Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Góry Izerskie

Pogańskim tropem Flinsa

NPM 3/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Grzegorz Grupiński
(fot. Grzegorz Grupiński)
Kiedy na jakuszyckich trasach paradują tłumy narciarskich biegaczy, kilka kilometrów dalej panuje głucha cisza. Północny kraniec Gór Izerskich to wciąż nieodkryta kraina. Idealna na samotne poszukiwania zapomnianych pogańskich bóstw.  

Do wyruszenia na włóczęgę w okolice Świeradowa-Zdroju (niem. Bad Flinsberg) zachęca mnie lektura przewodnika „Wody mineralne Szląskie i Hrabstwa Glackiego”, wydanego we Wrocławiu w 1821 roku.
– „Dzisieysze nazwisko Flinsbergu pochodzi naypodobniéy od przyległéy góry nazwaney Weisse Flins, gdzie za dawnych czasów Wendy swoiemu Bogu Flins cześć wyrządzali. Przynaymniéy taka tu iest o początkach tego mieysca tradycya, a wewnątrz kwarcowey skały składaiącéy górę Flins ma się ieszcze znaydować boski pałac napełniony skarbami, który się tylko bardzo rzadko śmiertelnych oczom objawia” – ten niełatwy w lekturze opis potrafi zaintrygować. Czy będę szczęśliwcem, który wejdzie do pałacu zapomnianego boga Wendów?
Stanisław pożera Flinsa
Na Rozdrożu pod Cichą Równią (943 m n.p.m.) jak zwykle spory ruch. Wielu narciarzy biegowych wyruszających z Polany Jakuszyckiej tu właśnie zatrzymuje się na pierwszy odpoczynek. Pod wiatą zgodnie odpoczywają napieracze, którzy przyhasali tu zgrabnym krokiem łyżwowym, jak i początkujący człapacze na deskach. Po postoju większość z nich skieruje się do schroniska Orle lub zawróci w stronę Jakuszyc.
Ze śniegiem jest słabo, więc ratrak nie przygotował dalszej trasy w kierunku kopalni Stanisław. Jako jeden z nielicznych ruszam tym szlakiem, uzbrojony w śladówki, które dużo lepiej sprawdzają się poza ubitą trasą.
Po niecałej godzinie wędrówki docieram do Stanisława. To najwyżej położony zakład wydobywczy w Polsce (1050-1080 m n.p.m.). U jego początków byli Walonowie, którzy w średniowieczu poszukiwali tu złota i cennych minerałów. Odkrywkowa kopalnia kwarcu przez lata dostarczała surowca dla sudeckich hut szkła. Ostatnio obiekt jest nieczynny, choć nowy właściciel zapowiedział wznowienie wydobycia, a nawet starał się (na szczęście bez powodzenia) o umożliwienie dojazdu zimą od strony Jakuszyc, co zniszczyłoby część wspaniale rozwijającego się centrum narciarstwa biegowego.
W tym miejscu znakowane szlaki uciekają na wschód, a ja człapię pod górę krawędzią zakładu. Chcę zobaczyć wyrobisko w całej okazałości. Wielka dziura wbija się klinem w kopułę Izerskich Garbów (1084 m n.p.m.; stara niemiecka nazwa to wspomniany w przewodniku Weisse Flins – Biały Flins). Mroźny wiatr dmucha od strony skalnej czeluści. To jedyny w swoim rodzaju spektakularny widok w Górach Izerskich, w których przeważają łagodnie pofalowane grzbiety, z rzadka ozdobione grupami skał.
Ile jeszcze zostało tu kwarcu do wydobycia? Czy boski pałac Flinsa nadal tkwi pod tonami skał, czy może złoty posąg bożka od dawna zdobi gabinet któregoś z poprzednich właścicieli kopalni? Tak czy inaczej, jeśli eksploatacja kwarcu zostanie wznowiona, górę czeka zagłada, a przynajmniej kolejna redukcja objętości.
Dobrze, że tego nie zobaczą już dawni Wendowie, czyli Słowianie mieszkający na dzisiejszych niemieckich Łużycach. Jak głoszą kroniki, czcili posąg Flinsa, wyglądający jak trup w długim płaszczu, z laską, płonącą pochodnią i wyprężonym lwem na ramieniu. Pod naporem chrześcijaństwa czciciele Flinsa uciekli w Góry Izerskie, stawiając złotą figurę w niedostępnym miejscu.

(...)

Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też