Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Pavol Barabáš

Odkładam kamerę, gdy stawką jest życie

NPM 9/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
Nosič (tragarz) na podejściu do Chaty pod Rysami (fot. Pavol Barabáš)
Pavol Barabáš najbardziej znany słowacki reżyser filmów tatrzańskich.  

Skąd pomysł na kręcenie filmów w górach?
Po słowackich górach wędrowałem, już gdy miałem 13 lat. Niewiele później zacząłem się wspinać. Tatry kochałem najbardziej. Jako szesnastolatek trafiłem po raz pierwszy do Zbójnickiej Chaty w Dolinie Staroleśnej. To było w 1976 roku. Zdobycie tam pracy nosiča (tragarza) graniczyło z cudem, ale miałem szczęście i zajmowałem się tym przez następnych osiem letnich sezonów. To był najpiękniejszy okres mojego życia. Wspinałem się wtedy dużo, robiłem zdjęcia, rysowałem. Studiowałem też technologię obrazu i dźwięku. Pierwszą pracę w branży filmowej znalazłem w Športfilme Bratislava. Tam zachwyciła mnie sztuka kina i postanowiłem nakręcić własny film o górach.
O czym był ten pierwszy film?
W Športfilme pracowałem przy różnych obrazach, głównie wspinaczkowych. Ale pierwszy film, który nakręciłem samodzielnie, był o tym, co mi najbliższe – o Horskiej Službie, czyli słowackim odpowiedniku TOPR. Kolejne filmy też poświęciłem ratownictwu górskiemu i lotniczemu, a następny w kolejności, „Pierra Menta”, był o skialpinizmie.
Kręci Pan tylko filmy dokumentalne?
Nakręciłem dużo filmów, ale teraz rzeczywiście koncentruję się głównie na długometrażowych obrazach dokumentalnych, które najdłużej pozostają w pamięci widzów.
 
Złych filmów nie pokazuję
 
Ile zatem filmów Pan nakręcił? Ile z nich jest o górach?
Trzydzieści? Mam wymienić? (śmiech) Kręciłem filmy w najwyższych górach Antarktydy, w Patagonii, Andach, na Spitsbergenie, w Górach Skalistych czy na Mount McKinley. Wędrowałem po górach Afryki, byłem na szczytach Mount Kenia i Kilimandżaro. Filmowałem niesamowite góry Indonezji, a zwłaszcza Nowej Gwinei. Nagrywałem w Hindukuszu, Karakorum, chińskim Pamirze, mongolskim Ałtaju i na Kaukazie. A w samych Himalajach nakręciłem siedem lub osiem filmów.
Potrafi Pan wskazać najlepszy?
To trudne pytanie… Może „Sloboda pod nákladom”, bo to film o generacji starych tragarzy, z którymi pracowałem dawno temu.
A który było najtrudniej nakręcić?
Tych było więcej. Może „Trou de Fer”, kręcony w najgłębszym kanionie świata, na wyspie Reunion? Wyzwaniem było też przygotowanie filmu „Neznáma Antarktída”, nagrywanego pomiędzy dziewiczymi Górami Ellswortha i najwyższym szczytem Antarktydy – Mount Vinsonem. Niezwykle trudne okazało się przygotowanie materiału o jaskiniach w Górach Stołowych Wenezueli i ciągnąca się w nieskończoność przeprawa przez bagna w Nowej Gwinei. Mógłbym tak jeszcze długo wymieniać wiele wymagających wypraw, ale zawsze zapominam o trudach i ponownie wyruszam na ekspedycję.
Może zatem przyzna się Pan do najmniej udanego projektu?
Filmów nieudanych nigdy nie prezentuję. Dlatego wiele wypraw nie ma dokumentacji. Na przykład ekspedycje na bieguny północny i południowy czy odkrycia nowych jaskiń w Kukenan. Nie ma też filmu z ekstremalnych kanionów, gdzie utopiłem całą „technikę”. Takie przygody też się zdarzają…
A co najbardziej lubi publiczność festiwalowa?
Paradoksalnie, nie są to filmy o nieznanych i najdalszych górach świata, lecz o Wysokich Tatrach: „Stopy na hrebeni” („Ślady stóp na grani”), „Vysoké Tatry – Divočina zamrznutá v čase” („Wysokie Tatry – dziki świat zastygły w czasie”), „Tatry mystérium” czy serial „Príbehy tatranských štítov” („Opowieści o tatrzańskich szczytach”).
To dlatego cały cykl Pana filmów poświęcony jest słowackim Tatrom?
Miłość do Tatr mam we krwi. Kręcić o nich filmy jest mi jednak najtrudniej, gdyż wszyscy Słowacy je znają i wszyscy się na nich znają. Trudniej więc zainteresować ich filmem o Tatrach niż o Hindukuszu czy Ałtaju. Natomiast spędzam w nich więcej czasu niż w innych górach. I chociaż dla mnie jako filmowca są trudniejsze niż inne pasma, to lubię je najbardziej. Moim zdaniem Tatry są najpiękniejszymi górami świata, dlatego je filmuję.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też