Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Odszedł Dariusz Kmiecik, przyjaciel gór

NPM 1/2015
Numer wyprzedany
Autor:
Redakcja n.p.m.
()
W katastrofie budowlanej w Katowicach zginął reporter serwisu informacyjnego Fakty TVN Dariusz Kmiecik, jego żona Brygida Frosztęga-Kmiecik z TVP Katowice i ich syn Remigiusz. To nie tylko wielka tragedia dla rodziny, środowiska dziennikarskiego oraz regionu. To także smutna wiadomość dla całego środowiska związanego z górami.

W katastrofie budowlanej w Katowicach zginął reporter serwisu informacyjnego Fakty TVN Dariusz Kmiecik, jego żona Brygida Frosztęga-Kmiecik z TVP Katowice i ich syn Remigiusz. To nie tylko wielka tragedia dla rodziny, środowiska dziennikarskiego oraz regionu. To także smutna wiadomość dla całego środowiska związanego z górami.
Dariusz Kmiecik kochał góry. Często odwiedzał bliski mu Beskid Śląski. Zajmował się tematyką związaną z górami. Przykładem może być tutaj jego relacja z tragedii na Broad Peaku w marcu 2013 roku. Kiedy byliśmy świadkami medialnego linczu skierowanego pod adresem Adama Bieleckiego, Kmiecik przygotował spokojny, stonowany reportaż, z długą rozmową z samym zainteresowanym. Przekazał obiektywne informacje. Nie skupiał się na krytycznym, jednostronnym raporcie komisji, która badała tragedię w Karakorum – jak większość dziennikarzy – ale wysłuchał racji obu stron. Przypomniał, że winni są nie tylko żywi, ale że wina może leżeć również po stronie zmarłych. Za reportaże o górach oraz o ludziach z nimi związanych otrzymywał liczne nagrody, jak chociażby za dokument „Artur Hajzer. Subiektywnie”, który wyreżyserował.
O himalaistach mówił i pisał z wyrozumiałością i wyczuciem: „Gdy zacząłem zajmować się tym tematem, wielokrotnie zadawałem sobie te pytania. Na wiele do dziś nie znalazłem odpowiedzi, które dawałyby mi poczucie, że w stu procentach wiem, o co Im chodzi. Ale wystarczy odrobina wysiłku i empatii, by nieco zmienić punkt widzenia i popatrzeć na to wszystko z perspektywy samych wspinaczy. Gdy się Ich dłużej posłucha, można bez problemu dostrzec, że nie są ślepo wpatrzonymi w górę nałogowcami, którzy za wszelką cenę chcą zaspokoić swoje pragnienia i marzenia. Przeciwnie – każdy wyjazd poprzedzają miesiącami treningów, którym towarzyszą ogromna determinacja, konsekwencja i świadomość, że to wszystko i tak może nie wystarczyć, by zrealizować założony cel. Mają pasję, którą trudno nam nie tylko zrozumieć, ale i zaakceptować. Uprawiają sport, na który większości z nas nie wystarczyłoby wewnętrznej motywacji”.
Tragedia w stolicy Śląska zbiegła się z 25. rocznicą śmierci Jerzego Kukuczki, najlepszego polskiego himalaisty w historii. Rodowity góral, pochodzący z Istebnej, zginął 24 października 1989 roku, wspinając się na Lhotse w Nepalu. Odpadł od ściany na wysokości 8300 m n.p.m., podczas wejścia na ośmiotysięcznik nową drogą przez słynną, niezdobytą wówczas południową ścianę. Szczyt atakował wspólnie z Ryszardem Pawłowskim. Ciała Kukuczki nigdy nie odnaleziono, ale oficjalna wersja brzmiała, że wspinacza pochowano w lodowej szczelinie, nieopodal miejsca jego upadku.
Mam nadzieję, że i Kmiecik, i Kukuczka siedzą teraz razem w niebiańskim schronisku i popijając niebiańską kawę, rozmawiają o najlepszych przygodach, jakie przytrafiły im się w górach. A żona Darka i jego syn Remik słuchają ich z zapartym tchem, marząc o wspólnej wędrówce.
Mateusz Pietrzak
Czechowice-Dziedzice


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też