Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Tatry Zachodnie

Odmienne stany tatrzańskości

NPM 11/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Łukasz Kaźmierczak
Ostra jak kosa grań Siwego. Po tej właśnie „kosie” wiedzie droga na szczyt (fot. Łukasz Kaźmierczak)
Monte Grigio – tak pewnie po włosku przetłumaczylibyśmy nazwę „Siwy Wierch”. Dlaczego właśnie po włosku? Ano dlatego, że tutaj wszystko jest dolomickie: oślepiająca biel skał, ich wapienna budowa i fantazyjne kształty. I tylko jeden mały szczegół się nie zgadza: jesteśmy w Tatrach.

To jeden z tych szczytów, które „nie załapują się” na wielką popularność. Położony z dala od najbardziej znanych i wydeptanych tatrzańskich szlaków jest – jak podają encyklopedie – „ostatnim ku zachodowi wybitniejszym szczytem całych Tatr”. No cóż, takie geograficzne położenie w zasadzie mówi wszystko o leżącym po słowackiej stronie Tatr Siwym Wierchu. A i nazwa też jakaś taka nieszczególna. Bo mało to rozmaitych Siwych pałęta się po różnych pasmach i pasemkach górskich? Nic dziwnego, że większość turystów, nie wyłączając zagorzałych tatromaniaków, w ogóle nie zdaje sobie sprawy z istnienia takiego dolomitowego cudu w środku Tatr. Nie, nie – tylko proszę nie zaprzeczać. Sam doświadczyłem tego na własnej skórze. Przez całe dekady świadomie omijałem Siwy Wierch, nie wiedząc tak naprawdę, co tracę. Aż do lata tego roku.

Siwy razy trzy
Na początek mam gorącą prośbę: pomny własnych doświadczeń, bardzo Was proszę: naprawdę nie lekceważcie Siwego Wierchu. Bo zwyczajnie na to nie zasługuje. A znam kilku takich, którzy na hasło wywoławcze „1800 metrów” albo „peryferie Tatr Zachodnich” prychają i pogardliwie machają ręką:
– Takie Tatry to właściwie jakieś Taterki, nic tam po mnie – mówią z pełnym przekonaniem.
Jednak w tym przypadku ani wysokość, ani „skrajna zachodniość” o niczym nie świadczą. Siwy Wierch to szczyt rasowy, honorny i prawdziwie wysokogórski. Nie mieć go w swojej osobistej kolekcji tatrzańskich wejść to tak jakby nie mieć bardzo cennego i zarazem unikatowego eksponatu. Bez Siwego Wierchu nie da się bowiem powiedzieć: wiem wszystko o Tatrach.
Spróbujmy zresztą popatrzeć nań z odpowiedniej perspektywy. Idealne do tego celu będą rogatki Zuberca. Stamtąd zobaczymy, jak bardzo Siwy dominuje nad całą okolicą, a wytężywszy wzrok, dostrzeżemy na dodatek, że na szczycie coś się jakby miło bieli. I to „coś” nijak nie przypomina ogromnych żółtozielonkawych kopek siana, do których niektórzy przywykli, myśląc i mówiąc o zachodniej części Tatr. O nie, ten szczyt tak łatwo nie puści, o czym przekonamy się szybko na własnej skórze.
Co jeszcze warto wiedzieć na początek o Siwym Wierchu? A choćby to, że na szczyt można dotrzeć z trzech zupełnie różnych kierunków. Jedna z takich dróg rozpoczyna się w okolicach zabitej dechami słowackiej wioski Jałowiec. Stąd dość mozolnym i długim podejściem – bądź zielonym szlakiem przez częściowo zalesiony masyw Babek, bądź też jego niebieskim odbiciem w pobliżu schroniska Chata pod Náružím na polanie Czerwoniec – dochodzimy do miejsca, gdzie oba szlaki łączą się i wyprowadzają na wierzchołek efektownej Ostrej (1764 m n.p.m.) o charakterystycznym stożkowatym kształcie. Z tego porośniętego gęstą kosówką szczytu znakomicie widać imponujący masyw Salatyńskich Wierchów i oślepiającą biel Siwego Wierchu. To trasa świetna widokowo, bardzo urozmaicona i… bynajmniej wcale przeze mnie nie polecana. Tutaj winien jestem stosowne wyjaśnienie. Otóż sama trasa jako taka jest oczywiście ze wszech miar godna przejścia, ale tylko pod warunkiem, że wcześniej wchodziło się już na Siwy Wierch szlakiem od strony Białej Skały. W przeciwnym wypadku żadną miarą nie powinniśmy odmawiać sobie największej z atrakcji oferowanych przez Siwy. Tym bardziej że właśnie ta druga droga jest pod wieloma względami najlepsza także od strony logistycznej i komunikacyjnej. Ale o tym szerzej za chwilę.
Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy jeszcze tylko, że na Siwy Wierch można się również dostać od strony masywu Brestowej. Przy czym jest to szlak przechodzony na ogół w przeciwną stronę – zaczyna się od Siwego, by wieść dalej granią główną Tatr Zachodnich w kierunku Brestowej, Salatyna, Banówki, Rohaczy i Wołowca. Nawiasem mówiąc, kojarzę kilku takich arcymistrzów kondycji, którzy są w stanie machnąć w jeden dzień całą tę wielokilometrową, wyczerpującą trasę, kończąc ją zejściem przez Rohacką Dolinę do samego Zuberca. No ale taka pętla to już raczej tylko dla psychicznych i fizycznych nosorożców. Reszcie aż nadto powinny wystarczyć wspaniałe doznania, jakie oferuje masyw Siwego.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Słowacja

Zobacz też