Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Piotr Wróbel - lider grupy Akurat

Pieniński donos na policję

NPM 10/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. Filip Herma (Stageman Polska))
Robicie furorę na górskich festiwalach. Dlaczego Wasze piosenki w tym środowisku cieszą się takim powodzeniem?

Myślę, że korzenie naszej muzyki współgrają z estetyką dominującą na festiwalach górskich. Ale komponując, nie kalkulujemy i nie zastanawiamy się, komu nasza muzyka specjalnie przypadnie do gustu, komu spodoba się mniej, a komu bardziej. W repertuarze zespołu Akurat nie ma piosenek stricte turystycznych, lecz od urodzenia mieszkam w górach, wędruję po nich, więc niewątpliwie mają wpływ na naszą twórczość. Atmosfera gór pozwala mi się wyciszyć, zwolnić, a to jest bezcenne, bo pośpiech nie sprzyja wenie. Ostatnia moja płyta, solowa, jest bardziej akustyczna, spokojniejsza niż dotychczasowe utwory zespołu Akurat. Dopiero po jej nagraniu okazało się, że jest osadzona gdzieś pomiędzy folkiem, jazzem a poezją śpiewaną. Inspiruje mnie świat, którego góry są częścią. Przede wszystkim jednak inspirują mnie ludzie, dla których góry są tylko tłem. Notabene: dla mnie góry są tłem codzienności, gdyż widzę je z okna. Nigdy jednak nie chciałem ograniczać swojej twórczości do piosenki turystycznej czy górskiej, podobnie zresztą jak do szant czy każdego innego rodzaju muzyki. Unikam hermetyczności i podobieństw. Zauważ, że estetyka zespołów występujących na festiwalach turystycznych jest dość wspólna. Ja staram się łączyć różne gatunki.
Czy masz wrażenie, że publiczność na festiwalach górskich jest inna niż w Augustowie?
Mam wrażenie, że wyjątkowość jest w ogóle cechą ludzi z pasją, niezależnie od tego, gdzie się oni znajdują i jakie są ich upodobania. Energia, siła, emanujące od pasjonatów są odczuwalne wszędzie, zarówno na Zlocie Motocyklistów w Augustowie, gdzie występowaliśmy przez rokiem, jak i na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki Turystycznej „Kropka” w Głuchołazach w lipcu tego roku. Z tym, że – z całym szacunkiem dla motocyklistów – ich oczekiwania rozrywkowo-hedonistyczne są podczas festiwali znacznie wyraźniejsze niż turystów.
Na Festiwalu Piosenki Turystycznej „Kropka”, w Głuchołazach, występowałeś chyba po raz pierwszy?
Tak, jako gość, poza konkursem, ponieważ zostałem zaproszony do jury. W werdykcie byliśmy zgodni: pierwsze miejsce – Irena Salwowska-Hajdasz z zespołem, drugie – IGA'cki Band, trzecie – Latający Dywan.
Czy jakoś specjalnie dobierasz repertuar na festiwale górskie?
Nie, ponieważ bardzo zależy nam na tym, aby publiczność akceptowała naszą muzykę w całości. Tylko komentarze staram się dedykować konkretnej publiczności.
A które z festiwali górskich wspominasz najlepiej?
Sam nie wiem. „Kropkę” w Głuchołazach? Lądek-Zdrój? Pasterkę?
Pasterkę? Podczas Biwaku Zimowego „n.p.m.”?
Tak, tam kontakt – dzięki kameralności –był wyjątkowo bliski, a atmosfera – pomimo zimy – bardzo gorąca. Ale na nocleg pod namiotem zabrakło nam odwagi… (śmiech) Z podziwem patrzyłem na uczestników śpiących na zewnątrz. Zapraszali nas, lecz wykręciliśmy się obowiązkami: próby, przygotowanie sali, instrumentów, brak czasu i odpowiedniego ekwipunku. Wszystko, byle usprawiedliwić niechęć do opuszczenia ciepłych murów schroniska… (śmiech)
Nocowałeś w górach zimą pod namiotem kiedykolwiek?
Nigdy w życiu. Najbardziej ekstremalnych warunków doświadczyłem, śpiąc na zewnętrznym parapecie Murowańca podczas burzy.
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też