Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Wydarzyło się | Wielka Encyklopedia Gór i Alpinizmu

Ogromna WEGA, czyli spotkanie po latach

NPM 12/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Redakcja n.p.m.
(fot. Bartosz Andrzejewski)
Finis coronat opus, koniec wieńczy dzieło – chciałoby się rzec za Owidiuszem. Przed nami leży dzieło niecodzienne i niepowtarzalne, bo oto po kilkunastu latach pracy Małgorzaty i Jana Kiełkowskich ukazał się siódmy, finalny tom Wielkiej Encyklopedii Gór i Alpinizmu.

Gdy pierwszy raz spojrzałem na siedmiotomowy komplet książek ustawionych ramię w ramię obok siebie, zaniemówiłem. W świecie literatury górskiej nigdy nie powstało nic równie spektakularnego. Trudno mi sobie do dziś wyobrazić, że gdy Wydawnictwo Stapis układało pierwsze cegiełki do dzisiejszej struktury olbrzymiej WEG-i (bo tak od pierwszych liter potocznie nazywana jest encyklopedia), ja wraz z kolegami ze szkoły szykowałem się do oglądania francuskiego mundialu z 1998 roku, przez gospodarzy zresztą wygranego. Po blisko 20 latach ciężkiej pracy, wykonanej z wielką pasją, encyklopedia nabrała ostatecznego kształtu. A wskazuje na to chociażby zdjęcie, które ukazuje się, gdy w chronologicznej kolejności ustawimy tomy obok siebie. Tak oto na połączonych ze sobą grzbietach ujrzymy sylwetkę majestatycznego Gerlacha, króla Tatr, w jego zimowym obliczu.
Na zakończenie tego niezwykłego projektu autorzy encyklopedii, Małgorzata i Jan Kiełkowscy, wraz ze Stanisławem Pisarkiem, szefem Stapisu, zorganizowali w Podlesicach wielkie spotkanie ludzi, którzy w owej encyklopedii mają swoje hasła. Oczywiście nie wszyscy mogli dotrzeć, ale i tak liczba gości robiła wrażenie.
 
Połączyły ich skały
Idąc pod Okiennik w Rzędkowickich Skałach, zastanawiałem się, kogo zobaczę i czy rzeczywiście spotkanie dojdzie do skutku. Właśnie tam organizatorzy wydarzenia zaplanowali zbiorowe zdjęcie, na którym mieli się znaleźć autorzy piszący przez ostatnie półwiecze historię polskiego wspinania wraz z całym zastępem gości. Zdawałem sobie zatem sprawę ze średniej wieku wielu osób zaproszonych na to wydarzenie, ale na miejscu przeżyłem bardzo miłe zaskoczenie. Przed oczami ukazała mi się pokaźna grupa ludzi spędzających wspólne chwile w radosnej, iście piknikowej atmosferze. Na kogokolwiek bym spojrzał, był szeroko uśmiechnięty. Rozmowom i wybuchom radości nie było końca. I trudno się temu dziwić. Niektórzy z przybyłych na spotkanie nie widzieli się przecież od dekad. To wydarzenie było dla nich wyjątkową okazją, by znów choć kilka godzin spędzić w ulubionym towarzystwie, w ukochanych skałach. Przecież to właśnie tutaj większość z nich zaczynała swą przygodę ze wspinaczką, nim jeszcze ruszyli na podbój ścian tatrzańskich. Nikt w tamtych czasach nie ruszał na legendarną ścianę Kazalnicy, jeśli nie spróbował wspinaczki skałkowej.
I gdy tak krążyłem przez dłuższy czas z aparatem między uczestnikami, chcąc uwiecznić jak najwięcej kadrów, w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że właściwie nie ma tu człowieka, który nie straciłby w górach przyjaciela. Nie dla wszystkich bowiem życie prowadzone z tak wielką pasją było łaskawe. Wielu ludzi, których można byłoby tutaj spotkać, również tych całkiem młodych, na zawsze pozostało w swoich ukochanych górach. Encyklopedia jest wielką pamiątką bogatej historii wspinaczki.
Problemy z autorami
Rozmawiam ze Stanisławem Pisarkiem. Znamy się od kilku lat i rozmawialiśmy już na przeróżne tematy. Tego dnia jednak wszystko kręci się wokół WEG-i. Pytam go o uczucia, jakie towarzyszyły mu w dniu, w którym do jego rąk trafił ostatni tom Wielkiej Encyklopedii Gór i Alpinizmu.
– Byli tacy, którzy początkowo nie wierzyli, że takie przedsięwzięcie uda się dokończyć. Na polskim rynku wydawniczym pojawiało się bowiem sporo tego typu projektów, które później z różnych przyczyn nie ujrzały światła dziennego. WEGA jest w tej chwili największym na świecie wydawnictwem będącym kompendium wiedzy o górach. Tak naprawdę dziś uważam, że gdyby nie Małgosia i Jan Kiełkowscy, nie wydałbym tej encyklopedii – mówi Stanisław Pisarek.
Bartosz Andrzejewski
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”
 
