Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Sądecki

Popradzki park jurajski

NPM 9/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Michał Parwa
Wędrówka w kierunku Bacówki nad Wierchomlą obfituje w niezapomniane widoki (fot. Michał Parwa)
Planując kolejne beskidzkie wędrówki, automatycznie eliminowałem Beskid Sądecki. Zatłoczone uzdrowiska jednoznacznie kojarzyły mi się z tłumem osób na szlaku i wydeptanymi ścieżkami. Spontaniczna wizyta w dolinie Popradu uświadomiła mi, jak duży błąd dotychczas popełniałem.

Stało się, moje górskie plany zostały zweryfikowane przez demokratyczne głosowanie – myślę z niezadowoleniem, parkując samochód w Żegiestowie Zdroju.
To najmniejsze uzdrowisko w kraju usytuowane jest przy malowniczej trasie, łączącej Piwniczną i Muszynę. Tuż obok drogi wartkim nurtem wije się Poprad, stanowiąc naturalną granicę pomiędzy Polską a Słowacją. Rzeka, która ma swe źródła w Tatrach, tworzy nieopodal piękne meandry, tzw. Łopatę Polską i Łopatę Słowacką. To ona ukształtowała te góry. I to właśnie z jej powodu wybitny meteorolog, znakarz i kierownik obserwatorium na Popie Iwanie Władysław Midowicz zwykł nazywać je Beskidem Nadpopradzkim. Malownicza lokalizacja powinna przyciągać tłumy turystów, tymczasem mimo letniej pory, nie ma tu dosłownie nikogo. O tym, że goście rzadko zaglądają w te strony, świadczą ciekawskie spojrzenia okolicznich mieszkańców, którzy szybko zauważają zamiejscową rejestrację.
Natychmiast zbieram w myślach wszystkie wartościowe informacje na temat miejscowych walorów. Dookoła Popradzki Park Krajobrazowy, oferujący mnóstwo możliwości wypoczynku, ze spływem Popradem na czele. W samym kurorcie popularne szczawy, sprzyjające rekonwalescencji. Do tego zapewnienia Józefa Dietla, który zwykł mawiać, że „Żegiestów należałoby opiewać, a nie opisywać (…)”. Tak czy inaczej, z niewiadomych przyczyn, czuję się jak w mieście duchów.

Amazońska szkoła przetrwania
Pod kościołem pod wezwaniem świętej Kingi, który góruje nad miejscowością, zauważamy niebieską farbę na drzewie. Przewodnik dość rzeczowo opisuję tę trasę jako żmudną, długą i urozmaiconą pięknymi widokami.
– Czyli jednak czeka nas solidna męczarnia – prorokuje Łukasz.
Mapa sugeruje około trzy godziny marszu na szczyt Pustej Wielkiej (1061 m n.p.m.), którą chcemy dzisiaj zdobyć. Ruszamy zatem na północ i ku naszemu zdziwieniu spostrzegamy popadający w ruinę dom zdrojowy, projektu Adolfa Szyszko-Bohusza. Widok rozbitych szyb, odpadającego tynku oraz roślinności powoli wdzierającej się do wnętrz uzmysławia mi, dlaczego jesteśmy tu sami. Całości dopełnia gruby kabel elektryczny rozwieszony w poprzek szlaku. Sceneria przypomina bardziej krajobrazy z „Parku Jurajskiego” Michaela Crichtona niż zabudowania uzdrowiskowe wśród bukowego lasu. Mijając pijalnię „Anna” i liczne tabliczki ostrzegające przed zawaleniem budynków, ubolewam nad tym, co tu zastaliśmy. Jak się dowiem później, odbudową świetności Żegiestowa zainteresowanych jest kilku inwestorów, co pozwala z nadzieją patrzeć w przyszłość.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też