Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Piotr Kaczmarek

Od lat mieszkam w samochodzie

NPM 12/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. arch. Piotra Kaczmarka)
Piotr Kaczmarek, gospodarz Schronisk PTTK na Hali Szrenickiej i Odrodzenie.

Na Waszej stronie internetowej historia Schroniska PTTK na Hali Szrenickiej dzieli się na dwa okresy: przed rokiem 2014 i po nim. Co takiego wydarzyło się w 2014 roku?
Rozpoczęła się nasza era w dziejach schroniska. Razem z żoną zostaliśmy gospodarzami obiektu i zaczęliśmy robić wszystko, by był bardziej przyjaznym turystom.
A wcześniej nie był wystarczająco przyjazny?
Zdaniem wielu turystów nie. I nie sposób było nie przyznać im racji. Budynek był w opłakanym stanie, chociaż na szczęście już przed naszym przybyciem PTTK zdążyło uchronić go przed ruiną. Zastaliśmy więc wymienione ogrzewanie oraz odnowioną zewnętrzną elewację i okna, co kosztowało majątek. Nam zostało gruntowne wyremontowanie wnętrza: pokoi, jadalni, łazienek, kuchni. Cała ta infrastruktura była wyeksploatowana do granic możliwości.
Dlaczego?
Schronisko na Hali Szrenickiej jest jednym z dwóch największych obiektów w Karkonoszach. A im większy budynek, tym większe są koszty jego utrzymania. Wymaga też ogromnych nakładów finansowych. Nie bez znaczenia był również wiek poprzedniego dzierżawcy, któremu po prostu nie starczało sił na prowadzenie tak dużego schroniska. Rozmawiałem z nim wielokrotnie przed przejęciem obiektu i sam potwierdził, że chce odpocząć. Miał świadomość, że ta sytuacja nie służy turystom.
Coraz wyżej w rankingu
Potwierdzają to wyniki Rankingu Schronisk Górskich „n.p.m.”. W pierwszych edycjach obiekt na Hali Szrenickiej zajmował ostatnie miejsca...
Za to w ostatnich widać, że się wspinamy... (śmiech)
Jak Wam się to udaje?
Poprawiliśmy jakość bazy noclegowej, część pokoi ma teraz własne łazienki, co nie jest jeszcze standardem w karkonoskich schroniskach. Odnowiliśmy też sanitariaty, zwiększając ich liczbę do 20. Poza tym, korzystając z doświadczeń gastronomicznych mojej rodziny, znacząco zmieniliśmy menu. Poprawiliśmy smak i jakość posiłków, poszerzyliśmy ofertę, aby także przez żołądek trafić turystom do serca... (śmiech).
Również dzięki narciarskiemu doświadczeniu rodziny udało nam się otworzyć zimowe podwoje schroniska. Dawniej zasypana śniegiem Hala Szrenicka świeciła pustkami. Teraz mnóstwo tu amatorów białego szaleństwa, klubów, szkółek, instruktorów i narciarzy indywidualnych. Z myślą o nich uruchomiliśmy wypożyczalnię sprzętu. Mamy też suchą fińską saunę, która cieszy się dużym powodzeniem. Turystom, którzy nie dość zmęczyli się na szlaku, proponujemy stół pingpongowy, piłkarzyki oraz salę taneczną, natomiast zmęczonym – telewizyjną. Ponadto wspólnie z PTTK ocieplamy właśnie strop nad dużym pomieszczeniem na strychu, przeznaczonym dla grup sportowych, ale z ogólnodostępnym miejscem do ćwiczeń oraz siłownią.
Oferujemy też dowóz osób niepełnosprawnych. W końcu – last but not least – mam wrażenie, że udało nam się też poprawić atmosferę wewnątrz obiektu. Na początku czasami słyszeliśmy od turystów, że duże sale naszego schroniska są mało przytulne. Teraz większość chwali ich klimat. To zasługa nas wszystkich, gospodarzy i całego personelu.
Ile osób pracuje w schronisku?
Na jednej, dwutygodniowej zmianie minimum stanowi sześć, siedem osób w trzech ekipach: kuchennej, sprzątającej oraz techniczno-zaopatrzeniowej. Zmiany są dwie. Dodatkowo w sezonie zatrudniamy kolejne cztery, pięć osób. Ponadto, w miarę potrzeb angażujemy też ekipę remontowo-budowlaną. Pracy w schronisku nigdy nie brakuje. A rotacja personelu jest u nas mniejsza niż w wielu innych schroniskach, co chyba dobrze świadczy o naszych relacjach.
Ostatnio, gdy dzwoniłem na Halę Szrenicką, telefon odebrała… menedżer.
Tak, Ewa.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też