Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Cudze chwalicie… | Tatry Zachodnie

Ochy i achy wzmagają apetyt

NPM 4/2017
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Wojtek Szatkowski
(fot. Wojtek Szatkowski)
Z Zakopanego dobrze widać cztery kopulasto zaokrąglone szczyty. Jakby coś z Czarnohory czy z Bieszczadów, tylko o prawie tysiąc metrów wyższe. Porośnięte sitem skuciną – rośliną, która jesienią przybierając czerwonawy kolor, nadaje im nazwę. Zimą i wiosną są białe, pokryte warstwą śniegu. To Czerwone Wierchy. Kopa Kondracka, Małołączniak, Krzesanica i Ciemniak. Wielka czwórka. 

Przede mną leżą na stole niewielkie książeczki. Przewodniki narciarskie Józefa Oppenheima i Tadeusza Zwolińskiego z lat 30. ubiegłego wieku. Echa dawnej sławy narciarskiej turystyki w Tatrach. Ulubione trasy, fajni ludzie, świat wyrypy i drewnianych nart. Szukam i znajduję swój cel na piękną wyprawę. Jaki?
Czerwone Wierchy to cztery szczyty: Kopa Kondracka (2005 m n.p.m.), Małołączniak (2096 m), Krzesanica (2122 m) i Ciemniak (2096 m). Z pozoru nietrudne, ale wycieczka narciarska przez ich grań to jednak całodzienna wyprawa, wymagająca umiejętnej oceny zagrożenia lawinowego, doświadczenia i dobrej kondycji.
Najładniej pisze o tym przejściu nasz skitourowy ekspert, Józef Oppenheim, „Opcio”. „Jedna z najwspanialszych wysokogórskich dróg narciarskich w okolicach Zakopanego, o przepięknej scenerji krajobrazowej, długim kilku-kilometrowym zjeździe i olśniewającym widoku na Tatry. Wymaga jednak pełnego opanowania techniki zjazdowej, dość dużej wytrzymałości (trwa bowiem około 8-miu godzin), bezwietrznej lub małowietrznej pogody, oraz możliwych warunków śnieżnych na grani. Podczas mgły – droga więcej niż niebezpieczna. Szlak narciarski przez Czerwone Wierchy prowadzi cały czas granią, szeregiem kopulastych na ogół szczytów, jednakże silnie podciętych skałkami z obu stron, tak, że obsunięcie się z grani Czerwonych Wierchów zagraża życiu” (J. Oppenheim, „Szlaki narciarskie Tatr Polskich”, Kraków 1936, s. 97 [pisownia oryg. – red.]). „Opcio” miał nosa do wynajdywania i opisywania pięknych narciarskich dróg. Sięgam jeszcze po Zwolińskiego i jego przewodnik z 1934 roku. „Wycieczka grzbietami Czerwonych Wierchów należy do najłatwiejszych wypraw szczytowych w okolicy Zakopanego; widok, zwłaszcza z Krzesanicy, rozległy i wspaniały. Trudności technicznych nie spotykamy wcale, idąc utartym szlakiem, lecz zbłądzenie i zejście z grzbietu może być zgubne, zwłaszcza w razie mgły, gdyż kopiaste, łagodne szczyty Czerwonych Wierchów popodcinane są od dołu w wielu miejscach przepaścistemi ścianami wapiennymi”.
Ochy i achy wzmagają apetyt na wyjście w góry.

Gdy narty same jadą
Wspomnienia z wielu wycieczek skitourowych przez Czerwone Wierchy są dla mnie różne. Jak dni w życiu. Jedne mają bardziej niebieskie, intensywne tło, inne szare. Niektóre mniej, inne bardziej zapadły mi w pamięć. Są wśród nich sytuacje komiczne, ale i nieraz bardzo poważne, kiedy w kurniawie, potężnej zamieci śnieżnej, marznąc do szpiku kości, przebijałem się metr po metrze granią Czerwonych Wierchów. Parę razy tak się zdarzyło. Huraganowy wiatr towarzyszył tym wyrypom.
Wśród kilku ulubionych wspomnień jedno ma dla mnie wyjątkowy smak. W 2011 roku wybraliśmy się z uczestnikami kursu na przewodnika tatrzańskiego na wycieczkę grzbietem Czerwonych Wierchów. Marysia, Marcin, Tadek, Łukasz, Kamil i kilka jeszcze osób. Wiosna powoduje, że wyrypa odbywa się w leniwej atmosferze. Nawet śpiewy po góralsku Kamila nie wybudzają nas z lekkiego letargu.
 
 
(...)
 
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.” 


Zobacz podobne artykuły

Polska

Zobacz też