Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa | Kinga Ociepka-Grzegulska

Pokonać faceta to podwójny sukces

NPM 5/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. Materiały prasowe Wojciecha Kozakiewicza)
Kinga Ociepka-Grzegulska, mistrzyni świata i Polski w prowadzeniu

Sprawa Honoru w Jaskini Mamutowej na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej to najtrudniejsza z dróg, które pokonałaś?
Najtrudniejsza. To w ogóle najtrudniejsza droga pokonana dotychczas przez Polkę.

I tą Polką jesteś Ty...
Tak, żadna Polka nie przeszła ani takiej drogi, ani jeszcze trudniejszej. Jest dość długa, ale na niewielkiej wysokości, bo prowadzi po stropie jaskini. Sprawa Honoru wyceniana jest na VI. 8, czyli francuskie 9a.

Ja tylko chodzę po górach, ale się nie wspinam – podobnie jak spora część czytelników „n.p.m.” – więc nic mi to nie mówi... Pomożesz?
Najtrudniejsza droga wspinaczkowa na świecie oceniana jest na 9c, pokonał ją dotychczas tylko jeden człowiek, Czech Adam Ondra. Kilkunastu mężczyzn przeszło drogi 9b, natomiast najlepsze z kobiet pokonują trudności 9a, jest nas na świecie kilkanaście. A bardziej obrazowo – na Sprawie Honoru nie ma pionów, całą drogę pokonuje się plecami do ziemi.

Nie można jej przejść, wisząc na rękach jak małpa?
Ależ skąd! Tam chwyty są na dwa palce. Bardzo dużą rolę odgrywa tzw. haczenie nóg w stropie, aby oszczędzać siły. Owszem, są miejsca, gdzie zawisa się na samych rękach, lecz należy tego unikać, bo to szybko wyczerpuje energię.

Powiedziałaś, że to długa droga. A konkretnie?
Nigdy jej nie mierzyłam. Prowadzi z samego wnętrza jaskini do wyjścia, więc ma zapewne około 25-30 metrów, ale nie jestem pewna. Natomiast na jej pokonanie potrzeba 60 ruchów.

Macierzyństwo a wspinaczka
Czy wśród tych kilkunastu kobiet pokonujących 9a jesteś jedyną matką?
O ile wiem – tak. Ale nie jestem najstarsza, bo jest wśród nas nawet 40-latka (Kinga ma 31 lat – red.). Można powiedzieć, że pogodzenie macierzyństwa ze wspinaniem było dla mnie sprawą honoru, ale też źródłem sporych obaw, niepewności, frustracji. Bałam się, że po porodzie nie będę mogła wrócić do wspinaczki. Ale wróciłam. Na początku cieszyło mnie pokonanie każdej drogi, lecz w głębi duszy jestem sportowcem, więc szybko zaczęłam podnosić sobie poprzeczkę. Postanowiłam do maksimum wykorzystać czas i możliwości, którymi dysponuję. Udało mi się zmobilizować samą siebie do tego stopnia, że najtrudniejszą drogę zrobiłam, gdy już byłam matką.

Dwójki dzieci...
Tak, młodsze z nich – córka, miała dokładnie rok, gdy przeszłam Sprawę Honoru (w 2016 roku – red.). Macierzyństwo mobilizuje mnie i – w moim subiektywnym odczuciu – podnosi też rangę sukcesu, bo jeszcze trudniej go osiągnąć.

A dlaczego po urodzeniu dzieci nie zrezygnowałaś ze wspinaczki?
Bo wśród moich znajomych są ludzie, którzy dla rodzicielstwa porzucili swoje pasje, plany, karierę czy pracę, lecz tak naprawdę się w tym nie odnaleźli i teraz mają o to żal – do siebie i do dzieci. Są sfrustrowani, zgorzkniali. Nie chciałam iść ich śladem. Dzięki temu czuję się spełniona i w macierzyństwie, i we wspinaczce. Cieszę się, że będę mogła pochwalić się przed dziećmi moimi osiągnięciami, a one będą mogły być ze mnie dumne. Chcę im pokazać, że wokół pasji da się zbudować całe życie. Co jeszcze? Myślę, że dzięki mojej wspinaczce ich dzieciństwo może być pełne wrażeń. Wspólne wyjazdy, wakacje, znajomi…
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też