Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Wydarzyło się |

Pierwszy wiszący biwak w Polsce

NPM 10/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Magdalena Chlebowska
Góra Wdżar w pienińskich Kluszkowcach to nie tylko idealny szczyt dla paralotniarzy czy geologów. Od tego roku jest to również świetne miejsce dla polskiej wersji Himalaya Base Camp.

 Właśnie tutaj w nieczynnym kamieniołomie Snozka w ostatni weekend sierpnia odbył się pierwszy w Polsce wiszący biwak. 33 uczestników miało okazję przekonać się, jakie są warunki na prawdziwej wysokogórskiej wyprawie. Wszyscy sprawdzili też swoją kondycję podczas górskich ćwiczeń i wzięli udział w szkoleniach z obsługi sprzętu wspinaczkowego. Nie zabrakło oczywiście treningowych zjazdów i nauki asekuracji oraz poręczowania, a także rozbijania awaryjnego biwaku. A wszystko po to, by przygotować się do noclegu w ścianie.
Organizatorzy stanęli na głowie, żeby uczestnicy poczuli się jak w górach najwyższych. W bazie uczestników witały dźwięki muzyki ghorkali oraz unoszący się dookoła zapach kadzidła. Cały teren zdobiły nepalskie flagi. Było to też specjalne miejsce do rozmów z taternikami, instruktorami i ratownikami, gdzie serwowano himalajskie chlebki.
– W trakcie ćwiczeń najwięcej problemu sprawiało mi wchodzenie na płani [przyrząd zaciskowy umożliwiający podchodzenie po linie bez kontaktu ze ścianą – red.], a do namiotu trzeba wejść po ciemku. Najgorzej było się przełamać, dlatego wybrałyśmy z córką namiot, do którego na nocleg się zjeżdżało – mówi Sylwia, na biwaku goszcząca z 10-letnią córką Mają.
Najbardziej niezwykłą częścią Himalaya Base Camp jest biwak w specjalnie przygotowanych platformach ścianowych typu portaledge. – Ten specyficzny rodzaj namiotu używany jest przez profesjonalnych alpinistów, gdy na stromej ścianie nie znajdują miejsca na odpoczynek. Służy do biwakowania podczas długich dróg wspinaczkowych, gdzie jedyną opcją na ułożenie się do snu jest założenie wiszącego obozu – mówi Michał Król, międzynarodowy przewodnik górski IVBV i organizator tego przedsięwzięcia. A Wojciech Kłapcia z firmy Pajak dodaje: – Ten namiot to produkcja specjalnie dla tego obozu. Jest zdecydowanie lżejsza od standardowych, pozwala też na całkowite zwinięcie namiotu przy pozostawionej platformie.
Uczestnicy byli zachwyceni. – To była noc, której nie da się zapomnieć. Co z tego, że spałem może z półtorej godziny. Było ciasno i niewygodnie na maksa, ale superatmosfera rekompensuje wszystko. Spanie w skałach niesamowicie działała na wyobraźnię. Widok pięknego nieba z tysiącami gwiazd był niesamowity – mówi Robert, uczestnik biwaku. Z kolei Beacie spało się tak dobrze, że nikt nie śmiał jej budzić. Po zejściu do obozu przyznała, że świeże powietrze na wysokości jest o wiele lepsze niż to, którym oddycha na co dzień w Warszawie. – Dlatego spałam jak dziecko – opowiadała.
Podczas biwaku najważniejszą kwestią było bezpieczeństwo. – Przed wyruszeniem w ścianę trzeba dokładnie się upewnić, czy wszystko zostało wykonane w odpowiedni sposób. Rutyna i brak pokory są naszym największym wrogiem – mówi Jakub Dyrcz, instruktor.
Pierwsza edycja imprezy okazała się bardzo udana i organizatorzy chcą, by na stałe zagościła ona w kalendarzu górskich imprez. Sponsorami i partnerami wydarzenia byli: PAJAK sport, Petzl, Jack Wolfskin, Grupa Podhalańska GOPR, Czorsztyn-Ski oraz Tatra Zdrój – wody Hajnos.
Magdalena Chlebowska 

