Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Flesz |

Oddech ziemi

NPM 4/2015
Numer wyprzedany
Autor:
Michał Parwa
Charakterystyczne pęcherzyki gazu widoczne na wodzie (Michał Parwa)
Na granicy wsi Złockie i Jastrzębik znajduje się jedna z najbardziej osobliwych atrakcji Sądecczyzny. Pomnik przyrody nieożywionej został przystosowany do potrzeb ruchu turystycznego dzięki projektowi pracowników Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Przy drodze z Muszyny zamontowano tablice informacyjne i drewniane schody sprowadzające do koryta potoku Złockiego.

Klucząc nad bagnistym podłożem, trafimy na największą mofetę w Polsce, odkrytą w 1938 roku przez profesora Henryka Świdzińskiego. Geolog zauważył w tym miejscu powierzchniowe ekshalacje gazowe, czyli pęcherzyki dwutlenku węgla wydobywające się ze szczelin w ziemi. Wypływy gazu ujawniają się częściowo pod lustrem wody, przez co sprawiają wrażenie, jakby potok dosłownie się gotował. Liczne bąble, odgłosy syczenia i wszechobecne bulgotanie pojawiają się przez całą dobę na obszarze blisko 25 metrów kwadratowych. Emisja CO2 oscyluje na poziomie 10 metrów sześciennych na minutę, czyniąc miejscową mofetę najwydajniejszą w kraju. Dodatkowe wrażenia wizualne gwarantuje rdzawa zawiesina otaczająca zieloną roślinność. To z kolei dowód na liczne związki żelaza w okolicznych szczawach. Ciekawostką na skalę nie tylko lokalną jest tzw. dychawka, popularnie określana mianem „oddechu ziemi”. A tak naprawdę chodzi o suchą ekshalację (wyziewy) dwutlenku węgla.
Mieszkańcy gminy na przestrzeni lat nauczyli się egzystować z nietypowym sąsiadem. Za ewidentną korzyść można uznać występowanie w pobliżu wód mineralnych. Przykład stanowi źródło św. Łukasza w Jastrzębiku. Obudowane ujęcie szczawy nasyconej dwutlenkiem węgla ma status ogólnodostępnego. Problemów nie uniknęły natomiast zwierzęta. Ponieważ CO2 jest cięższy od powietrza, gromadzi się on tuż nad podłożem. Z tego powodu nad mofetą giną ptaki, owady, a niekiedy także owce. Odnotowano również ludzkie przypadki śmiertelne – u właścicielki jednej z pobliskich piwnic oraz człowieka kopiącego studnię. Dlatego zalecam minimum ostrożności przy spacerze kładką, szczególnie w towarzystwie ulubionych czworonogów.    
Michał Parwa


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też