Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Tatry Wysokie

Pięcistawy na dwóch deskach

NPM 4/2016
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Wojciech Szatkowski
Dolina Pięciu Stawów Polskich w zimowej aurze (Albin Marciniak)
Dolina Pięciu Stawów Polskich – po góralsku Pięcistawy – to jedno z najpiękniejszych miejsc w całych Tatrach. Istny raj dla amatorów turystyki górskiej, wspinania, fotografowania, a wiosną turystyki narciarskiej. Pytany o jedno ze swoich ulubionych miejsc w polskich Tatrach Wysokich od razu myślę o popularnej „Piątce”. Nie może być inaczej. Magia Miedzianego, Opalonego, Kosturów, Koziego, podziwianych wieczorem z werandy schroniska… To niezapomniane wrażenie.  

Trudno powiedzieć, na czym polega urok jakiegoś górskiego miejsca. Na wyjątkowość składa się bowiem zbyt wiele elementów. Od czegoś jednak wypada zacząć, czemu więc nie od przyrody.

Z kart historii
W Dolinie Roztoki występują lasy urwiskowe, zachowane w pierwotnej postaci. Mają w nich swoje gawry niedźwiedzie brunatne, które w Czubie i na Wołoszynie przesypiają zimę. Na okolicznych szczytach i przełęczach możemy spotkać kozice. Przy stawach wygrzewają się świstaki. A jeżeli chodzi o ludzi, to pierwsi zjawili się poszukiwacze skarbów i kłusownicy. Słynni „robsice”, którzy z prymitywną kapiszonową flintą czekali na kozę, by oddać ten jeden, celny strzał prosto w serce. Historia schroniska w Pięciu Stawach sięga pionierskich czasów turystyki tatrzańskiej w XIX wieku. Barwnej epoki „wycieczek bez programu” doktora Tytusa Chałubińskiego, księdza Józefa Stolarczyka, z góralskimi przewodnikami i tragarzami oraz Sabałą. Pierwsze pięciostawiańskie schronisko otworzyło swoje progi dla ówczesnych turystów w roku 1876, równo 140 lat temu. Powstało nad Małym Stawem Polskim. Wcześniej dolina była wypasana przez górali, a hale od 1637 roku należały do rodziny Nowobilskich. Do dzisiaj istnieje tutaj kamienny szałas, w którym w czasie niepogody chronili się pasterze, turyści i taternicy. W 1896 roku rozpoczęto budowę nowego obiektu, która trwała dwa lata. Znacznie lepiej chronił on turystów przed deszczem i wiatrem. Potem powstały kolejne, w tym pięknie zaprojektowane przez znanego zakopiańskiego architekta i miłośnika gór – Karola Stryjeńskiego. To właśnie w tym schronisku gazdowanie rozpoczęli legendarni Maria i Andrzej Krzeptowscy. Ona, kruczowłosa piękność, wspomagała męża w trudnej górskiej pracy. On, wysportowany zawodnik klubu SNPTT Zakopane i olimpijczyk, był świetnym narciarzem. Startował między innymi na Zimowych Igrzyskach w St. Moritz (1928) i w biegu na 50 kilometrów zajął 13. miejsce. Krzeptowscy gazdują tutaj już na przestrzeni ponad 80 lat. Po Marii i Andrzeju schronisko prowadzili ich synowie Józef i Andrzej, a obecnie Maria i Marta, córki Andrzeja, którego wszyscy przyjaciele nazywali po prostu „Lulkiem”. Krzeptowskich zawsze charakteryzuje oddanie i fachowość w pracy w górach. Wszystkie obiekty, które prowadzili w Tatrach – a jest ich niemało – charakteryzowały się tym, że przy nich odzyskiwały blask i były prowadzone na wysokim poziomie. Tak jest i tutaj. Mimo że pięciostawiańskie schronisko jest najtrudniejsze do prowadzenia w polskich Tatrach, ze względu na usytuowanie i lawiny, Krzeptowscy radzą sobie doskonale. Kiedyś konie i ludzie wynosili zaopatrzenie, potem powstał wyciąg towarowy, zwany „Zorbą”. Tak tamte czasy wspomina Józef Krzeptowski, który przed laty prowadził schronisko w „Piątce”, świetny narciarz. Ze szczególnym humorem opisuje dawne spotkania z niedźwiedziami brunatnymi: „Raz w Roztoce brat zostawił sobie samochód. To była stara skoda, którą woził towar. Akuratnie przywiózł parówki. Auto przesiąkło zapachem. A wtedy chodziła Magda z małymi. Samochód nie był zamknięty, więc otworzyła drzwi tak, że się znalazły koło przedniego błotnika. Wszystkie siedzenia i tapicerkę stargała w drobny mak. Auto zostało w środku golutkie. Marek Pawłowski połączył się przez radiostację z bratem i mówi, że niedźwiedź się włamał do samochodu. Nastąpiła cisza i po chwili Jędrek się odzywa «Ale co. Odjechał czy nie?». Andrzej zszedł na dół, drzwi ledwo przymknął, opuścił szybę i przywiązał je sznurkiem. I tak jeździł”.

Skiturowe Eldorado
Dolina jest piękna o każdej porze roku, ale wiosna to czas dla niej szczególnie łaskawy. Właśnie kiedy teoretycznie zima odchodzi już w zapomnienie, w dolinie tworzą się z reguły najlepsze warunki śniegowe. Na dodatek w końcu mamy dłuższy dzień! Dla mnie – zapalonego skiturowca – oznacza to jedno: długie wyrypy i wyjścia, brąz opaleniznę i zadowolenie z wielogodzinnej wyprawy. No właśnie, „Piątka” dla narciarzy wysokogórskich to miejsce, które można sklasyfikować jako narciarskie Eldorado.

(…)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

Wojciech Szatkowski
Narciarz wysokogórski, przewodnik tatrzański, historyk, autor przewodników ski-turowych i książek o tematyce tatrzańskiej, pracownik Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem.

 


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też