Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Czeskie Karkonosze

Odłóż deski, idź na nogach

NPM 4/2014
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Tomasz Cylka
Czerwony szlak na granicy Polski z Czechami, w tle Szrenica (1362 m n.p.m.) (fot. Tomasz Cylka)
Czeskie Karkonosze kojarzą się Polakom przede wszystkim z profesjonalnymi ośrodkami narciarskimi i atrakcyjnymi trasami na biegówki. Ale warto odkryć ten rejon także dla pieszych wędrówek. Na tamtejszych szlakach jest o wiele spokojniej niż na zatłoczonej polskiej stronie.

Pierwsza myśl polskiego górołaza dotycząca Karkonoszy? Oczywiście Śnieżka. W lutym tego roku znowu było o niej głośno, bo górę ponownie zmierzono i podano oficjalnie jej nową wysokość: 1603,296 m n.p.m. Do tego jednoznacznie uznano, że najwyższy punkt wierzchołka znajduje się po stronie polskiej, i ogłoszono, iż badania prowadzono w odniesieniu do średniego poziomu Morza Bałtyckiego w Kronsztadzie. Druga myśl? Pewnie Karpacz i Szklarska Poręba – dwa kurorty przyciągające turystów z całego kraju. Trochę to smutne, ale Karpacz słynie od niedawna wcale nie z muzeum zabawek Henryka Tomaszewskiego, lecz z wielkiego hotelu Gołębiewski, wokół którego toczy się teraz całe życie towarzyskie.
– Czy w tym mieście jest jeszcze jakiś lokal otwarty? – pyta po północy turysta znudzonego taksówkarza w centrum Karpacza.
– Tylko w Gołębiu! – odpowiada zdecydowanie kierowca i nie jest to bynajmniej dowcip, tylko autentyczna sytuacja, która spotkała w ostatnim czasie wielu moich znajomych. Karpacz późnym wieczorem śpi, ale honor miasta jest uratowany.
Szklarska Poręba jest z kolei rozsławiana między innymi dzięki akcjom promocyjnym radiowej Trójki, która ma tu skwer swojego imienia. Stąd Marek Niedźwiecki prowadzi czasami listę przebojów, a Henryk Sytner organizuje tu narciarskie i taneczne obozy.
Trzecie skojarzenie – niech będzie graniczna grań od Szrenicy przez Łabski Szczyt, Odrodzenie, Słonecznik aż po Śląski Dom. A co kojarzy się nam z czeską częścią Karkonoszy? Profesjonalne ośrodki narciarskie w Szpindlerowym Młynie, ewentualnie idealnie oznaczone trasy biegówkowe pod Smogornią i rowerowe z wielu np. podkarkonoskich miejscowości. O zwykłych trekkingach nikt nie mówi, dlatego tym razem zachęcam: odłóż deski, zostaw rower, idź na nogach!
To nie jezioro, to rzeka
Idealną bazą wypadową do pieszych wędrówek może być miejscowość Rokytnice nad Jizerou. Od razu też uprzedzam pytanie co bardziej dociekliwych – „Jizerou” w nazwie bynajmniej nie oznacza jeziora, jak sądzi większość przyjeżdżających tu Polaków.
– Skąd u was to przekonanie, że tu gdzieś jest jezioro? – kiwa głową recepcjonista w Sporthotelu. Bo „Jizera” to prostu nazwa przepływającej w pobliżu rzeki.
Zimą to mekka dla amatorów białego szaleństwa, a w pozostałą część roku ciche i spokojne miasteczko, które prawa miejskie otrzymało niewiele ponad 50 lat temu. A niewielu pewnie wie, że pierwsze wzmianki o Rokytnicach pochodzą z pierwszej połowy XVI wieku, kiedy to otwarto tu huty szkła. Przez wiele wieków to właśnie z jego produkcji utrzymywali się mieszkańcy Rokytnic. Później doszło do tego pasterstwo, w czasach realnego socjalizmu zaś rozwijał się tu przemysł tekstylny, a nawet elektroniczny. Po licznych fabrykach zostały dziś jedynie opustoszałe budynki, które mogłyby być sceną dla alternatywnych teatrów albo koncertów gotyckich kapel. Niestety, na zagospodarowanie tych postindustrialnych miejsc nikt nie ma dziś pieniędzy.
– Nie ma na nie chętnych. Były ogłaszane przetargi, zachęcano przedsiębiorców. Jak policzyli koszty, to odjechali – przyznaje z lekkim smutkiem pracownica centrum informacji turystycznej i jedyne, co ma do zaoferowania, to zwiedzenie barokowego kościoła pw. św. Michała z 1752 roku. To doprawdy niewiele; na szczęście nie na oglądanie zabytków człowiek tu przyjeżdża.
Na pierwszy dzień wiosennej wędrówki z topniejącym śniegiem w tle wybieram Medvĕdín (1234 m n.p.m.), popularny ośrodek narciarski górujący nad Spindleruv Mlynem. Z mapy i szlakowskazów wynika, że to cztery-pięć godzin wędrówki przez malownicze rejony czeskich Karkonoszy.

Štumpe na Dvoračkach
Z centrum miasteczka położonego na wysokości ok. 520 m n.p.m. ruszam w górę żółtym szlakiem, który prowadzi na rozległą polanę Dvoračky (1140 m n.p.m.). Tam znajduje się popularne w okolicy schronisko górskie. Najpierw idę asfaltem, potem szeroką ścieżką aż do stacji wyciągu krzesełkowego, który jednak o ósmej rano jeszcze spokojnie śpi, czekając na pierwszych turystów. Jego punktem docelowym na górze jest Lysá hora (1344 m n.p.m.), najbardziej okazały szczyt w okolicy. Niestety, nie prowadzi na niego żaden szlak i jedyny sposób, żeby dostać się na wierzchołek, to wjazd po linie. Nic dziwnego, bo ze szczytu prowadzi kilka tras narciarskich o różnym stopniu trudności. Kto wybiera spacer, musi znaleźć inne góry w okolicy.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Karkonosze
Czechy

Zobacz też