_________

Nie taka pechowa trzynastka
 
Do tej pory Spotkania z Filmem Górskim borykały się tak naprawdę tylko z jednym problemem – bliskością Krupówek, które skutecznie potrafiły zepsuć atmosferę spotkań. Ale z tym koniec. Festiwalowe miasteczko na Równi Krupowej odmieniło tę imprezę.
Już tradycyjnie wakacje żegnamy na Spotkaniach z Filmem Górskim w Zakopanem. Tym razem prezentacje filmów trzynastej – choć wcale nie pechowej – edycji odbywały się nie tylko w kinie Giewont, ale i w dużym namiocie na Równi Krupowej. Tuż obok niego stanęła: ścianka wspinaczkowa, na której trwały zawody Zako Boulder Power, oraz stoiska tegorocznych wystawców. Nie ma co ukrywać, że dzięki temu festiwal zyskał na atmosferze.
Znany skład na K2
Mimo niezbyt sprzyjającej pogody humory i goście dopisali. W piątkowy wieczór z widownią festiwalu spotkali się członkowie planowanej na ten sezon zimowej wyprawy na K2. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku polskim himalaistom uda się w końcu wyruszyć po ostatni niezdobyty zimą szczyt. Janusz Majer, szef Polskiego Himalaizmu Zimowego, w Zakopanem oficjalnie zaprezentował skład. Kierownikiem wyprawy będzie Krzysztof Wielicki, szefem sportowym Janusz Gołąb, a lekarzem wyprawy – Krzysztof Wranicz. Oprócz nich w ekipie znaleźli się: Darek Załuski, który będzie kręcił film z ekspedycji, Adam Bielecki, Artur Małek, Marcin Kaczkan, Piotr Tomala, Marek Chmielarski i Rafał Fronia. Zaproszeni zostali również Kacper Tekieli i Andrzej Bargiel, który we wcześniejszych wywiadach deklarował, że zima w Himalajach go nie interesuje.
Największą niespodzianką i rozczarowaniem jest brak w składzie Denisa Urubki, który odmówił udziału w wyprawie. Majer i Wielicki nie kryli, że nie jest im to na rękę. – Szkoda, że Denis nie chce pojechać, na pewno by nam się przydał – mówił wprost Majer. Urubko dwa lata temu dostał polski paszport, dlatego wiązano z nim duże nadzieje.
Leo poruszył publiczność
Oprócz himalaistów związanych z K2 do Zakopanego przyjechali również zdobywczyni Korony Himalajów i Karakorum Gerlinde Kaltenbrunner i zdobywca obu biegunów Marek Kamiński, rekordzista świata w nurkowaniu Krzysztof Starnawski, instruktor wspinaczki Tomasz Nodzyński i Leo Houlding, który ujął publiczność swoją opowieścią o wspinaniu po narodzinach pierwszego dziecka. Houlding mówił także sporo o swoim ostatnim projekcie „Mirror wall”, pierwszym przejściu wielkiej, 1200-metrowej ściany na Grenlandii.
– To była moja pierwsza wyprawa po narodzinach pierwszego dziecka, a także po śmierci mojego partnera, który zginął w wypadku. Dlatego była to dla mnie przede wszystkim wyprawa bardzo refleksyjna – opowiadał Leo.
