Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Okiem Bazyla |

Polscy turyści zdobyli Everest

NPM 7/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
()
Zdjęcie kolejki na Evereście podbiło sieć. W ogonku stało podobno ponad 300 osób chcących wejść na najwyższy szczyt świata. W takich chwilach każdy internauta czuje się specjalistą, którego komentarz jest potrzebny do uniknięcia kosmicznej zagłady.

Oczywiście nie mam wątpliwości, że zator na drodze na Mount Everest nie jest niczym zabawnym. W końcu tłok przyczynił się do tego, że góry wysokie znów zebrały śmiertelne żniwo. A kolejka mijająca bez emocji leżące ciała osób, które zmarły w strefie śmierci, czekając na wejście, poraża. Niemniej lektura komentarzy pod zdjęciem wykonanym przez nepalskiego himalaistę Nirmala Purję jest z pewnych względów fascynująca, bo pozwala dowiedzieć się o górach i wspinaczach rzeczy, na które sam bym nie wpadł.
Punktem obowiązkowym jest oczywiście stwierdzenie, że w góry chodzą wyłącznie samobójcy. Zawsze, gdy widzę takie wpisy, powracają demony z piekła, które rozpętało się po tragedii na Broad Peaku w 2013 roku. Wówczas każdy rodak nagle stał się specjalistą od himalaizmu, wygłaszającym ostateczne wyroki. Także teraz nie brakuje ludzi uważających, że odpowiedzialny rodzic powinien zapomnieć o wyprawach, tylko spokojnie sączyć sobie „browarka” za którymś parawanem na plaży w Mielnie. Skoro czytacie „n.p.m.”, bezpiecznie zakładam, że wiecie, jaką bzdurą jest twierdzenie, iż wspinaczka to kosztowna i wyrafinowana forma próby samobójczej.
Z komentarzy dowiadujemy się także, że dziś wejście na Everest jest – jeśli nie dla samobójców – dla znudzonych bogaczy, którzy chcą się pochwalić na „fejsiku” i „insta”. Podejrzewam, że wśród setek osób szturmujących najwyższą górę świata nie brakuje także pozerów i łowców adrenaliny, ale rozciąganie tej opinii na każdego, kto pojawia się w bazie, to bolesne uogólnienie. Mam szczęście znać kilkoro zdobywców Czomolungmy. Są wśród nich wytrawni himalaiści, których kojarzycie z książek i prelekcji, ale także osoby, których nazwiska niewiele Wam powiedzą. Wejście było dla nich spełnieniem marzeń i ukoronowaniem pasji. I na pewno nie są zblazowanymi milionerami. Po prostu nie dla każdego szczytem górskich marzeń jest wjechanie wyciągiem na Szrenicę.
Czytając komentarze pod zdjęciem słynnej już kolejki, przekonacie się także, że na szczyt świata wejdzie każdy, kto zapłaci, bo Szerpowie wciągają klientów. Oczywiście, Everest dzięki technologii jest dziś zdecydowanie bardziej dostępny, a przez zmiany na samej górze także łatwiejszy niż niegdyś. Nie zmienia to faktu, że walizka wypchana dolarami nie pokryje braków w kondycji czy umiejętnościach niezbędnych w górach wysokich.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też