Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Gorce / Pętla przez Magurki

Panorama z bombowcem w tle

NPM 7/2019
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Michał Parwa
(fot. Michał Parwa)
Pół dnia na szlaku wystarczy, żeby zrobić pierwsze kroki w życiu. Do tego ustrzelić zdjęcie z Tatrami albo amerykańskim bombowcem w tle. A na koniec przysiąść obok XIX-wiecznej, zabytkowej koliby z widokiem na pasmo Lubania. Spacerem, w nosidle lub z kocem na piknik. Jak kto woli.

Ochotnicy nie trzeba nikomu przedstawiać. Gdyby nie podzieliła się na Górną i Dolną, byłaby najdłuższą wsią w kraju. Tyle, że administracja schodzi w tym przypadku na drugi plan, bowiem miejscowymi atrakcjami można by obdzielić niejedno pasmo. Z jednej strony Gorc (1228 m n.p.m.), z drugiej Lubań (1225 m n.p.m.), mnóstwo szlaków (tych zwykłych i tematycznych), ścieżki przyrodnicze, zawody biegowe, rowerowe, Skansen na Studzionkach etc. Tydzień to za mało, żeby wszystko zaliczyć. Zwłaszcza, gdy na dokładkę mamy cztery wieże widokowe, zbudowane w latach 2014–2015 w ramach projektu „Enklawa aktywnego wypoczynku w sercu Gorców – szlaki turystyki rowerowej, pieszej i narciarskiej w Gminie Ochotnica Dolna”. Jedna z nich powstała na Magurkach (1108 m n.p.m.). I sprawdzi się idealnie jako cel krótkiej, rodzinnej wycieczki. Zwłaszcza, kiedy na przykład wracamy z Tatr lub mamy na pokładzie małego turystę.

Pasterskie echo
W zależności od chęci do nabijania licznika do wyboru są dwa warianty. Opcja dłuższa to parkowanie nieopodal kościoła w Ochotnicy Górnej, a potem żmudne podejście asfaltem. Lecz gdy wędrujemy z małą alfą i omegą na plecach, imperatorem nosidła i cesarzem snu w jednym, sugeruję podjechać wąską szosą wzdłuż potoku. I zostawić samochód w pobliżu tablicy z opisem ścieżki edukacyjnej „Dolina Potoku Jaszcze”. Dzięki temu zaoszczędzimy dwa, może trzy kilometry. A przy okazji podniesiemy sobie ciśnienie, gdyż tutaj nie ma się jak wyminąć, a miejscowi nie kwapią się do trąbienia na zakrętach.
Tak czy inaczej, resztę dnia spędzimy na wspomnianej ścieżce. Co warto dodać – świetnie oznakowanej, opisanej, zajmującej maksymalnie pięć godzin z odpoczynkiem, piknikiem i operacją „zmiana pieluchy” włącznie.
– No to wziuu – kieruje swoje esperanto do kierownika wycieczki.
Tak oto wcale nielekki potomek wraz zapasami godnymi najlepszych amerykańskich prepersów ląduje na moich ramionach. Wobec tego mama może podchodzić niemal na lekko, a tatuś, chcąc nie chcąc, zalicza trening z 20-kilogramowym obciążeniem. Nie ma zatem na co czekać. Już na starcie ruszamy ostro pod górę. W asyście ukropu zapowiadającego deszcz oraz wszystkich much świata gromadzących się nad nami.
Pierwsze minuty to drapanie się na Borsuczyny (1097 m n.p.m.). Punkt o tyle kluczowy, że za nim powinno być już w miarę płasko i w dół. A więc cała dzisiejsza pętla sprowadza się de facto do jednego podejścia, na którym od razu widać, że okoliczne stoki są w znacznej mierze odsłonięte. Wskutek wielowiekowej ekspansji człowieka pierwotnie lasy zostały tu zamienione na pola uprawne i pastwiska. Czyli najwyższa pora na przystanek edukacyjny pod tablicą „Szlaku Kultury Wołoskiej”, towarzyszącego nam niejako „po drodze”.
Prowadzi on przez miejsca zachowujące cechy tradycyjnej gospodarki, tworzonej przez wołoskich pasterzy, przemierzających Karpaty od XIII do XVI wieku. Słyszał o nich każdy miłośnik Beskidów, jeśli chociaż raz zagłębił się w historię ich kolonizacji. Ale nie każdy miłośnik Beskidów widział na własne oczy Kolibę Królczyków pod Magurkami „(…) pośród kwietnej łąki na tle pasma Lubania – jednego z najpiękniejszych widoków w Gorcach, współczesnego znaku pradawnego, wołoskiego dziedzictwa Karpat”. Tak głosi napis na wielkiej planszy przy malowniczej konstrukcji pochodzącej z końca XIX wieku.
Za to właśnie kochamy Gorce. Swoiste „muzeum” pod gołym niebem. Stare szopy, stodoły, koliby, często cudem uratowane przed zniszczeniem, wciąż są nieodłącznym elementem krajobrazu tego pasma. Brakuje tylko bacy i rozbeczanych owieczek. Uroczo, romantycznie i zarazem klimatycznie. Rodzice są zachwyceni. A Leo – nasza pociecha – aż zasnął z wrażenia na plecach ojca. Tak go wciągnęły te bajki o fali pasterskiej migracji z Półwyspu Bałkańskiego.

Aż żal schodzić!
Niech się chłopina zdrzemnie. Tatko też odpocznie, skoro pod nogami faktycznie się wypłaszcza. I co najlepsze, robi się bardzo gorczańsko. Z każdym krokiem trafiamy na coraz to większe i bardziej widokowe polany czy przecinki. Między nimi też nie ma co narzekać – gdzie byśmy nie spojrzeli, chlorofil ściele się gęsto. No i ten miły dodatek w postaci tablic z opisem panoram. Nudy nie ma.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też