Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Tatry | Sławkowski Szczyt

To on, Pan Sławkowski!

NPM 8/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
(fot. Tomasz Cylka)
Mówią o nim często „morderca kolan” albo że „nudny i monotonny”. Ale to nieprawda. Owszem, kilkugodzinny powrót tą samą drogą może człowieka dobić, ale warto na niego wejść, bo za trud potrafi wynagrodzić. Oto on, Pan Sławkowski we własnej osobie!

Widać go idealnie z Drogi Wolności, prowadzącej pod samymi słowackimi Tatrami. Doskonale podziwiać go też można z okien „elektriczki”, czyli słynnej kolejki prowadzącej od Starego Smokowca w stronę Szczyrbskiego Plesa. A wszystko dlatego, że patrząc od południa, Sławkowski Szczyt (słow. Slavkovský štít, 2452 m n.p.m.) jest na pierwszej linii górskiego frontu. Łomnica, Kieżmarski Szczyt i inne dostojne wierzchołki są nieco oddalone od słowackich miasteczek. A on ze Starego Smokovca robi piorunujące wrażenie. Nie może być inaczej, skoro wybija się nad nami niemal półtora kilometra w górę.
Dlatego i nasza, kilkuosobowa, krakowsko-poznańska ekipa, która przyjeżdża w słowackie Tatry regularnie, zawsze z szacunkiem na niego spogląda.
– To on, Pan Sławkowski! – powiedział pewnego roku zachrypniętym głosem Michał, patrząc na niego od północnej strony, gdy schodziliśmy z Czerwonej Ławki. Wypowiedział te słowa z taką powagą, jakby opowiadał ważkie sprawy o samym Panu Bogu. To wtedy postanowiliśmy, że wejdziemy na ten szczyt, gdy zdobędziemy już wszystkie góry położone w okolicy. – To będzie nasza wisienka na torcie, crème de la crème wszelkiej naszej górskiej działalności na tym terenie – orzekliśmy wspólnie.
Ale tak to już jest, że czasem życie kreśli nam różne scenariusze. Pewnego majowego dnia znalazłem się na Tatrzańskiej Magistrali nieopodal Siodełka (słow. Hrebienok, 1285 m n.p.m.). Jak wiadomo, wiosna to jest czas, gdy na Słowacji wędrówka powyżej schronisk jest zabroniona. To wtedy zobaczyłem dwóch schodzących ze Sławkowskiego Szczytu Polaków.
– Nie ma śniegu, można iść. Polecamy! – w krótkich żołnierskich słowach natchnęli człowieka w jednym momencie. Już wiedziałem, co zrobię następnego dnia. Na żadną krakowsko-poznańską wisienkę nie miałem zamiaru czekać. A to dlatego, że Sławkowski Szczyt jest jedynym na Słowacji wierzchołkiem, gdzie prowadzi turystyczny szlak i nie obowiązuje zimowy zakaz poruszania się. Tego nie można było przepuścić.

Nie jestem Hercogiem
Czego to ja się w sieci nie naczytałem: że Sławkowski to „morderca kolan”, że „nudny i monotonny”, że „nie warto, bo po kilkugodzinnym wejściu trzeba zejść tą samą drogą”. „Masakra” – oceniają w sieci niemający litości millenialsi. Fakt, człowiek nie ma tutaj wyboru. Chcesz wejść legalnie i po bożemu, musisz ze szczytu wrócić po własnych śladach. Ale czy wszyscy polscy zdobywcy Rysów, którzy zostawili swoje auta na Palenicy Białczańskiej, nie wracają z najwyższego naszego wierzchołka tą samą drogą przez Morskie Oko? O co zatem tyle krzyku?
Ruszam więc ze Starego Smokovca (ok. 1010 m n.p.m.) – najpierw delikatnie i zakosami, niebieskim szlakiem do Tatrzańskiej Magistrali. Zostawiam po prawej kolejkę na Hrebienok, a za chwilę po lewej mijam ogrodzony teren tzw. Pięciu Źródeł (ok. 1170 m). Solidny płot nie stoi tu przypadkowo, bo właśnie stąd płynie woda, zapatrująca znajdujące się niżej wodociągi. Już prawie 180 lat temu niejaki Johann Rainer stał za zagospodarowaniem tych terenów. On nie tylko wtłoczył wodę w smokowieckie wodociągi, ale nieopodal wybudował pierwsze w okolicy schronisko górskie. Dziś maleńka Rainerova chata to miejsce spacerów całych rodzin z Hrebienoka i niewielkie muzeum, upamiętniające między innymi działalność słowackich tragarzy.
Po trzech kwadransach jestem na Tatrzańskiej Magistrali (ok. 1360 m n.p.m.). Sławkowski Szczyt, 4 godziny i 15 minut – informuje tablica.
Nie ma zmiłuj – na Słowacji ciężko będzie to skrócić, bo czasy są tu mocno „wyżyłowane”. Nie jestem Piotrem Hercogiem, dla którego byłaby to pewnie zwykła rozgrzewka przed niewiele znaczącym górskim biegiem. Ja nie biję tu żadnych rekordów, tylko powoli zdobywam wysokość, idąc w górę coraz bardziej stromo przez las. Na jego końcu znajduje się niesamowity punkt widokowy z Łomnicą i Doliną Staroleśną w rolach głównych – to „Maksymilianka” (słow. Slavkovska vyhliadká Maximiliánka, 1531 m n.p.m.).
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Tatry Wysokie
Słowacja

Zobacz też