Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Joanna Mikołajczak i Bartosz Malinowski

Od Dunaju do Dunaju

NPM 5/2010
Numer wyprzedany
Autor:
Jakub Terakowski
Masyw Şureanu. W tle łańcuch Parâng (fot. Joanna Mikołajczak)
Z Joanną Mikołajczak i Bartoszem Malinowskim, autorami przejścia Łuku Karpat, rozmawia Jakub Terakowski  

Skąd Wasz pomysł na przejście Łuku Karpat?
Bartosz Malinowski:
– To nie był nasz pomysł, bo już wcześniej kilka osób przeszło ten łańcuch. Góry zawsze były naszą pasją. Akurat zakończyliśmy kurs przewodników beskidzkich i postanowiliśmy uczcić ten fakt pieszą wyprawą przez cały Łuk Karpat.

Nie wystarczyłaby jakaś krótsza droga?
B.M.: – Nie, ponieważ przed wyprawą dobrze znaliśmy tylko polską część Łuku Karpat, natomiast przejście od Żelaznej Bramy do Bratysławy umożliwiło nam zobaczenie całego łańcucha. A ograniczenie realizacji tego pomysłu do jednej wyprawy było dodatkowym wyzwaniem!
Joanna Mikołajczak: – Moglibyśmy, oczywiście, co roku przeznaczać dwa tygodnie wakacji na pokonanie kolejnego odcinka i w ten sposób przed emeryturą zaliczyć cały Łuk, ale takie rozwiązanie zupełnie nas nie pociągało.

Ile osób przed Wami przeszło w ten sposób przez całe Karpaty?
B.M.: – W 1980 roku Andrzej Wielocha z ekipą (Piotr Kurowski, Jerzy Montusiewicz, Zdzisław Pecul i Wiesław Tomaszewski), potem długo, długo nikt i dopiero w roku 2002 Michał Kukuła, Paweł Kilen oraz Michał Zieliński. Rok później Piotr Gawłowski, a potem Łukasz Supergan – obydwaj samotnie. Nasza wyprawa była więc piątym polskim i – o ile wiem – szóstym w ogóle przejściem Łuku.

Które punkty wyznaczają geograficzne granice Łuku Karpat?
B.M.: – Przełomy Dunaju – w Rumunii i na Słowacji. Łańcuch Karpat prowadzi przez Rumunię, Ukrainę, Polskę, Czechy i Słowację.
J.M.: – Ale nasze przejście w ogóle nie obejmowało Czech.

Dlaczego?
B.M.: – Bo nie trzymaliśmy się stricte wododziału karpackiego. Bardziej zależało nam na odwiedzeniu miejsc nas interesujących niż na wędrówce dokładnie samą granią.

Czy można zatem bez żadnych zastrzeżeń uznać, że rzeczywiście przeszliście cały Łuk?
J.M.: – Zastrzeżenia można mieć zawsze i do wszystkiego. Przeszliśmy znaczną część pasm górskich, tworzących Łuk Karpat, więc – moim zdaniem – kwestią dyskusji czysto akademickiej byłoby „zaliczenie” nam tej drogi lub „dyskwalifikacja” z powodu zejścia z linii wododziału.
B.M.: – Wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy Łuk Karpat. Dla nas to obszar górski, który przecież pokonaliśmy, a nie tylko jedna, konkretna grań, z której wody spływają do dwóch różnych mórz.
Wododział prowadzi dokładnie po granicy Czech i Słowacji, a my wybraliśmy szlak po stronie słowackiej, bo uznaliśmy, że jest ciekawszy.
J.M.: – Ważniejsza była dla nas przygoda niż poprawność kartograficzna.

Jak długa była Wasza droga?
B.M.: – Około 2500 kilometrów. Około, gdyż nie odnotowywaliśmy zbyt starannie przebytych kilometrów. Nie mieliśmy odbiornika GPS, nie zaznaczaliśmy na mapie pokonanej trasy.
 


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.