Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Okiem Bazyla |

Podryw na wspinaczkę

NPM 1/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Andrzej Bazylczuk
(fot. Grzegorz Stodolny)
Sierpniowy tekst poświęciłem filmowi „Granice wytrzymałości”. Teraz wracam do kina oraz na drugi najwyższy szczyt świata, by bliżej przyjrzeć się „K2”. W końcu Narodowa Zimowa Wyprawa na tę górę będzie teraz na ustach całej Polski. 

Z„Granicami wytrzymałości” była ciekawa sytuacja, gdyż krytycy przejechali się po tym filmie niczym bezwzględny walec, a w ogólnej opinii uważany jest on za wybitnie głupi. Tyle że nie powstrzymało to widzów przed pójściem do kin, co przełożyło się na dobry wynik finansowy. Zawsze myślałem, że z „K2” było odwrotnie. To znaczy wiedziałem, że wpływy z biletów nie wystarczyłyby na waciki, ale przecież w każdej dyskusji o fabularnych filmach górskich „K2” pojawia się jako klasyk, który absolutnie trzeba obejrzeć. W tej opinii utwierdzała mnie wysoka ocena na Filmwebie i peany wypisywane w komentarzach. Tymczasem najwyraźniej reszta świata nie podziela tego entuzjazmu, co widać po ocenach w serwisie Rotten Tomatoes. Według nich widzowie patrzyli na „K2” tylko o błąd statystyczny przychylniej niż na hit z Izabelą Scorupco i nitrogliceryną. Postanowiłem więc odświeżyć sobie film z 1991 roku i okazało się, że daje on widzowi kilka dość osobliwych lekcji.
 
LEKCJA nr 1: Jak podrywać to na wspinaczkę. Alex Honnold żartował kiedyś, że wspina się, żeby zaimponować dziewczynom. Taylor –czyli połowa duetu głównych bohaterów „K2” – brał to dosłownie i już w jednej z pierwszych scen widzimy, jak „żywcuje”, by dostać się do okna poznanych na imprezie dziewczyn. Przy okazji pięknie obrazuje powiedzenie „wyważać otwarte drzwi”, gdyż jego prowadzenie nowej drogi na wieżowcu nie ma najmniejszego sensu – wspomniane panie same go do siebie zapraszały.
 
LEKCJA nr 2: Jak być złym ojcem. Duet bohaterów chyba miał być budowany na zasadzie kontrastu. Z jednej strony jest więc egoista i lekkoduch Taylor, a z drugiej spokojny i odpowiedzialny Harold. Tyle, że misterny plan bierze w łeb przez scenę przy śniadaniu. Dowiadujemy się z niej, że wyważony pan naukowiec jest mężem i ojcem, który nad rodzinę przedkłada nie tylko wspinaczkę i pracę, ale najwyraźniej nawet poranne czytanie gazety. Zamiast dramatu człowieka, którego miłość do gór odbija się na jego miłości do bliskich, zobaczyliśmy więc niedotrzymującego słowa buca. Po tej scenie miałem ochotę podesłać żonie Harolda numery specjalistów od rozwodów.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też