Zapisz się do newslettera NPM

Jesteś tutaj

Byłem, widziałem | Góry Dynarskie

O dziewiątej już po robocie

NPM 3/2014
Numer wyprzedany
Autor:
Piotr Skrzypiec
Kopuła szczytowa Snežnika (fot. Piotr Skrzypiec)
Jak już doskonale wiecie, Słowenia to kraina gór. Potężne Alpy Julijskie, filigranowe, acz honorne Alpy Kamnicko-Sawińskie, przyjazne Karawanki i zalesione Pohorje to jedynie połowa spośród wertykalnych atrakcji tego niewielkiego kraju. Alpy sąsiadują bowiem przez rzekę Sawę z wapiennymi płaskowyżami Dynarydów, gdzie prymat wiedzie Veliki Snežnik (1796 m n.p.m.), zawieszony pomiędzy alpejskimi gigantami i taflą Adriatyku.

Znowu cię gdzieś niesie! – słyszę od znajomej kasjerki na stacji benzynowej, płacąc o trzeciej nad ranem za paliwo. Tak naprawdę jestem już trochę spóźniony. Bo budzik – szubrawiec – dzwonił zbyt cicho. Na umówionym przystanku czeka przemarznięty Adaś – przebywający na kontrakcie w Lublanie naukowiec z Poznania z wyraźnym zacięciem outdoorowym. Towarzysz idealny: triatlonista, na którym nie robią wrażenia ani osobliwe godziny, w których rozpoczynam wycieczki górsko-fotograficzne, ani konieczność pokonywania ferrat w świetle czołówki, ani wlokące się w nieskończoność godziny, gdy w okolicy wschodu słońca biegam ze statywem, usiłując pstryknąć coś przyzwoitego. Każda wymówka jest dobra: ze względu na obowiązki, kiepską pogodę i niemałe zagrożenie lawinowe już dawno nie byliśmy w górach. Ale kilka dni temu ustaliliśmy plan gry na najbliższy weekend ze Snežnikiem w roli głównej. Adam nieraz widział go z alpejskich wierzchołków i nie ukrywał chęci podeptania go po grzbiecie. Dla mnie zaś najwyższy punkt południowej Słowenii jest jednym z najbardziej widokowych wierzchołków tego malutkiego kraju i dlatego chętnie przystałem na bezpieczną i malowniczą wycieczkę.

Latem wystarczy kwadrans
Monotonną szosą z Ilirskiej Bistricy wspinamy się w stronę Sviščaków (1242 m n.p.m.), oglądając przez szyby coraz wyższe zaspy obok drogi. Dojeżdżając do zagubionego w lesie osiedla, poruszamy się już wyfrezowanym w białej pierzynie tunelem. Nic dziwnego: płaskowyż Snežnika jest pierwszą sensowną barierą dla wilgotnych mas powietrza znad nieodległego Adriatyku i opady przewyższają tu trzykrotnie średnią krajową. Sviščaki zostały założone w XIX wieku przez właścicieli okolicznych terenów – hrabiów Schönburg-Waldenburg – jako osada drwali trzebiących na potęgę gęste lasy masywu. Obecnie jest to wioska domków letniskowych z popularnym i odrobinę zbyt gwarnym schroniskiem oraz niewielkim wyciągiem narciarskim. Dzięki popularności wśród okolicznych mieszkańców kilkunastokilometrowa droga gruntowa z Ilirskiej Bistricy jest wzorowo utrzymana nawet w zimie. Ostatnie kilometry pokonuję jednak wyjątkowo ostrożnie, ponieważ stromy miejscami trakt pokryty jest szklistym lodem, na szczęście posypanym obficie żwirem. Parkujemy obok uśpionego schroniska i zarzucając ciężkie od sprzętu fotograficznego plecaki, zagłębiamy się w bajkową, mroźną i wyjątkowo gwieździstą noc.
– Pod nogami skrzypi, w kieszeni ręce dwie, a za oknem blask jak od paciorków babci – nucę sobie stary rajdowy szlagier, gdy docieramy do skrzyżowania szlaków obok śródleśnej kapliczki.
W prawo odchodzi tu wąska ścieżka, której śladów dziś nie sposób dostrzec pod białą pierzyną. Zostajemy więc na drodze gruntowej, która przykryta dwumetrową warstwą śniegu przypomina raczej przecinkę w puszczy wytyczoną piłą szalonego leśnika. Przyznam uczciwie: nie znoszę chodzić ciągnącymi się w nieskończoność łagodnymi drogami gruntowymi przez las, ale tym razem w miarę wygodny ślad pozostawiony wczoraj przez dzierżawcę schroniska nie pozostawia wątpliwości. Na szczęście jednak czas i przestrzeń podczas marcowej nocy zachowują się inaczej niż zwykle. W ciszy i zamyśleniu stąpamy po śladach poprzednika i nie wiedzieć kiedy stajemy przy skrzyżowaniu z odchodzącym w lewo wariantem drogi do drugiej leśnej osady – Mašunu (1022 m n.p.m.). Oświetlam latarką zasypany prawie do czubka znak drogowy i mój wątpiący przyjaciel dopiero wtedy się przekonuje, iż pokonaną przez nas w ciągu półtorej godziny mozolnego torowania w śniegu przestrzeń leniwi turyści w lecie przemierzają autem w 15 minut.

(...)
Więcej - czytaj w numerze „n.p.m.”


Pełna treść artykułu dostępna dla osób zalogowanych.
Zaloguj się lub załóż bezpłatne konto w serwisie.

Zobacz podobne artykuły

Zobacz też