Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa | Bartosz Małek

Pokemonów u nas nie ma

NPM 2/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. archiwum Bartosza Małka )
Bartosz Małek dyrektor Parku Narodowego Gór Stołowych.

Dziesięć lat temu, na Festiwalu w Lądku-Zdroju, Pan Dyrektor o mało nie nabił mi guza, miotając gadżetami ze sceny...
No bez przesady, kubków termicznych nie rozrzucałem... (śmiech). Natomiast rzeczywiście, aby rozweselić i rozruszać publiczność, pozwoliliśmy sobie na pewną swobodę.
Już wtedy był pan pracownikiem Parku Narodowego Gór Stołowych?
Tak, w PNGS jestem zatrudniony od kwietnia 1994 roku.
Czyli niemal od momentu utworzenia Parku.
Owszem, bo Park powstał we wrześniu 1993 roku.
Przed rokiem został Pan jego dyrektorem.
Przeszedłem tu wszystkie stopnie kariery – od stażu, przez etat podleśniczego, leśniczego i stanowisko Kierownika Zespołu ds. Udostępniania Parku, aż po obecne stanowisko. Pracuję w PNGS od ukończenia studiów.
Jakich?
Jestem absolwentem Wydziału Leśnego Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Spodziewałem się geologa...
Dlaczego?
Bo Park Narodowy Gór Stołowych jest jedynym w Polsce, chroniącym przyrodę nieożywioną.
Taka była podstawa utworzenia PNGS, ale park narodowy jako najwyższa forma ochrony przyrody, chroni jej całość. Obecnie zajmujemy się przede wszystkim ochroną i odbudową drzewostanów, więc wykształcenie leśne jest jak najbardziej potrzebne. Natomiast do konkursu na stanowisko dyrektora mogą stanąć absolwenci wszystkich specjalności przyrodniczych, więc mógłby to też być geolog.
Wejście na własną odpowiedzialność
Skoro był Pan przez lata Kierownikiem Zespołu ds. Udostępniania Parku, to proszę powiedzieć, dlaczego dwa najważniejsze szlaki PNGS są nieczynne przez sześć miesięcy w roku?
Rzeczywiście, od listopada do kwietnia nieczynne są szlaki na Szczeliniec oraz Błędne Skały. W tych dwóch miejscach Parku antropopresja (ingerencja człowieka w przyrodę – red.) jest absolutnie największa i sięga nawet 300 tysięcy odwiedzających w ciągu sześciu dostępnych miesięcy. Przyroda musi tam po prostu od ludzi odpocząć. I ma na to drugie pół roku. Chodzi o to, że ruch turystyczny na obszarach wszystkich parków narodowych jest skanalizowany tak, aby skupiać turystów w punktach dla nich najatrakcyjniejszych, a równocześnie odciążyć pozostałe obszary. U nas funkcję magnesu pełnią właśnie Szczeliniec oraz Błędne Skały, a pozostałe szlaki są mniej „rozdeptywane”. Coś jednak za coś, Szczeliniec i Błędne Skały też muszą mieć czas na „złapanie oddechu”.
A co to znaczy, że szlaki są „nieczynne”? Straż Parku broni do nich dostępu?
Nie, ale szlaban już owszem. Od maja do października dopuszczamy wjazd samochodem pod same Błędne Skały, drogą wewnętrzną Parku. Po sezonie ją zamykamy. Natomiast wejść na Szczeliniec i Błędne Skały można przez cały rok. Z tym, że od listopada do kwietnia na własną odpowiedzialność.
A w sezonie na czyją? Jeżeli ktoś poślizgnie się i złamie nogę w czerwcu, to może domagać się odszkodowania od Parku, a w lutym nie? Latem GOPR przyjedzie, a zimą nie?
Na GOPR można liczyć codziennie, a Park można oskarżyć zawsze i o wszystko. Zamknięcie tych dwóch szlaków jest więc pewną formą asekuracji. W ten sposób Park z góry uprzedza, że nie odpowiada za wypadki, które mogą się tam wydarzyć w tym właśnie okresie. Bo utrzymanie tych dwóch tras turystycznych w okresie zimowym jest praktycznie niemożliwe. Park nie jest w stanie zapewnić wtedy bezpieczeństwa na Szczelińcu i Błędnych Skałach.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też