Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Reportaż | Islandia

Prawdziwy underground

NPM 10/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Katarzyna Paluch
(fot. Magda Lu Łukasiak)
O Islandii napisano i powiedziano już bardzo dużo, a mimo to wyspa kryje w sobie więcej tajemnic, niż nam się wydaje. Po ekspansywnej eksploracji lodowców, wodospadów i gejzerów przyszedł czas na odkrywanie tego, co pod ziemią. Na arcydzieła wulkanicznych erupcji. 

W jaskini chowamy się przed huraganowym wiatrem i momentalnie znajdujemy się w innym świecie. Absolutna cisza przerywana jest jedynie odgłosami spadających kropel wody i choć na powierzchni lato, tu nadal leży sporo śniegu i lodu. Co jednak najważniejsze: panuje kompletna ciemność. To, co zdawkowo oświetlają światła naszych czołówek, wygląda jak sceneria jednocześnie z bajki i horroru. Zastygła różnokolorowa lawa. Błyszcząca faktura szkła wulkanicznego pokrywa cienką warstwą ściany skał wyglądających jak gąbki. A do tego dochodzą refleksy hydrofobowych bakterii zamieszkujących jaskinię. Taki widok nakręca i pobudza wyobraźnię. Najwięcej emocji towarzyszy jednak chwili, w której osiągamy szczyt kamienistego pagórka, a przed nami rozpościera się ogromna przestrzeń i niemal namacalna czerń pomiędzy dwiema ścianami z zastygłą lawą.
Stoimy na szczycie niedużej góry w środku wielkiej jaskini. Wrażenie jest tak surrealistyczne, że umysł zaczyna się gubić.
– To jest jedno z tych miejsc, które musiałam zobaczyć przed śmiercią – wyznała turystka z Indii, która do tunelu lawowego wybrała się z rodziną niemal bezpośrednio po wyjściu z samolotu.
Dość patetyczne to stwierdzenie, ale tak naprawdę w zupełności się z nim zgadzam. Wulkaniczna aorta to znacznie więcej niż jaskinia wapienna, to miejsce tak piękne i ekscytujące, jak przerażające i niebezpieczne.

Jak w górach, tyle że pod ziemią
O Islandii mówi się, że to kraina wody i ognia. I wiele wskazuje na to, że swoje pięć minut sławy ma właśnie ogień. Bajkowe tereny stworzone przez lawę i wulkany popularnością zaczynają dorównywać wodospadom i gejzerom.
– Obawialiśmy się czegoś wręcz przeciwnego, a okazało się, że erupcja wulkanu Eyjafjallajökull zadziałała jak najlepszy zabieg PR-owy – usłyszałam tu kiedyś. Rzeczywiście, w 2010 roku o Islandii zaczął mówić cały świat i do dziś nie przestał.
Zwiększająca się liczba turystów odwiedzających tunele lawowe sprawiła, że zaczęto je otaczać szczególną opieką. Co najczęściej znaczy, że są one zamykane dla ogólnego dostępu. Wszystko po to, by chronić wrażliwą geologię, a także samych odwiedzających.
Należy bowiem pamiętać, że Islandia przyciąga ludzi z całego świata. Niektórzy zwiedzający jaskinie nigdy nie doświadczyli całkowitej ciemności. Są też tacy, którzy pierwszy raz w życiu widzą śnieg. W większości przypadków nie operujemy takimi ekstremami, ale i tak naszą rolą, jako przewodników, jest zadbanie o odpowiednie przygotowanie sprzętowe i poprowadzenie turystów jak najbezpieczniejszą drogą, bo jaskinie lawowe to często bardzo trudny teren.
Dość powiedzieć, że w środku tunelu musimy wspinać się na wielkie góry usypane z pojedynczych, czasem ogromnych – sięgających kilku metrów grubości – a czasem maleńkich kamieni. Tego typu podłoże tworzy pokruszony sufit jaskini. Faza chłodzenia i „zrywania” tunelu sprawiła, że czasem trzeba się wspinać, a czasem czołgać. Największe z nich są okazją do całkiem wyczerpującego trekkingu… pod ziemią. Na podobne rozrywki trudno natknąć się gdziekolwiek indziej.
Poza troską o bezpieczeństwo gości drugim bardzo ważnym filarem w pracy przewodnika jest opowiedzenie historii. To, czego będzie ona dotyczyć, zależy już przede wszystkim od zwiedzających. Niektórzy są szczególnie zainteresowani geologią.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Islandia

Zobacz też