Dużo braw zebrali także słowaccy wspinacze Peter Hámor, Michal Sabovcik i Marek Holček oraz reżyserka Susan Gluth, której film „Urmila – moja pamięć jest moją siłą” otrzymał pod Tatrami Nagrodę Burmistrza Miasta Zakopane. Tytułowa bohaterka filmu jako dziewczynka zmuszana była do niewolniczej pracy, a o edukacji mogła tylko pomarzyć. Odzyskała wolność po 12 latach i postanowiła poświęcić się ratowaniu innych dzieci.
– Naprawdę byłem pod wrażeniem, na jak wysokim poziomie jest produkcja filmów górskich na świecie – mówił, ogłaszając wyniki konkursu filmowego członek jury, Piotr Pustelnik i dodał: – Byliśmy przy wyborze najlepszych obrazów bardzo zgodni.
Nagrody filmowe
Joanna Croston, która od 10 lat pracuje przy Banff Mountain Film and Book Festival, a od 2014 roku jest dyrektorem programowym największego i najstarszego na świecie festiwalu górskiego, również zwróciła uwagę na wysoki poziom prezentowanych produkcji. – Filmy były naprawdę bardzo wysokiej jakości i oglądanie ich sprawiło mi wielką przyjemność – mówiła.
Nagrodę Schroniska PTTK nad Morskim Okiem za najlepszy film ukazujący człowieka w ekstremalnych sytuacjach otrzymał obraz „W nieznane”. Z kolei nostalgiczny, spokojny obraz, pokazujący relację wnuka z dziadkami i sztukę obserwacji przyrody pod tytułem „Narysuj mi kozicę”, otrzymał nagrodę dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Nagrody specjalną jury oraz publiczności zdobył jedyny wśród nagrodzonych polski tytuł „Piotr Malinowski. 33 zgłoś się...” w reżyserii Roberta Żurakowskiego i Bartosza Szwasta. A młodzieżowe jury doceniło film „Samuel w chmurach”, w którym „reżyser każdym ujęciem opowiada osobną historię, co ostatecznie tworzy niezwykle spójny i estetyczny obraz tytułowego Samuela”.
Grand Prix Konkursu Filmowego 13. Spotkań z Filmem Górskim w Zakopanem otrzymał film „Wyrok Hadwina” Sashy Snowa. Obraz przedstawia psychologiczne zmagania Hadwina, które doprowadziły go do zniszczenia legendarnego 300-letniego świerku sitkajskiego, świętego drzewa ludu Haida, zamieszkującego archipelag Haida Gwaii, kilkaset kilometrów na południe od Alaski.
Tak jak w poprzednich latach festiwalowi towarzyszyła Akademia Górska z serią szkoleń i warsztatów, wycieczka w stylu retro i premiery nowości książkowych. Z publicznością spotkali się między innymi: autorka „Wandy” Anna Kamińska, Piotr Pustelnik, który opowiadał o swojej autobiografii, oraz Bartek Andrzejewski, autor „Górskiej Korony Polski”.
Trzymamy kciuki, żeby na 14. edycji spotkań skład z K2 opowiedział o sukcesie polskiej wyprawy.
RED
 
