Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Tatry

Plebanek zamiast Chłopka

NPM 12/2008
Numer wyprzedany
Autor:
Daniel Przewoźny
Widok z Morskiego Oka na Mięguszowieckie Szczyty (fot. Daniel Przewoźny)
Tym razem w Tatry wybrałem się po lekturze książki Anny Czerwińskiej „Górfanka”. Zafascynowany jej treścią chciałem jak najszybciej znaleźć się w górach. Wybór nie był trudny. Rejon Doliny Pięciu Stawów i Morskiego Oka o każdej porze roku robi ogromne wrażenie.

Tegoroczny, jesienny wyjazd stał pod znakiem zapytania. Nie jest łatwo uciec z domu w góry. Na szczęście negocjacje z ukochaną żoną zakończyły się pomyślnie. Wystarczyło zatem się spakować i zaplanować podróż. Propozycję wspólnej wędrówki przyjął entuzjastycznie mój kolega Przemek, który jest tegorocznym nowicjuszem na tatrzańskich szlakach. Pierwsze ślady przecierał w lipcu na Słowacji.

Japończycy opanowali Halę Gąsienicową
Jesteśmy w Kuźnicach. Przerażają nas ogromne tłumy ludzi oczekujących na kolejkę na Kasprowy Wierch. – Że im się chce – wymieniamy tylko dziwne spojrzenia. Idąc dalej, trafiamy na mniejszą już kolejkę po bilety do TPN. – Nie dosyć, że się płaci za wstęp, to jeszcze w kolejce trzeba stać – nie kryjemy zdenerwowania, choć bliskość szlaku sprawia, że postanawiamy skończyć z narzekaniem.
Jesteśmy wreszcie w górach. Ruszamy niebieskim szlakiem przez Boczań (1224 m n.p.m.). Idziemy wschodnią stroną grzbietu Skupniowego Upłazu na Przełęcz między Kopami i dalej przez Królową Rówień na Halę Gąsienicową. Z Kuźnic można też podejść Doliną Jaworzynki, ale przy końcowym odcinku podejście jest bardziej strome i męczące.
Po niecałych dwóch godzinach jesteśmy przy schronisku. Czujemy się jak na Krupówkach. Przez chwilę przeszła nam przez głowy myśl, aby zatrzymać się tu na noc i przejść kilka okolicznych szlaków. Okazuje się jednak, że w Murowańcu, jak i w pobliskiej Betlejemce nie ma co liczyć na nocleg, nawet na podłodze. Odpada też biwakowanie, bo to teren Tatrzańskiego Parku Narodowego, a koncepcja noclegu na ławce przy schronisku też nie należy do optymalnych. – Można przeżyć spotkanie trzeciego stopnia z niedźwiedzicą i małymi miśkami
– przestrzega nas pracownik schroniska.
Nie mamy zatem wyjścia. Postanawiamy iść do „Piątki”, jak popularnie nazywa się schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Przerwę śniadaniową urozmaica nam grupa japońskich turystów, którzy nerwowo obchodzą schronisko dookoła, szukając drogi do Zakopanego. Ale po wizycie w wysokich Alpach taki widok głośnych turystów z kamerami i aparatami fotograficznymi już nas nie zadziwi.

 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.