarzyła się rok później, po przyjeździe do Bystrzycy Kłodzkiej.

W południe wyruszam z Bystrzycy Kłodzkiej, pięknie położonego miasta w widłach dwóch rzek: Bystrzycy Łomnickiej i Nysy Kłodzkiej. Przechodząc jej ulicami, czuję powiew historii. Kamienne mury, baszty i bramy były świadkami pobytu na tych ziemiach Polaków, Czechów i Niemców.

Nieoczekiwana zmiana planów
Zielonym szlakiem kieruję się w stronę Przełęczy Spalonej (811 m n.p.m.). Ze schroniska Jagodna, które się tam mieści, zamierzam wyruszyć w Góry Orlickie. Zaplanowałem dojść do nich przez Mostowice i Orlické Záhoři. Idę najpierw aleją lipowo-kasztanową, a potem wzdłuż potoku Toczna. Szlak biegnie szeroką leśną drogą, na której mam kilka łatwych podejść. Po minięciu Łysonia dotychczasowy spokój przerywają mi dochodzące z daleka odgłosy silników. W pierwszej chwili myślę, że to quady albo motory. Ale kiedy podchodzę bliżej, okazuje się, że to zwykła wycinka drzew. Wkrótce ostre podejście wyprowadza mnie na Autostradę Sudecką. To znak, że schronisko Jagodna jest już blisko.
Po trzech godzinach od opuszczenia Bystrzycy Kłodzkiej osiągam Przełęcz Spaloną. Miejsce to, mimo, że jest zwane przełęczą, tak naprawdę nią nie jest. Właściwa przełęcz położona jest bowiem we wsi Spalona na wysokości 788 metrów n.p.m. Wielki pożar, który strawił wieś w 1473 roku, zniszczył duże połacie lasów i dzięki temu do dziś możemy tu podziwiać otwarte przestrzenie. Przede mną budynek schroniska. Wchodzę do środka.
W sobotni wieczór jest tu gwarno, zwłaszcza, że bez problemu można do Jagodnej dojechać samochodem. W jadalni siadam obok starszego mężczyzny z siwą bródką. Jak się później okaże, jest to profesor Krzysztof R. Mazurski, wielki znawca Sudetów i autor przewodników (niektóre z nich można nawet nabyć w schronisku). Wdajemy się w dyskusję i w jej efekcie postanawiam zmienić moje niedziele plany. Profesor proponuje, że podrzuci mnie jutro do Czech. Sam jedzie do Neratova i Říček. Dzięki temu uda mi się przejść dużo większą część Gór Orlickich, niż planowałem wcześniej. Dodatkowo nie będę się musiał przedzierać przez zarośnięty żółty szlak do Mostowic.
– Przemyślałem sprawę i chętnie zabiorę się z panem do Czech – informuję profesora.
– Możemy wyruszyć jutro po śniadaniu – odpowiada przyjaźnie.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też