Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Polska | Wielka Racza

Pamiętam kluski pani Bułkowej

NPM 6/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Schronisko na Rycerzowej jest położone niezwykle malowniczo (fot. Michał Parwa)
Każdy zakątek gór ma swój Giewont. W Karkonoszach to na przykład Śnieżka, a w Górach Stołowych – Szczeliniec. Na południowym krańcu Beskidu Żywieckiego takim ulubionym szczytem turystów jest Wielka Racza. Ale czy wybierając się w tamten rejon, słyszeliście o… Worku Raczańskim?

Znam te okolice od dziecka. Jeździłem z rodzicami na wakacje do Rycerki Górnej. Nocleg w przyczepie kempingowej, kąpiel w plastikowej misce, toaleta typu sławojka w głębi stodoły – to zapisało się w mojej pamięci, rodząc sentyment do tamtych okolic. Teraz, po latach, wyruszam w tamte strony jako już bardziej doświadczony turysta. A tutaj trzeba być przygotowanym na wielogodzinne wędrówki i spore odległości do pokonania w ciągu jednego dnia.
Autobusem na mszę
Jednotorowa linia kolejowa w dolinie Soły oferuje przyjemne widoki, ale w końcu przychodzi czas, by wysiąść z pociągu na przystanku Rycerka w Rycerce Dolnej. Znajduje się on nieco na uboczu. Muszę pokonać kawałek drogi, także wzdłuż asfaltu, by rozpocząć wspinaczkę górskim grzbietem, mając w perspektywie kilka godzin wędrówki do Wielkiej Raczy. Zostające w dole Rycerki – Dolna i Górna, w odróżnieniu od wielu wsi beskidzkich, leżą niemal wyłącznie w samej dolinie. Na zboczach i grzbietach gór nad Rycerką Dolną znajdują się pola uprawne, a nad Rycerką Górną – oprócz pól, także lasy. Przysiółków rozsianych wysoko w górach praktycznie tu nie ma, może poza rejonem Przełęczy Przegibek (990 m n.p.m.), na której znajduje się schronisko PTTK. To ono wygrało pierwszy Ranking Schronisk Górskich „n.p.m.” w 2009 roku, a w kolejnych edycjach cały czas jest w czołówce.
Ta przygraniczna okolica, położona z dala od cywilizacji, dobrodziejstw tego świata doświadczyła dopiero wiele lat po drugiej wojnie światowej. Ba, jeszcze w czasach PRL-u budowano tu murowane domy bez łazienek. Życie toczyło się spokojnie, a godziny niedzielnych mszy świętych w kościele położonym w dolnej części Rycerki Górnej dostosowano – jak twierdzili miejscowi – do godzin przejazdów autobusów PKS Żywiec. Nic dziwnego, skoro z górnej części wioski piechotą do kościoła było ponad 40 minut.
Gdy rzeka z koryta ucieka
Turystyczne walory tej okolicy doceniano w niewielkim stopniu. W latach 80. w Rycerce Górnej funkcjonował ośrodek wypoczynkowy kopalni węgla kamiennego z Łazisk Górnych, dysponujący wyciągiem narciarskim. Był też inny, malutki ośrodek wczasowy „Krepol”, poza tym wiejska restauracja i kilka mikroskopijnych sklepików spożywczych. Na domowe obiady chodziło się do pani Bułkowej, u której można było kupić także pół porcji dla dzieci. Jej specjalnością były kluski na parze domowej roboty. Trzeba było tylko dzień wcześniej zasygnalizować chęć przyjścia na obiad. Przemysłu nie było tu praktycznie żadnego, jeśli nie liczyć kamieniołomu, dziś już nieczynnego. Natomiast w upalne dni można się było kąpać poniżej Rycerki Kolonii w miejscu, gdzie na Potoku Rycerskim zbudowano próg wodny, zwany potocznie wodospadem. Niekiedy rzeczka była zdradliwa, w drugiej połowie lat 80. podmyła brzeg i drogę koło przedostatniego przystanku PKS. Trzeba było ją ujarzmić, układając kamienne stopnie w metalowej siatce.
To właśnie w tym rejonie odbyłem jako 10-latek jedną z pierwszych wypraw górskich z mamą – z Rycerki Górnej do schroniska PTSM na Oźnej. Z uśmiechem przypominam sobie tamte wakacje, pokonując dziś kolejne kilometry trasy. Po dwóch i pół godzinie spokojnej wędrówki docieram na Mładą Horę (873 m n.p.m.). To niewielki przysiółek położony na przełęczy, gdzie do 1974 roku znajdowała się szkoła. Mieściła się w budynku przeniesionym w to miejsce w 1948 roku z terenu Ujsołów. Dla turystów nieznających historii tego obiektu było to raczej prowizoryczne schronisko górskie Chyz u Bacy, którego gospodarzem od 1991 roku był Józef Michlik.
Szkoła na wysokim poziomie n.p.m.
Niestety, to już historia, bo 1 grudnia 2011 roku schronisko zakończyło oficjalnie działalność. Zapewne wpływ na to miały kłopoty zdrowotne gospodarza obiektu. Skoro już o nim mowa, doceniono go za 20-letnią pracę górską – Józef Michlik został wyróżniony tytułem Prezesa Honorowego Oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Ostrzeszowie, które zarządzało obiektem.
(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też