W numerze także rozmowa z Małgorzatą i Janem Kiełkowskimi
 
-----------------
 
Stefan Glowacz potrafi zainspirować
– Mój następny cel to Grenlandia. Najpierw pojadę samochodem elektrycznym, potem popłynę jachtem, a na końcu będę się poruszał na nartach, ciągnąc sanie – takie plany ma Stefan Glowacz, niemiecki wspinacz, który był gościem polskiego świata outdooru w Wierchomli w Beskidzie Sądeckim.
 
W październiku odbyła się szósta edycja ISPO Academy, która jest spotkaniem polskiego świata outdooru. Producenci, dystrybutorzy oraz handlowcy biorą udział w spotkaniach, dyskusjach oraz prelekcjach, które mają przyczynić się do rozwoju rynku outdoorowego w naszym kraju. W tym roku głównym sponsorem eventu była firma Raven z Krakowa, dystrybutor takich marek jak choćby Marmot (odzież) czy AKU (buty). O najnowszych technologiach opowiadali również m.in. przedstawiciele marki PrimaLoft (ociepliny) oraz Nikwax (środki czyszczące).
Oprócz warsztatów i paneli dyskusyjnych nie zabrakło także górskich wędrówek. Mateusz Tomaszczyk pokazał dziennikarzom, i zagranicznym gościom serce Beskidu Sądeckiego z Bacówką nad Wierchomlą, Runkiem i Jaworzyną Krynicką na czele. Mieliśmy szczęście, bo trafiliśmy na najpiękniejszą złotą polską jesień i goście z Włoch, Austrii, Niemiec i Wielkiej Brytanii byli naprawdę zachwyceni. Nie mogli uwierzyć, że w sezonie letnim i zimowym Jaworzyna Krynicka za sprawą kolejki gondolowej jest oblegana przez tysiące turystów i narciarzy.
– Dlatego zapraszamy w polskie góry przede wszystkim poza sezonem. Wtedy jest pusto jak dziś i można poznać ich niecodzienne oblicze – zachęcał zagranicznych gości Mateusz Tomaszczyk.
Gościem specjalnym ISPO Academy był znany i niezwykle sympatyczny niemiecki wspinacz czeskiego pochodzenia Stefan Glowacz. Opowiadał o swojej podróży i wspinaczce na kanadyjskiej Ziemi Baffina, gdzie razem z Robertem Jasperem i fotografem Klausem Fenglerem pokonali trudną drogę na zachodniej ścianie Turret. Szczyt o tej samej nazwie wznosi się 800 metrów ponad fiord.
– Wspinaczka była łatwa gdzieś do połowy ściany, gdy spadający kamień poważnie ranił mi ręce. Kontuzja wyglądała bardzo groźnie, ale uznaliśmy, że jeśli prowadzenie przejmie Jasper, będziemy mieli szansę zdobyć szczyt – opowiadał Glowacz.
I tak się stało. Cała trójka zameldowała się na wierzchołku. Niestety kontuzja Glowacza nie była końcem problemów. Późna wiosna sprawiła, że lód na morzu zaczął niebezpiecznie topnieć. W drodze powrotnej po zejściu ze ściany wspinacze musieli brodzić w wodzie, żeby pokonać fiord Sama Forda. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i po 170-kilometrowej drodze, zakończyli swoją wyprawę. Glowacz zdradził też swoje najbliższe plany i nie będzie to typowa górska wspinaczka.
– Mój następny cel to Grenlandia, na którą chcę dotrzeć za pomocą „zrównoważonych” środków transportu. Najpierw pojadę samochodem elektrycznym, potem popłynę jachtem, a na końcu będę się poruszał na nartach, ciągnąc sanie – zapowiedział Glowacz.
To było dla wszystkich bardzo inspirujące spotkanie.
Tomasz Cylka

