Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Piłka, karty, święty obrazek

NPM 5/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Patrycja Skłodowska-Kocewiak, Łukasz Kocewiak
Relaks w kępie trawy na najwyższym szczycie Gór Fogaraskich (fot. Patrycja Skłodowska-Kocewiak, Łukasz Kocewiak)
Wstajemy przed świtem. W górskiej chacie znajdującej się nad urwiskiem skalnym panuje jeszcze półmrok. Jak w takim momencie zmotywować się do wyjścia z ciepłego śpiwora na ten ziąb? Nie da rady! No chyba, że w perspektywie mamy coś naprawdę niesamowitego. Ot, choćby spotkanie z najwyższym szczytem Rumunii.

Góry Fogaraskie (rum. Munţii Făgăraş) to najwyższe pasmo Karpat Południowych oraz całej Rumunii. Najwyższy – ale nie najtrudniejszy – szczyt tych gór to Moldoveanu (rum. Vârful Moldoveanu). Choć mierzy zaledwie 2544 m n.p.m., to jego zdobycie wymaga pewnego przygotowania logistycznego i fizycznego. Do celu prowadzi kilka szlaków, ale niektóre z nich są tak rzadko uczęszczane, że powoli zarastają trawą i stają się ledwo zauważalne.
Pomysł na ten wyjazd pojawił się w naszych głowach dość spontanicznie: kiedy trzymaliśmy w ręku pachnące świeżym drukiem zaproszenie na ślub przyjaciół z Rumunii. Pomyśleliśmy, że to doskonała okazja, aby poznać ten niedoceniany przez Polaków kraj. Jako że obydwoje kochamy naturę i piesze wędrówki po górach, wybór stał się dla nas oczywisty. Góry Fogaraskie ze swym największym szczytem Moldoveanu jawią się w naszej wyobraźni niczym wielka świątynia spokoju. Bo w górach, kiedy pniemy się stromą ścieżką, słysząc jedynie szum wiatru i pulsującą w skroniach krew, umysł odpoczywa. Cel jest jeden i droga dość prosto naznaczona.

Serpentynami w górę
Palinka jeszcze lekko szumi nam w głowie, kiedy już po weselnej zabawie żegnamy się z rodziną młodych w małym miasteczku Pucioasa. Z błogosławieństwem „szerokiej drogi!” oraz wielkim pudełkiem weselnych sarmali (rodzaj gołąbków z kwaszonych liści kapusty) wyruszamy na północ, kierując się ku Trasie Transfogaraskiej. Już po godzinie jazdy droga staje się znacznie bardziej stroma, a łagodne zakręty przybierają formę serpentyn.
Szosa Transfogaraska (rum. Transfăgărășan), na mapie zaznaczona jako 7C, to najwyżej położona droga w Rumunii (osiąga 2034 m n.p.m.), dlatego już sama podróż samochodem przez góry daje nam przedsmak tego, czego będziemy doświadczać u kresu swojej wędrówki. Szosa wije się i meandruje to nad przepaścią, to pod skalistym zboczem. Przywołuje wspomnienia przejazdu przez Arthur’s Pass na Nowej Zelandii czy też trasy wiodącej przez kalderę na Teneryfie, kiedy to na zakrętach nieraz trzeba było zdjąć nogę z gazu. Droga jest utrzymana w dość dobrym stanie jak na rumuńskie warunki, chociaż została zbudowana w latach 1970-1974, za czasów Nicolae Ceauşescu. Początkowo miała znaczenie militarne. Podczas jej budowy wykorzystano miliardowe sumy pieniędzy i sześć milionów kilogramów dynamitu. 40 budujących ją żołnierzy straciło życie.
Najwyższym punktem trasy jest jezioro polodowcowe Bâlea Lac (2034 m n.p.m.), które w Górach Fogaraskich stanowi ostatni przyczółek cywilizacji. Nasze auto z trudem pokonuje ostatnie wzniesienie i oto przed naszymi oczami ukazują się drewniane kramy z lokalnymi przysmakami oraz tym, co może znaleźć się w niezbędniku rasowego turysty odwiedzającego Fogarasze. Czy będzie to futrzana czapka, blond peruka, wyciosany z drewna niedźwiedź, jeleń na rykowisku albo ceramiczny dzbanek – to już zależy od gustu. My zaopatrujemy się w uwielbiany przez nas owczy ser (rum. brânză), pęto przepysznych, pachnących jałowcem kabanosów i świeżutki bochenek chrupiącego chleba.
Tego dnia celem naszej wędrówki jest schronisko (rum. cabana) Podragu (2136 m n.p.m.). Przejście trasy z Bâlea Lac do Podragu, pokonywane szybkim tempem, zajmuje nam około czterech godzin. Odstawiamy auto na płatny parking. Jeszcze jeden rzut oka na oblężone przez turystów okolice jeziora Bâlea Lac i ruszamy wąską, stromą ścieżką pod górę do przełęczy Capra. Z wielką ulgą żegnamy coraz bardziej malejące w oddali stragany, restauracje i hotele ściśnięte wokół niknącego w natłoku budynków zbiornika wodnego. Jest późne wrześniowe popołudnie, zatem do zmroku pozostało niewiele czasu. Przyspieszamy kroku, bo do schroniska chcemy dotrzeć, zanim zrobi się zupełnie ciemno. Mimo wszystko nie umykają naszej uwadze pokolorowane wieczornym słońcem zbocza Fogaraszy.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Artykuły z pasma Rumuńskie Karpaty Południowe (m.in. Fogarasze, Bucegi, Retezat)

Zobacz też