Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Beskid Śląski

Odwrót pod Baranią Górą

NPM 1/2009
Numer wyprzedany
Autor:
Piotr Adamski
W drodze na Baranią Górę (fot. Łukasz Tudzierz)
Zdarzyła się pewnego wieczoru okazja, aby zabrać się z kolegą w Beskid Śląski. On wracał na weekend do domu, ja znikałem w góry na przygodę z naturą. Ustalamy, że wyrzuci mnie na Równicy, a za dwa dni odbierze z Wisły. Nie ma jak samotny spacer na bezludnym szlaku.

Widoczność nie przekracza 50 metrów, gdy pokonujemy osta-tnie metry asfaltowej drogi prowadzącej z Ustronia do popularnego wśród turystów punktu, jakim jest Równica (884 m n.p.m.). Na miejscu szybko zakładam ciepłą górską odzież i ruszam na swoją krótką przygodę.

Noc na Równicy
Jest piątek, około godziny 22. Idę praktycznie po omacku, bo mgła gęsta jak kisiel. Po chwili mijam małe schronisko na Równicy. Jest ciemno i cicho. Widzę praktycznie tylko jego kontur. Sceneria, w jakiej nagle się znalazłem, wzbudza delikatny niepokój i zaczyna się kojarzyć z filmami grozy. Na szczęście byłem tu wcześniej kilkakrotnie, więc nie powinienem mieć problemów z orientacją.
Kończy się asfalt. Teraz wiem, że przede mną jest stok porośnięty krzewami jagód, przez który biegnie ścieżka. Gdy dochodzi do linii lasu, skręca w prawo. Na ścieżkę, niestety, nie trafiam. Idę więc w płytkim śniegu na wprost pod górę. Liczę, że gdy dojdę do drzew, znajdę dalszą drogę.
– Ścieżka w lesie była szeroka i wyraźna – przypominam sobie.
Gdy tak idę w świetle czołówki, która odbija się we mgle i tworzy białą plamę przed moimi oczami, przywołuję historię opowiedzianą mi przez starego znajomego. W nocy, we mgle, rozbijał namiot prawie że po omacku. Rano zobaczył, że śpi u kogoś tuż przed domem, na kawałku trawnika. Przypominam sobie tę opowieść dlatego, że jeśli ja nie trafię na swój szlak, którym mam zamiar udać się w stronę Trzech Kopców i dalej na Przełęcz Salmopolską, to zejdę z powrotem i rozbiję się gdzieś koło parkingu na Równicy. Być może komuś tuż przed barem lub pensjonatem.
Patrząc na to miejsce w letni dzień, trudno sobie wyobrazić, że można mieć tu jakiekolwiek kłopoty z orientacją, Ale głęboka noc zmienia krajobraz o 180 stopni. Szczęście mi jednak dopisuje. Po chwili, bo odcinek, którym idę, to tylko kilkuminutowy kawałeczek, trafiam dokładnie w szeroką drogę skręcającą w prawo do lasu.
– Uff, jestem w domu – oddycham z ulgą.
Po prawej stronie mijam Zbójnicką Chatę, w której trwa jakaś impreza. Kieruję się dalej i rozglądam za dobrym miejscem na nocleg. Znajduję je po kilkuset metrach. To fragment płaskiej przestrzeni tuż obok prowadzącej lekko w górę drogi. Minęła już godzina 23. Wyciągam więc z plecaka namiot i, najszybciej jak tylko mogę, przygotowuję sobie legowisko. Wewnątrz rozgrzewam się herbatką, bo ten niespełna półgodzinny nocny spacer w temperaturze około zera stopni dał się we znaki. Opatulam się śpiworem i pogrążam się w objęciach Morfeusza.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też