Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Widziane z gór | Krzysztof Starnawski

Od dziecka miałem w sobie odkrywcę

NPM 9/2018
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Paulina Wierzbicka
(fot. archiwum Krzysztofa Starnawskiego)
– Wszyscy lubią marzyć, tylko nie wszyscy mają dość odwagi i determinacji, by te marzenia realizować. A ja właśnie dzięki temu, że wcielam je w życie, marzę realniej. Mierzę siły na zamiary i poruszam się w granicach własnych możliwości – mówi Krzysztof Starnawski, ratownik TOPR i jeden z najlepszych nurków świata.

Przez 20 lat eksplorowałeś jaskinię Hranicką Propast w Czechach wierząc, iż jest najgłębszym zalanym systemem jaskiniowym. I tak się też okazało. Zdetronizowałeś uważaną dotąd za najgłębszą włoską jaskinię Pozzo de Merro, o głębokości 392 metrów. Nie miałeś chwil zwątpienia w tym czasie?
Tak prawdę mówiąc, to na samym początku nie myślałem, że Hranicka Propast może być aż tak głęboka. Podczas pierwszych moich w niej nurkowań, które wykonałem na przełomie wieków, celem było dojście do znanego wtedy dna. To i tak był bardzo ambitny plan. Dopiero jak nauczyłem się profesjonalnie nurkować w jaskiniach i przygotowałem sprzęt, który dawał mi praktycznie nieograniczone możliwości, a moja wiedza z zakresu geologii znacznie się pogłębiła, dotarło do mnie, jak wielki potencjał kryje w sobie Hranicka Propast i jakie daje możliwości eksploracyjne. Reszta już była tylko kwestią czasu. 20 lat, które zajęła mi ta przygoda, to sporo czasu, ale widocznie tyle było nam potrzeba, by odkryć najgłębszą zalaną jaskinię świata. Zeszliśmy do 404 metrów.
Kiedy opowiadasz na swoich prezentacjach o tym projekcie, chyba największe wrażenie robi biwakowanie pod wodą, związane z dekompresją. Jak to wygląda w praktyce? 
Nocujemy w habitacie – takim podwodnym namiocie, w którym można się schronić na wiele godzin. Jest w nim sucho, można się przebrać, zjeść, napić wody, a co najważniejsze – ogrzać, bo organizm ze względu na zimną wodę narażony jest na hipotermię. Kolejną ważną kwestią jest dekompresja, którą nurkowie muszą wykonać po głębokich nurkowaniach. To proces, w trakcie którego następuje zmiana ciśnienia z wysokiego na niskie, a z organizmu nurka usuwane są gazy (głównie azot), nagromadzone poprzez oddychanie w warunkach podwyższonego ciśnienia. Zwykle dekompresja zajmuje wiele godzin. Habitat to lekarstwo na wszystkie te bolączki.
Z książką w nieznane 
Z filmu pokazywanego na Twoich prelekcjach pamiętam jeszcze, że w ramach zabicia nudy podczas dekompresji czytałeś… gazetę!
Kiedyś faktycznie były to gazety, teraz czytam książki. Podczas tej nieszczęsnej dekompresji czas się bardzo dłuży. Zimna i szczypiąca w twarz woda bardzo dokucza, przedłużający się stan nieważkości też potrafi być zmorą. Do tego dochodzi pragnienie, głód i uwierający sprzęt. Warto ten czas jakoś „zabić” tylko po to, by się tak nie dłużył. No i okazuje się, że dla mnie osobiście najlepsze jest czytanie. W ten sposób w Hranicach przeczytałem całą biografię Oliviera Stone’a. W Egipcie parę wywiadów z profesorem Zimbardo, a obecnie czytam książki Wilbura Smitha. A właściwie czytam jedną z nich, ale za to już od dwóch lat. Postawiłem sobie warunek, że czytam ją tylko pod wodą. Kończąc nurkowanie, nie zaglądam już do tej książki, aż do kolejnej długiej dekompresji. W ten sposób mam dodatkowy motywator do działania.
Jako jedyny człowiek na świecie zszedłeś na głębokość 240 metrów w macedońskiej jaskini Vrelo i 278 metrów w albańskiej Viroit. Jakie to uczucie schodzić w nieznane? Wiedząc, że od otworu wlotowego dzieli Cię tyle korytarzy, głębi, być może zacisków?
Podczas planowania i przygotowań do takiego nurkowania ta nutka nieznanego, niebezpiecznego bardzo pociąga i mobilizuje do działań. Jednak już na wyprawie i w przeddzień finałowego nurkowania powzięty wcześniej pomysł maksymalnie stresuje. Kiedy tylko zanurzam się w wodzie, odczuwam natomiast pełną koncentrację. Liczy się tylko to, by wszystkie manewry wykonać sprawnie i być gotowym na podejmowanie dobrych decyzji, w przypadku, gdy plan musi zostać naprędce zmodyfikowany. 
Natomiast w drodze powrotnej na powierzchnię, podczas dekompresji, odczuwam euforię, która na powierzchni przeradza się w satysfakcję i radość. Dzielę ją z resztą zespołu i zaczynamy wspólnie czas fiesty. Te zmienne stany emocjonalne powtarzają się u mnie w koło – od wyprawy do wyprawy.

(...)

Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też