 
 
-----------------
 
Na Jurze wspominali Tadeusza Piotrowskiego
 
– Chciałabym ocalić od zapomnienia zdjęcia i materiały dla rodzin osób, które zostały w górach na zawsze. Ale też i dla tych, którzy wrócili i chcą po prostu powspominać – mówi Danuta Piotrowska, żona himalaisty Tadeusza, który na zawsze został na zboczach K2.
 
Już po raz drugi w Hucisku w Dolomitach odbył się Memoriał Tadeusza Piotrowskiego. W tym roku tematem spotkania organizowanego przed Fundację Echo i Portal Górski był szczyt Lhotse. To właśnie o tej górze opowiada ostatnia książka Danuty Piotrowskiej, która jest opracowaniem materiałów pozostawionych przez jej męża. Tadeusz Piotrowski jeden z najlepszych polskich himalaistów lat 70. i 80. zginął na ścianie K2 w 1986 roku.
Prelekcja Danuty Piotrowskiej o Lhotse rozpoczęła tegoroczne spotkania. Trudno sobie wyobrazić, by mogło być inaczej. Żona himalaisty zaprezentowała zdjęcia i materiały zgromadzone i uporządkowane w trakcie przygotowywania albumu. Opowiadała o swoim mężu i wyprawie z 1974 roku. Zapoczątkowana tą niezwykłą prezentacją atmosfera pozostała razem z uczestnikami memoriału podczas kolejnych prelekcji.
Wśród prelegentów znaleźli się między innymi Małgosia i Jan Kiełkowscy, którzy na Jurę przyjechali kilka dni po ukazaniu się ostatniego tomu „Wielkiej Encyklopedii Gór i Alpinizmu”. Tadeusza wspominał też Janusz Skorek. On w 1979 roku razem Jerzym Kukuczką, Andrzejem Czokiem i Zygmuntem Andrzejem Heinrichem, dokonał pierwszego polskiego wejścia na Lhotse. O zimowym wspinaniu w Norwegii opowiadał z kolei Ryszard Kowalewski, a o Nandze Parbat Krzysztof Wielicki. I to właśnie ten szczyt będzie tematem kolejnych dwóch albumów przygotowywanych przez Danutę Piotrowską.
Poza spotkaniami w trakcie memoriału odbył się również III bieg JUR (a) UN, warsztaty fotograficzne, spotkania z przedstawicielami „Formy na szczyt”, którzy opowiadali o tym, jak dobrze odżywiać się w górach. Przeprowadzono również zawody wspinaczkowe, które zorganizowała szkoła wspinaczkowa GOup.
Kameralna atmosfera Memoriału Tadeusza Piotrowskiego jest niepowtarzalna. Czekamy już na spotkanie, którego bohaterką będzie Nanga Parbat.   RED
 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też