_________
 
 
Kościelec zamknął wrota. Weekend w Tatrach z „n.p.m.”
 
Pogoda nie pozwoliła wejść na Kościelec. Ale nawet wędrówka w deszczu z widokiem na tatrzański Matterhorn była dla czytelników „n.p.m.” ciekawą przygodą.
Od kilku lat wrześniowy numer „n.p.m.” poświęcamy w całości Tatrom. W tym roku jednym z głównych bohaterów był Kościelec w niezwykły sposób opisany przez Wojtka Szatkowskiego, wielkiego popularyzatora Tatr, na co dzień pracownika Muzeum Tatrzańskiemu w Zakopanem. I to właśnie Kościelec był bohaterem naszego konkursu dla czytelników „n.p.m.”. W 2155 znakach – tyle metrów nad poziomem morza liczy ta góra – trzeba było nas przekonać do tego, by zaprosić Was na weekend w Tatrach. Z setek maili trudno było wybrać te najlepsze. Koniec końców wybraliśmy troje laureatów (w tym jedno małżeństwo), ale że nie wszyscy mogli ostatecznie jechać, to zaprosiliśmy osoby z listy rezerwowej. Do Zakopanego przyjechali zatem Ewa i Jacek Petrollowie z Gdańska, Magda Parysz z Tarnowa oraz Michał Andrzejewski z Wrześni.
Wszyscy otrzymali w pakiecie dwa noclegi ze śniadaniem w pensjonacie Tatra House na Krzeptówkach, karnet na Spotkania z Filmem Górskim w Zakopanem, a daniem głównym była wycieczka z przewodniczką Marysią Tokarz-Olszańską – na Kościelec. Jeszcze w ostatni dzień sierpnia w Tatrach była piękna, letnia pogoda. Niestety, w weekend wszystko się zepsuło, ale ekipa się nie poddała.
O godzinie siódmej spotkaliśmy się w Kuźnicach. – Jak widzicie, jest mgła, mogą też wystąpić intensywniejsze opady deszczu. Najprawdopodobniej nie uda nam się dziś wejść na Kościelec, ale podejmiemy wyzwanie i ostateczną decyzję podejmiemy w Murowańcu. Może mżawka przestanie być tak dokuczliwa – nie traciła nadziei nasza przewodniczka.
Ruch na szlaku był co prawda spory, ale niepewna pogoda sprawiła, że tłumów nam oszczędzono. Tym bardziej, że przez wszechogarniającą mgłę obecność innych turystów nie była tak kłopotliwa. Niestety, Kościelec nie chciał pokazać swojego majestatu i nie pozwolił nam stanąć na wierzchołku. Ale zrobiliśmy przyjemną pętlę przez Mały Kościelec, Karb (1853 m n.p.m.) i Czerwone Stawki. Dlatego zwycięzcy naszego konkursu i tak byli zadowoleni. Dla Ewy i Jacka był to pierwszy wyjazd bez synów. Na nowo odkryli oni uroki wspólnych wycieczek.
– Mimo że jesteśmy z Gdańska, staramy się regularnie odwiedzać Tatry. Nie ma dnia, by Jacek nie myślał lub nie planował wycieczki – śmieje się Ewa.
Natomiast Magda przetestowała swoją kondycję u progu projektu, który chce zrealizować wraz z synami, – Chodzi o rodzinną Koronę Gór Polski w ciągu jednego roku – wyjaśnia. 
Dla Michała, który mówi o sobie: „romantyczny outsider”, to był idealny finał wakacji.
Kolejny tatrzański numer we wrześniu 2018 roku. Wtedy też zaproponujemy Czytelnikom weekend w Zakopanem z górską wycieczką.
Magdalena Chlebowska
 
_________

 
28 szczytów na 20. urodziny
 
Klub Zdobywców Korony Gór Polski obchodzi swoje 20. urodziny. Z tej okazji jego członkowie stanęli na wszystkich 28 szczytach.
Korona Gór Polski została ustanowiona w 1997 roku. Tworzy ją 28 najważniejszych szczytów wszystkich pasm górskich naszego kraju. Aby zostać jej zdobywcą, trzeba wejść łącznie na ponad 30 tysięcy m n.p.m. 
Klub Zdobywców Korony Gór Polski założono formalnie 13 grudnia 1997 roku, a dziś należą do niego już ponad 22 tysiące miłośników gór. Z tego grona godnością Zdobywcy szczyci się ponad 1300 osób. Pomysłodawcami takiego zestawienia szczytów byli dr Wojciech Lewandowski oraz Marek Więckowski, a formalnym założycielem klubu został Janusz Sapa. Dziś zrzesza on nie tylko rodaków z kraju, ale i mieszkańców kilku państw europejskich, a nawet dalekiej Syberii. Organizuje dla nich wyprawy na koronne szczyty, imprezy o tematyce górskiej, a także posiedzenia Loży Zdobywców, weryfikującej górskie dokonania.
Przez pierwszych 15 lat o działaniach klubu informował miesięcznik „Poznaj swój kraj”, patronujący klubowi, a od października 2012 roku Klub Zdobywców KGP działał przy Oficynie Wydawniczej AMOS. Od 1 września 2016 roku prowadzi go Łukasz Lis, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego i wielki miłośnik turystyki.
– Nowych uczestników, a tym samym kandydatów na zdobywców Korony Gór Polski przybywa lawinowo. Przez ostatni rok rodzina klubowa powiększyła się o mniej więcej cztery tysiące osób w różnym wieku, od 7 do 87 lat. Dzięki tej inicjatywie całe rodziny ruszyły poznawać nasze piękne, polskie góry – mówi Lis.
26 sierpnia tego roku sympatycy i członkowie klubu zdobyli wszystkie szczyty należące do Korony Gór Polski. W ostatnią sobotę wakacji około południa stanęli na 28 wierzchołkach – od Łysicy poczynając, na Rysach kończąc.
 RED


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też