Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Rozmowa N.P.M. | Stanisław Wyrtel

Obrazy oglądam od spodu

NPM 3/2013
Numer dostępny w sprzedaży
Zobacz zawartość
Autor:
Jakub Terakowski
(fot. Jakub Terakowski)
Ze Stanisławem Wyrtlem, autorem obrazów na szkle z Zubrzycy Górnej, rozmawia Jakub Terakowski

Dlaczego maluje Pan na szkle?
Próbowałem też akwareli, trochę rzeźbiłem. Skończyłem zakopiańskie Technikum Budownictwa Regionalnego, wróciłem do Zubrzycy, znalazłem pracę w Muzeum Etnograficznym. To miało być tymczasowe zajęcie, zamierzałem zdawać na historię sztuki lub architekturę. Od tamtego czasu minęło już trzydzieści lat. Oprowadzając wycieczki po skansenie, zwróciłem uwagę na tradycyjne orawskie obrazy na szkle. Zachwyciły mnie. Zacząłem je kopiować, lecz szybko stwierdziłem, że znacznie ciekawsze jest malowanie własnych kompozycji. Tak odkryłem szkło.

Ale czemu nie płótno, drewno lub papier?
Bo w górach, skąd pochodzę i gdzie mieszkam, obrazy na szkle są najmocniej osadzone w tradycji. Od pokoleń ozdabiały wnętrza chat, wisiały zawsze na honorowym miejscu, rozświetlając półmrok panujący wewnątrz. Tworzyły strefę domowego sacrum i niepowtarzalną atmosferę, gdy w szkle odbijały się promienie słońca lub migotanie ognia płonącego w piecu. Poza tym malowanie na szkle jest dla twórcy szczególnym wyzwaniem, bo tylko na tym tworzywie obraz powstaje od tyłu, kończę go – zanim zacznę... (śmiech)

Nie rozumiem...
Z przymrużeniem oka można powiedzieć, że te obrazy nie są malowane na szkle, lecz pod nim, czyli od spodu, z odwrotnej strony niż eksponowana. A zatem warstwę farby, którą położę jako pierwszą, oglądający zobaczy na wierzchu, a ostatnie retusze będą dla niego prawie niewidoczne. Wyjątkowy charakter malarstwu na szkle nadaje też grubość tworzywa: to dzięki tym trzem milimetrom w obrazach jest głębia i szczególne światło. Pierwsze wzory na szkle, na które zwróciłem uwagę, namalował... mróz. Jako brzdąc w srogie orawskie zimy przesiadywałem godzinami przy zamarzniętym oknie, w domu rodzinnym. Chuchałem w szyby i patrzyłem na świat przez niewielkie wytopione kółko albo obserwowałem promienie słońca wpadające do środka. Kto dziś, w epoce kaloryferów, klimatyzacji i plastikowych framug, widuje jeszcze zamarznięte szyby? Mnie ten widok towarzyszy zawsze, gdy maluję.

A pamięta Pan „obraźników” wędrujących od wsi do wsi i sprzedających swoich świętych na szkle?
Nie. Takie obrazy kupowało się rzadko, gdyż były drogie i bardzo trwałe, potrafiły wisieć w chałupie przez pokolenia.

Trwałe? Szkło kojarzy się przecież z materiałem dość kruchym.
Wysłałem pocztą już setki swoich obrazów i tylko jeden dotarł do adresata rozbity.

Dziś chyba trudno znaleźć obrazy na szkle w góralskich domach.
Walczył z nimi już słynny ksiądz Józef Stolarczyk, grzmiąc z ambony, by „do potoka wyrzucać te bohomazy” i wieszać na ich miejsce „gustowne oleodruki”. Nawet nie mam o to pretensji, bo – używając współczesnego języka – ksiądz Stolarczyk przyczynił się do promocji malarstwa na szkle. Przedtem mało który z ceprów zwracał na nie uwagę. Teraz obrazy na szkle znacznie częściej można zobaczyć u kolekcjonerów niż na Orawie. W swojej galerii próbuję odtworzyć klimat tamtych góralskich izb: na długich wąskich półkach obrazy stoją rzędami jeden obok drugiego...

Stoją?
Tak, gdyż w przeciwieństwie do innych obrazów, tych na szkle nie wieszało się, lecz stawiało. I były nachylone w dół tak, aby prezentowały się jak najkorzystniej, a oglądający w lustrzanym odbiciu szkła, pomiędzy świętymi, mógł zauważyć siebie. Liczba obrazów świadczyła zarówno o religijności gospodarzy, jak i o zasobności, najbogatsi mieli po kilkanaście. Orawski kanon obowiązkowy stanowiły: trójca, ukrzyżowanie i pieta, którą na Podhalu często zastępował Chrystus frasobliwy. Obok nich często stał święty Florian, chroniący od pożarów. Prawie w każdym domu był też święty Antoni – patron biednych i poszukujących zguby. Za jego podobizną przechowywano pieniądze i najcenniejsze dokumenty. Wszystko to podyktowane było wiarą, ale równocześnie – nie chciałbym nikogo urazić – przesądami.

A co Pan maluje najchętniej?
Tradycyjne malarstwo na szkle zdominowane jest przez wizerunki świętych oraz sceny biblijne. Przez wiele lat profil mojej twórczości był więc podobny: tematyka sakralna, obrzędy religijne, sylwetki patronów – stworzyłem obszerny cykl im poświęcony. Święty Wojciech – patron Polski, święty Krzysztof – patron kierowców...

Czy turyści też mają swojego patrona?
Patronem turystów, alpinistów, narciarzy i ratowników jest święty Bernard z Aosty, który około roku 1050 założył schronisko dla wędrowców na przełęczy nazwanej później Wielką Przełęczą Świętego Bernarda.

(...)
Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”


Zobacz podobne artykuły

Zobacz też