Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Poczta N.P.M. | redakcja@npm.pl

Prawie wszystko o Gerlachu

NPM 11/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
()
Z niecierpliwością czekałem na październikowy „n.p.m.”. Kiedy numer się ukazał, 16 września, minął dokładnie miesiąc od mojego zdobycia Gerlacha, a dzięki Waszej relacji mogłem znowu przenieść się myślami w ten diamencik Tatr.

Prawie z wypiekami na twarzy zagłębiałem się w opis wyprawy oraz kolejne artykuły o Gerlachu  i  jestem znów bogatszy o nowe wiadomości i ciekawostki. Dokładnie tak wygląda ta wspinaczka, gdzie ręce pracują równo z nogami, a zejście jest oczywiście dużo trudniejsze od wejścia. Nam akurat wejście zajęło regulaminowe niecałe cztery godziny, pobyt na szczycie to 50 minut (dodatkowo nawiązywałem jeszcze łączności radioamatorskie), a zejście niecałe trzy godziny, ze słowackim przewodnikiem. Warunki pogodowe mieliśmy fantastyczne, daleką widoczność; jedyne, co trochę przeszkadzało, to brak intymności na szczycie. Było sześć zespołów plus trzy wchodzące i dwa schodzące.  Miałem wielką tremę, wiele uprzedzeń z literatury i internetu, a  w rzeczywistości wszystko wygląda całkiem inaczej – jest sympatycznie i ciekawie […]. W moim przypadku to było szczególne przeżycie, bo to pierwszy raz w Tatrach Wysokich: 15 sierpnia Rysy (od słowackiej strony), dzień później diamentowy Gerlach i 17 sierpnia Krywań – Wielka Trójka Tatr zdobyta. Ciekawostką było to, że tego ostatniego dnia miało miejsce Narodowe Wejście na Krywań (odbywa się ono raz w roku, w sobotę najbliższą dacie 16 sierpnia, na pamiątkę patriotycznego, narodowego wejścia  16.08.1841 r.). Wprawdzie sił już mi bardzo brakowało, ale tego, co zobaczyłem i przeżyłem po drodze i na szczycie, na pewno nie zapomnę. Kilkutysięczna rzesza, od najmłodszych do najstarszych w koszulkach i szalikach „Slovensko” i „Slovakia”, narodowe flagi, stroje, hejnały na trąbkach i trombitach, wzajemna sympatia, radość, pomoc, nawoływania „hej, hej, ahoj!” i to echo po obu stronach doliny, grupy wojska, skautów, sanitariusze... Najbardziej wzruszające było odśpiewanie narodowego hymnu przez niezliczony tłum Słowaków na szczycie. Każdemu polecam udział i niezapomniane przeżycie w narodowym wejściu na Krywań. […]
Jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję Redakcji za ponowną wirtualną wspinaczkę na Gerlach. Serdecznie pozdrawiam, niewątpliwie trzeba tam jeszcze wrócić.
Bogusław Kucza
Wodzisław Śląski

-----------------------------------

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem artykuły o Gerlachu w październikowym numerze „n.p.m.”. Też mieliśmy przyjemność zdobywać tę górę w sierpniu tego roku. Faktycznie, nie jest łatwa – są tam momenty dużej ekspozycji. Jednak każdy odbiera trudności inaczej. Na mnie oprócz Batyżowieckiej Próby największe wrażenie sprawił trawers przez żeberka nad Gerlachowskim Kotłem, a zwłaszcza ten wypychający nad przepaść głaz. Droga na szczyt, jak i zejście Batyżowieckim Żlebem są dość zawikłane. Pogodę mieliśmy słoneczną i gorącą. Widoki wspaniałe! Wejście zajęło nam cztery godziny, więc jak na osoby po „50”, to chyba nie tak źle. Jako zaprawę zrobiliśmy wejście na Koprowy Wierch z Kasprowego Wierchu, przez Dolinę Cichą i Hlińską. Dla lubiących filmować jedna uwaga: żeby nagrać przejście, warto pomyśleć o kamerze przypinanej do kasku, bo jednak trzeba mieć wolne ręce. Naszym przewodnikiem był Jan Kostka ze Słowacji. Wynajęliśmy go za pośrednictwem biura w Smokowcu. W zeszłym roku byliśmy na Olimpie. Marzy nam się też wejście na Mont Blanc, ale to już inna bajka.
Adam Rożewski
Kraków


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też