Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

|

Odludzie na czterech kółkach

NPM 10/2012
Numer wyprzedany
Autor:
Tomasz Rzeczycki
Rozdroże pod Cichą Równią. Asfalt prowadzi do nieczynnej kopalni kwarcu Stanisław (fot. Tomasz Rzeczycki)
Skoro po Górach Izerskich jeżdżą miłośnicy dwóch kółek, to czemuż by nie zdobywać tych gór na czterech kółkach? I nie chodzi mi bynajmniej o quady, ale o próbę przetarcia szlaków z wózkiem dziecięcym. A gdyby tak potem jeszcze wyskoczyć na parę chwil w Karkonosze? Trzeba spróbować.

Jako punkt wypadowy wybraliśmy Szklarską Porębę, a konkretnie osiedle Orle. Tak to się oficjalnie nazywa, choć prawdziwi „górzyści” wiedzą, że Orle jest osadą położoną w głębi lasu, 10 kilometrów od centrum miasta, za to kilkaset metrów od granicy czeskiej. I choć leży na poziomie około 830 m n.p.m., warunki klimatyczne przypominają bardziej te znane z wysokości 1200 metrów w Tatrach. Ocalały tu cztery murowane budynki, z których dwa stale służą turystom, trzeci okazjonalnie, a czwarty czeka na remont.

Spółdzielcze Orle
Przewodniki turystyczne zazwyczaj eksponują przedwojenną niemiecką historię osady Orle, zdawkowo traktując jej polskie czasy. Mało kto wie, że już w 1948 roku ówczesna leśniczówka w Orlu wymieniona została przez Dyrekcję Lasów Państwowych Okręgu Wrocławskiego w gronie leśniczówek i gajówek, potencjalnie nadających się na stacje turystyczne – tyle że z adnotacją, iż w ówczesnym stanie, po wyszabrowaniu zawartości przez WOP, raczej nie nadaje się do tego celu. Pewnie dlatego turyści pojawili się w niej dopiero niemal pół wieku później. Nie każdy też wie, że w 1952 roku w okolicy Orla rozpoczął się tranzyt czechosłowackiego drewna zrywanego ze zboczy górskich w rejonie Jizerki, a także że w sierpniu tego roku zawaliła się tu budowana drewniana wieża obserwacyjna Wojsk Ochrony Pogranicza, w wyniku czego ucierpiało osiem osób. W czasach stalinowskich okolice Orla wykorzystywane były do spółdzielczych wypasów owiec i koni.
Wokół Orla rośnie dziś las, a kto tu nigdy wcześniej nie był, ten nie pozna, że pod koniec ósmej dekady XX wieku na skutek klęski ekologicznej okolica została ogołocona z drzew. Las jednak odrósł, co leśników cieszy bardziej, a turystów żądnych widoków nieco mniej. Po czasach, gdy trzeba było wywieźć ogromne ilości martwego drewna, pozostała sieć dobrych, utwardzonych dróg leśnych, w tym asfaltowych. To co, ruszamy?
Orle zostawiamy za plecami, maszerując Szklarską Drogą. Wózek z małą Martą początkowo pcha moja żona Ania, potem ja. Gdy jest stromiej, dodatkowo pomagam jej, ciągnąc wózek z przodu. I tak na zmianę. Utwardzona leśna droga z dwoma koleinami trawersuje zbocze Krogulca (1001 m n.p.m.) od zachodu, a potem od północy. Wózek podskakuje czasem na luźnych kamieniach. Pierwszym miejscem widokowym jest Jelenia Łąka. Spoglądam na północny zachód i rozpoznaję dwie kopulaste góry zamykające widnokrąg.
– Ta z lewej to Smrek, a z prawej to Stóg Izerski – pokazuję Ani palcem.
Ania nie lubi chodzić po „nieszlaku”, ale ten nieznakowany odcinek Szklarskiej Drogi budzi jej zaufanie. Jeszcze tylko mały garb i wchodzimy, a nawet wjeżdżamy, na Rozdroże pod Cichą Równią (943 m n.p.m.), skąd drogi rozchodzą się w czterech kierunkach. Na zegarkach mamy 11.40.
Jako że jest tu drewniana wiata z ławkami i stołem, postanawiamy nakarmić Martusię ciepłym mlekiem z butelki. Mały termos przydaje się na takie okazje w sam raz. Z pełnymi brzuchami jesteśmy gotowi do dalszej drogi. Jeszcze tylko krótki rzut oka na zasłaniające widok na wschodzie Karkonosze i ruszamy dalej Szklarską Drogą. Od tego miejsca aż do kopalni odkrywkowej poruszać się będziemy po asfalcie. Asfalt do Rozdroża pod Cichą Równią doprowadzono z Jakuszyc, aby ciężarówki mogły wywozić kwarc z kamieniołomu. Jego właścicielem, jak informuje tablica, jest Przedsiębiorstwo Budowy Kopalń PeBeKa z Lubina. Jednak Rejon Robót Kwarce – Kopalnię Stanisław – zastajemy nieczynny. Przyglądamy się rdzewiejącym konstrukcjom składającym się dawniej na najwyżej położoną w Polsce czynną kopalnię. Eksploatację przemysłową rozpoczęto tutaj w 1955 roku i jest to kolejny dowód obalający tezę, że wszystko, co mamy na Ziemiach Odzyskanych, zawdzięczamy Niemcom.
Stąd idziemy poniżej grzbietu zwykłą leśną drogą, z której skręcamy w lewo na Rozdroże pod Zwaliskiem (1005 m n.p.m.). Wcześniej minęliśmy opuszczony dawny skład materiałów wybuchowych kopalni. Od Rozdroża pod Zwaliskiem czeka nas nieco mniej wygodny odcinek wędrówki Grzbietem Wysokim na wschód. Droga prosta jak oszczep, po bokach niski las modrzewiowy z kosodrzewiną i sosną zwyczajną oraz martwymi kikutami byłych drzew. Leśnicy jakiś czas temu stwierdzili, że nie będą kikutów usuwać. I całe szczęście. Gdyby się ich pozbyli, zadaliby sobie samobójczy cios, uderzający w gatunki ptaków żywiące się owadami-szkodnikami, które nie mają zwyczaju zakładać gniazd na ziemi. A poza tym próchniejące kłody dają cień i osłonę młodym sadzonkom.


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też